Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 listopada 2018

„Gus” Kim Holden


Tytułowego Gus'a mogliśmy poznać  już w „Promyczku” - wspaniałej, niezwykle wzruszającej książce Kim Holden. Główny bohater to najlepszy przyjaciel Kate, na którego ta wspaniała dziewczyna miała ogromny wpływ. Teraz, po jej stracie Gus nie może dojść do siebie. Staje się wrakiem człowieka. Ulgę w tym bólu psychicznych przynosi mu alkohol, narkotyki i przygodny seks. Powieść, to historia chłopaka, który po stracie najlepszej przyjaciółki a zarazem miłości życia stara się pozbierać i rozpocząć wszystko od nowa z kobietą, która również została skrzywdzona przez życie. 


niedziela, 26 sierpnia 2018

„Metoda na wnuczkę” Marty Obuch


Adam Gryziewicz to dentysta, który po tym gdy spotkał kobietę swojego życia i został przez nią źle zrozumiany, jest zmuszony do udawania romantycznego artysty. Sprawa nie jest taka łatwa jak mogłoby się wydawać. Przede wszystkim dlatego, że jako artysta, Adam musi dysponować pracownią. Dodatkowo zobowiązał się do wykonania portretu, pomimo tego że nie potrafi malować. Kobieta, dla której dentysta stracił głowę jest mądra i bystra, również jest osobą zabieganą - musi znaleźć złodzieja obrazu, wyswatać przyjaciółkę i uchronić brata przed małżeństwem z zołzą, a także utrzeć nosa egoistycznemu pseudoartyście. Gdyby tego było mało, zza groby odzywa się prababcia Matylda...


~*~

„Metoda na wnuczkę” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marty Obuch. Jak dotąd do takiego typu literatury podchodziłam dość sceptycznie. Bardzo często trafiałam na komedie kryminalne, które z założenia miały mnie śmieszyć, miałam przy nich dobrze się bawić, a tak naprawdę wprowadzały mnie w stan... zażenowania. W przypadku „Metody na wnuczkę” sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Naprawdę bardzo dobrze się bawiłam! Były sytuacje, kiedy to śmiałam się do łez. 

Komedia napisana jest lekkim językiem. Czytałam ją z wielką przyjemnością i zaangażowaniem. To jest naprawdę pierwsza komedia kryminalna, która aż tak mi się podobała. Jest to spowodowane humorem autorki, który zdecydowanie do mnie trafia. Nie jest on wymuszony, dialogi są przezabawne, a sytuacje i zachowania bohaterów nie były żenujące. Odpoczęłam i odprężyłam się podczas lektury. Nie jest to jednak literatura górnolotna, o czym należy pamiętać. Ale na „odmóżdżenie” sprawdzi się idealnie. Bardzo polubiłam również bohaterów wykreowanych przez Martę Obuch. Każdy z nich jest inny, i czym innym mnie zaskoczył. Autorka na każdego z nich miała zupełnie odrębny plan i wykonała go w 100%. Oczywiście najbardziej polubiłam babcię Walerię i dziadka Andrzeja, którzy, moim zdaniem, wiodą prym w tej książce. 

Podsumowując, „Metoda na wnuczkę” to bardzo dobra komedia kryminalna, która gwarantuje dobrą zabawę. Nie jestem fanką takiego typu literatury, ale w tym przypadku zaskoczyłam się pozytywnie. Jest to idealna pozycja, aby odpocząć i się zrelaksować. Jeśli kiedyś będę potrzebować poprawiacza humoru w postaci książki, na pewno sięgnę po jakąś inną komedię Marty Obuch. 




piątek, 1 grudnia 2017

„Wybacz mi” Gabrieli Gargaś

Pomimo tego że Gabriela Gargaś ma na swoim koncie już sporo książek, ja dopiero teraz zebrałam się, aby sięgnąć po którąś z jej pozycji. Padło na „Wybacz mi” - powieść wydaną w 2016 roku. Jak oceniam tę książkę? 

Klaudia jest dojrzałą kobietą, zdradzoną żoną, emigrantką i matką, która nie potrafi dogadać się ze swoimi dziećmi. Pomimo dobrych warunków finansowych kobieta nie czuje się szczęśliwa, a życie poza ojczyzną zdecydowanie nie jest dla niej. Od dawna planuje wrócić do Polski, jednak jej mąż nie jest tego samego zdania. Pewnego dnia los w pewnym sensie uśmiecha się do Klaudii - jej matka łamie nogę, a kobieta jest zmuszona jechać do ojczyzny i zaopiekować się matką. Nie wie jednak, że ta wizyta, a szczególnie wstrząsające wyznanie matki, odmieni jej przyszłość na zawsze. Klaudii ciężko jest pogodzić się z nową sytuacją, gdzie okazało się, że całe jej życie było kłamstwem. Czy kobieta będzie potrafiła wybaczyć matce? 




„Wybacz mi” to książka zdecydowanie dla kobiet. To prawdziwa powieść o prawdziwych problemach. Nie pokazuje niczego w różowym świetle, nie znajdziemy w niej ani grama cukru. To pozycja o cieniach i blaskach życia codziennego, a bohaterowie są tak prawdziwi, że mogliby żyć wśród nas. To po prostu książka o zwykłych ludziach ze zwykłymi problemami. Dodatkowym atutem książki jest niewątpliwie fakt, iż autorka pokusiła się o poruszenie tematu emigracji. Za pomocą bohaterów pokazuje, że nie jest to taka sielanka jak mogłoby się wydawać. Emigranci mają naprawdę trudne życie, szczególnie gdy są bardzo zżyci z ojczyzną i pozostawioną tam rodziną. Tęsknią za polskim chlebem, bułkami... Po prostu za Polską. Na emigracji wszystko ma gorszy smak...

Muszę jednak stwierdzić, że pomimo powyższych zalet, książka nie dała mi tego, czego od niej oczekiwałam. Fakt - powieść napisana jest bardzo plastycznym językiem i czyta się ją szybko, jednak ja od książek oczekuję czegoś więcej. Zabrakło mi emocji, które by mną wstrząsnęły i sprawiły, że na długo pamiętałabym tę powieść. Tak się jednak nie stało i wydaje mi się, że za jakiś czas kompletnie zapomnę o tej książce. Dodatkowo, fabuła również nie jest odkrywcza, a zakończenie bez problemu można odgadnąć. Pozycja broni się jednak wcześniej wspomnianym autentyzmem, co sprawia, że w ujęciu ogólnym jest ona całkiem dobra. 

Podsumowując, „Wybacz mi” to dobra powieść o przewrotnym losie, straconych miłościach, przebaczeniu i gorzkich łzach. Można się z niej dużo dowiedzieć o Polakach będących na emigracji. Książkę czyta się przyjemnie i szybko. Myślę, że warto po nią sięgnąć choćby dlatego, żeby wyrobić sobie na jej temat własną opinię. 






wtorek, 19 września 2017

„Sanatorium pod Zegarem” Liliany Fabisińskiej

„Sanatorium pod Zegarem” to nie jest pierwsza książka Liliany Fabisińskiej, po którą sięgnęłam. Jak dotąd przeczytałam już „Śnieżynki”, a także „Córeczkę” więc powieści poruszające dość trudne i kontrowersyjne tematy. Z ogromną chęcią przeczytałam więc pozycję, która jest lżejsza i mniej wymagająca. 

Głównymi bohaterkami książki są Natalia i Nina - dwie zupełnie różne kobiety. Natalia, wbrew temu co wskazuje imię, to starsza kobieta, z ogromnym bagażem doświadczeń życiowych, właścicielka zakładu fotograficznego. Z powodu poważnej choroby płuc wskazane jest, aby wybrała się do sanatorium. Po kilku latach czekania w końcu znajduje się dla niej miejsce w sanatorium „Marzenie” w jednym z najbardziej popularnych miast uzdrowiskowych w Polsce - w Ciechocinku. Niestety, pomimo wszelkich zakazów kobieta musi wyjechać z uzdrowiska na 36 godzin, aby wykonać najważniejsze zdjęcie w swoim życiu. Nina natomiast to pewna siebie bizneswoman, która pracę stawia na pierwszym miejscu. Wraz z siostrami prowadzi bardzo dobrze prosperującą firmę, która jest dla niej wszystkim. Nieszczęśliwy wypadek sprawia, że kobieta staje się tymczasową kaleką, jest zmuszona przesunąć ślub i wbrew swojej woli wyjechać do Ciechocinka, aby tam, z pomocą specjalistów, dojść do siebie. Dwie różne kobiety, które napawają do siebie wrogością, dwa różne charaktery, a po środku pies i trup w basenie, za którego zabicie obwiniane są Natalia i Nina. 


„Sanatorium pod Zegarem” to przeurocza książka, od której nie mogłam się oderwać. Z niecierpliwością czekałam na to, jak dalej potoczą się losy głównych bohaterek - jaką tajemnicę skrywa Natalia? Po co musi jechać do Krakowa? Kto jest mordercą? Na szczęście na końcu książki otrzymałam w pełni satysfakcjonującą mnie odpowiedź. Najbardziej jednak przypadła mi do gustu kreacja bohaterów. Liliana Fabisińska stworzyła niezwykłe kobiety, które są ciekawe, intrygujące i posiadaje tajemnice. Na szczególną uwagę zasługuje przeszłość Natalii, której opowieść niezwykle mnie wzruszyła i zaciekawiła. Ta książka to bitwa dwóch pokoleń, dwóch silnych charakterów. Powieść łamie niejedno tabu i zadaje kłam stereotypom. Ani niezwykle pogodna staruszka, ani kręcąca nosem i pewna siebie Nina nie są takie, jak się wszystkim wydaje. Natalia, pomimo wieku, jest osobą posiadającą nieskończone pokłady energii i pozytywnego myślenia. Niejedna nastolatka mogłaby jej pozazdrościsz podejścia do życia. Natomiast Nina to zimna bizneswoman, która dzięki swojej współlokatorce pozwala sobie na odrobinę szaleństwa. 

Pomimo tego iż książka jest lekka, przyjemna a przede wszystkim zabawna, to również jest to powieść mądra i dająca do myślenia. Liliana Fabisińska pokazuje, że różnica wieku nie jest przeszkodą w zawieraniu znajomości, że pomimo dzielących osoby lat, można się dogadać i stworzyć piękną relację. Autorka daje nam również do zrozumienia, że nie każda starsza pani to upierdliwa kobieta, zmęczona życiem, przy której trzeba czuwać dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zdarzają się również pogodne staruszki, pragnące wycisnąć z życia ostatnie soki, jeżdżące stuningowanym fiatem 126p i odróżniające puder kryjący od matującego. 

Powieść jest dopracowana i pod względem wątku kryminalnego, i pod względem wątku obyczajowego. Fabisińska, jak już się przekonałam czytając jej inne książki, ma niezwykle lekkie pióro, które uwielbiam. Fabuła tak mnie wciągnęła, że nie zauważałam przewijanych stron. Jestem również pod wrażeniem wykreowanego świata, sposobu przedstawienia Ciechocinka, a także relacji i zwyczajów jakie można zauważyć w zachowaniach kuracjuszy (dowiedziałam się z książki, że jeśli usiądziemy w uzdrowisku na krańcu ławki to oznacza, że jesteśmy otwarci na nową znajomość 😉). 

Podsumowując, „Sanatorium pod Zegarem” to lekka, przyjemna, zabawna oraz pełna przygód i zwrotów akcji powieść, która bezapelacyjnie skradła moje serce. Polubiłam Fabisińską w takim wydaniu i zdecydowanie chce więcej. Już się nie mogę doczekać, kiedy sięgnę po następne części cyklu Jak pies z kotem, w których poznam dalsze losy Natalii i Niny. Polecam! 




Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie: 
Córeczka Śnieżynki



Recenzja została napisana w ramach współpracy z portalem:

środa, 13 września 2017

„Ósmy cud świata” Magdaleny Witkiewicz


Nie mogłam doczekać się tej premiery. Wręcz odliczałam dni do tego, kiedy w końcu na półki księgarń trafi najnowsza książka Magdaleny Witkiewicz. Z zazdrością przeglądałam zdjęcia na Instagramie, na których to recenzentki chwaliły się paczką od samej autorki. Pewnego poranka szczęście i do mnie się uśmiechnęło. Otrzymałam pięknie zapakowaną paczkę, a w środku znalazłam nie tylko „Ósmy cud świata”, ale także wisiorek, zakładkę i herbatką. Z wypiekami na twarzy od razu zabrałam się do lektury! 

Anna jest singielką. Spełnia się zawodowo, żyje wygodnie, bez zobowiązań i uwielbia podróże. Na pierwszy rzut oka niczego jej nie brakuje. Jednak wbrew pozorom, kobieta nie czuje się spełniona. Nie dość, że wplątuje się w dziwną relację ze swoim szefem, to jeszcze nie może mieć tego, czego tak bardzo pragnie. Aby uporządkować swoje życie, wybiera się w podróż do Wietnamu. Nie wie jednak, że ta magiczna podróż pozostawi po sobie aż tak duży ślad. Dzięki tej podróży Anna odnajdzie wreszcie swój ósmy cud świata. 


„Ósmy cud świata” to książka inspirowana podróżą Magdaleny Witkiewicz do Wietnamu w 2014 roku, gdzie autorka reprezentowała Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Literatury Europejskiej w Hanoi. Witkiewicz, za sprawą kartek papieru, zabiera nas w niezwykłą i magiczną podróż do najpiękniejszych miejsc na świecie. Razem z bohaterami czujemy klimat kraju, gorącą wilgoć, zachwycamy się widokami zapierającymi dech w piersiach. Jestem pod wrażeniem tego, jak autorka w tak subtelny sposób „przemyciła” nam różnego rodzaju legendy wietnamskie, zwyczaje, a także opisała tętniące życie Hanoi. Zazwyczaj takie rzeczy mnie nudzą, ale nie tym razem. Ani przez chwilę się nie nudziłam. Wręcz przeciwnie! Czytałam książkę z wypiekami na twarzy nie tylko ze względu na ciekawą i intrygującą fabułę, ale także na to, że dzięki autorce mogłam bliżej poznać tej wyjątkowy, azjatycki kraj. 

Magdalena Witkiewicz po raz kolejny stworzyła niezwykle magiczną, wyjątkową i klimatyczną powieść, od której naprawdę trudno się oderwać. Autorka wykreowała bardzo realistycznych bohaterów, z prawdziwymi problemami, które może mieć każdy z nas. Dodatkowo, od razu pała się do nich sympatią, bez względu na to, czy postępują według nas dobrze czy źle. „Ósmy cud świata” to nie tylko książka o singielce i jej podróży do Wietnamu. To przede wszystkim dojrzała i mądra powieść, która porusza bardzo trudny temat i zmusza do refleksji. To historia dojrzałej kobiety, której już nie wystarcza to, co ma. Pragnie czegoś znacznie więcej - malutkiej istotki, która wywróci jej świat do góry nogami. Jednak nie jet to takie łatwe, kiedy brakuje kandydata na ojca. Presja otoczenia również jej nie pomaga. 

To, co uwielbiam w książkach Witkiewicz to przede wszystkim emocje i język. Pomimo tego, że moim zdaniem, za dużo w fabule jest zbiegów okoliczności, wszystko to jest rekompensowane przez niezwykłe emocje, jakie towarzyszą podczas lektury. Za sprawą barwnego i plastycznego języka czujemy Wietnam, czujemy problemy bohaterów, chemię między nimi. Tak, tę książkę po prostu się czuje! Dodatkowo, nie zauważa się ilości przewracanych stron. Przeczytałam tę książkę w jeden dzień i... mało mi! Chce więcej! 

Podsumowując, „Ósmy cud świata” to klimatyczna, wzruszająca i pełna ciepła książka, która zabierze Was na wycieczkę do pięknego Wietnamu. To powieść o poszukiwaniu siebie, o samotności w towarzystwie przyjaciół i o tym, że czasami warto odpuścić i zdać się na los. Ta historia pokazuje, że o prawdziwą miłość należy walczyć z całych sił, do samego końca! Krótko mówiąc - z całego serca polecam! 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję autorce i wydawnictwu Filia. 




piątek, 8 września 2017

„Dolina mgieł i róż” Agnieszki Krawczyk


To moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Krawczyk. Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ potrzebowałam takiej lekkiej i przyjemnej książki, która byłaby idealna na lato i która umiliłaby mi leżenie na kocu. Czy powieść ta spełniła swoje zadanie? 

Główną bohaterką książki jest Sabina Południewska - pisarka, która szuka natchnienia, aby napisać kolejny bestseller. Pod koniec lata przyjeżdża więc do pałacyku „Pod Graalem i Różą” w Idzie, aby nie tylko w spokoju popracować i pozbyć się blokady twórczej, ale także znaleźć równowagę między sobą a Laurą Rossa, bo pod takim pseudonimem kobieta pisze. Gospodynią pensjonatu jest sympatyczna Mila Mossakowska, natomiast gośćmi - jej specyficzna kuzynka Carmen, profesor Niewiara, a także pułkownik Janicki. Sabina nawet nie wie kiedy poddaje się urokowi pięknej doliny, a także czarowi jej mieszkańców, którzy są wyjątkowi. Każdego dnia świat dla kobiety staje się piękniejszy, a problemy znikają jak ręką odjął. Główna bohaterka poznaje także Teklę Tyczyńską - hrabinę, która tworzy oszałamiające różane kosmetyki, oraz lekarza, który po śmierci żony samotnie wychowuje córeczkę. 


„Dolina mgieł i róż” jest drugą częścią cyklu Magiczne miejsce. Pomimo tego iż pierwszej części nie czytałam, nie miałam nawet najmniejszego problemu ze zrozumieniem fabuły, nie czułam, że czegoś nie wiem. A jeśli czułam - np. nie wiedziałam w jaki sposób Mila poznała swojego męża i w jaki sposób pensjonat znalazł się w ich posiadaniu, autorka od razu, ale dyskretnie, przemyciła dla nas część informacji. Krótko mówiąc - nie musicie czytać pierwszej części, aby sięgnąć po drugą. 

Bardzo podobała mi się kreacja bohaterów. Jestem pod wrażeniem, ponieważ Agnieszka Krawczyk na każdego bohatera miała jakiś pomysł. Każdy z nich jest inny, niezwykle barwny, wyrazisty i niepowtarzalny. Ma swoje indywidualne nawyki, wady i zalety, przez co książka jest jeszcze bardziej intrygująca. Największą zaletą powieści jest natomiast język. Agnieszka Krawczyk wręcz maluje słowem! W książce jest mało dialogów, a dużo opisów, co zazwyczaj mnie drażni i nudzi, ale nie tutaj. W „Dolinie mgieł i róż” opisy są tak prawdziwe, tak bardzo oddające rzeczywistość, że czasami miałam wrażenie i siedzę obok bohaterów, albo wącham róże lub kosmetyki przygotowane przez hrabinę. Zapachy naprawdę się czuję. A opisy okolicy są tak barwne i ujmują, że najchętniej rzuciłabym wszystko i pojechała do Idy. To coś pięknego i rzadko spotykanego. Jest to książka ciepła, magiczna i niezwykle klimatyczna. To taki typ książki, do której się wraca, aby nie tylko dowiedzieć się co nowego u bohaterów, ale przede wszystkim rozkoszować się niezwykłym językiem. Jak już wspomniałam - kupiłam tę książkę, aby przez kilka dni umilić sobie letnie i upalne sierpniowe dni. Niestety - przeczytałam tę książkę w dwa popołudnia. 😊 Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że powieść tę czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. 

„Dolina mgieł i róż” to książka bardzo przewidywalna i czytając opis na okładce od razu można domyślić się jak ona się skończy. Na szczęście sposób, w jaki została napisana powieść, rekompensuje wszystko, w związku z czym nic a nic mi to nie przeszkadzało. Irytowały mnie natomiast liczne wtrącenia w postaci cytatów z wielkich dzieł napisanych przez m.in. Jane Austen, Sienkiewicza, Lorca czy Hope'a. Wtrącenia te znajdowały się w dialogach, przez co, moim zdaniem, odbierało książce realizmu. Nikt nie komunikuje się za pomocą cytatów. 

Podsumowując, „Dolina mgieł i róż” to niezwykle klimatyczna, magiczna i pełna uroku książka, z dość przewidywalną fabułą i dobrze wykreowanymi bohaterami. Jest to powieść o przyjaźni, szukaniu swego miejsc na ziemi, a także o tym, że trzeba mocno wsłuchać się w siebie, aby odnaleźć szczęście. Polecam. 



czwartek, 24 sierpnia 2017

„Jak cię zabić, kochanie?” Alka Rogozińskiego

To już moje drugie spotkanie z twórczością Alka Rogozińskiego. Pierwsze - „Do trzech razy śmierć” - nie było spotkaniem zbyt udanym, jednak postanowiłam dać autorowi jeszcze jedną szansę. I... chyba niesłusznie... Bo po raz kolejny książka nie spełniła moich oczekiwań.

Bohaterką kryminału jest Kasia, do której uśmiechnął się los - ma szansę odziedziczyć ogromny spadek, dzięki któremu byłaby finansowo ustawiona już do końca życia. Jednak aby otrzymać ten majątek musi albo urodzić dziecko (co jest raczej niemożliwe) albo... pozbyć się swojego męża. Okazuje się jednak, że zabić kogoś w taki sposób, aby nie rzucić na siebie choćby cienia podejrzenia, jest wyczynem bardzo trudnym. Oprócz tego Kasia szybko z myśliwego zamienia się w ściganą zwierzynę. I tak rozoczyna się komedia omyłek, w której każdy może stać się i ofiarą i mordercą. 



Nie wiem jak to jest. Wszyscy się tą książką zachwycają, na wszystkie strony wychwalają jaka to ona nie jest zabawna... Chyba jestem dziwna. Roześmiałam się chyba raz podczas całej lektury. RAZ. A przecież powinnam pękać ze śmiechu. Wydaje mi się, że Alek Rogoziński i ja mamy zupełnie inne poczucie humoru, dlatego też jego książki nie trafiają do mnie w taki sposób, w jaki powinny. Pomimo tego, książka jest napisana lekkim i przyjemnym językiem, co sprawiało, że lektura nie była dla mnie męczarnią. 

W książce bardzo dużo się dzieje, a akcja pędzi jak oszalała. Każdy bohater to nie tylko potencjalny zabójca, ale także potencjalna ofiara. Krótko mówiąc - każdy chce zabić każdego. Kasia męża, mąż Kasię, a na ich oboje czyhają fałszywe zakonnice. Kto z nich wygra a kto przegra? Fabułę śledzimy naprzemiennie z punktu widzenia kilku bohaterów - m.in. Kasi i jej męża Darka, ale także zakonnic, amerykańskiego księdza oraz innych, mniej znaczących postaci.

Zauważyłam, że Alek Rogoziński lubi wplatać w swoje książki  nawiązania do programów, które znamy z telewizji, a także do licznych celebrytów. Sprawia to, że jego komedie są bardzo autentyczne a bohaterowie jakby żyli obok nas. 

Podsumowując, „Jak cię zabić, kochanie?” to książka, która niestety nie trafiła w moje poczucie humoru, ale na szczęście sprawiła, że dość miło spędzałam popołudnia. To pozycja lekka, przyjemna i niezobowiązująca. Bardzo dobrze sprawdzi się jako przerywnik po ciężkich i emocjonujących powieściach. Wydaje mi się, że jest to książka nie dla każdego. Po prostu trzeba przeeksperymentować i wyrobić sobie na jej temat własne zdanie. 


Inne książki tego autora zrecenzowane przeze mnie: 

piątek, 18 sierpnia 2017

„Czereśnie zawsze muszą być dwie” Magdaleny Witkiewicz


🍒🍒
„Czereśnie zawsze muszą być dwie” to najnowsza książka Magdaleny Witkiewicz, która miała swoją premierę w maju. Już ponad miesiąc przed premierą było głośno o tej książce. Wszędzie można było zobaczyć czereśnie - kolczyki, wisiorki, etui na czytnik. Witkiewicz swoją najnowszą książką po prostu „zaczereśniowała” Polskę. Czy powieść jest warta takiego rozgłosu? 

Główną bohaterką jest Zofia Krasnopolska - młoda architektka, z bagażem życiowych doświadczeń. Otrzymała ona w spadku, od swojej najlepszej przyjaciółki - Pani Stefanii, willę w Rudzie Pabianickiej, która z zewnątrz wydawała się być starą, niegodną uwagi ruderą. Szybko okazało się jednak, że w środku skrywa ona daleką, niezwykle ciekawą przeszłość. Stary dom więzi sekrety swoich byłych mieszkańców. Zosia postanawia zgłębić historię tego domu, która nie daje jej spokoju. Na jej drodze pojawia się także Szymon - lekarz, dzięki któremu dowiaduje się, czym tak naprawdę jest prawdziwa miłość oraz przyjaźń, której tak bardzo Zosia potrzebuje. To dzięki willi, Rudzie Pabianickiej i jej mieszkańcom główna bohaterka zaczyna rozumieć, że tak jak drzewa czereśni muszą rosnąć obok siebie, aby wydać owoce, tak ludzie muszą się kochać, by ich wspólna droga przez życie miała jakikolwiek sens. 




Magdalena Witkiewicz po raz kolejny mnie oczarowała! Stworzyła piękną, klimatyczną, magiczną i mądrą powieść, która od pierwszej strony skradła moje serce. Bez dwóch zdań polubiłam Zosię, a w Rudzie Pabianickiej oraz w willi po prostu się zakochałam. Autorka w charakterystyczny dla siebie sposób tak opisuje miejsca, że od razu chce się je odwiedzić a ludzi - poznać. Wszystko to za sprawą lekkiego, plastycznego i niezwykle barwnego języka, którego możemy doświadczać we wszystkich książkach tej autorki. Urzekł mnie również aspekt historyczny w „Czereśniach”. Od razu widać, jaki ogrom pracy musiała włożyć autorka, aby wszystko było spójne, a przede wszystkim prawdziwe. Historia willi w Rudzie tak mnie wciągnęła, że z niecierpliwością czekałam na rozdziały, w których autorka uchyla rąbka tajemnicy. 

Bardzo podoba mi się również przesłanie, jakie niesie ze sobą książka. Zastanawialiście się kiedyś, jaki wpływ na Wasze życie ma niewielki, na pozór nic nie znaczący epizod? Jak wyglądałoby Wasze życie gdybyście nie spóźnili się na autobus, albo nie pojechali inną drogą do pracy? „Czereśnie...” pokazują, że nawet najbardziej niepozorna decyzja może mieć wpływ na nasze życie. W przypadku Zosi były to wagary. Gdyby nie urwanie się z lekcji, nie poznałaby pani Stefanii, nie pojechałaby do Rudy, nie poznałaby Szymona. 

„Czereśnie...” to prawdziwy wulkan emocji! Będziecie na zmianę śmiać się i płakać. Wzruszać i uśmiechać. Autorka zabiera nas w świat Zofii Krasnopolskiej, z którą przeżywamy wszelkie smutki i radości. Oprócz kobiety warto wspomnieć również o innych bohaterach, którzy są niezwykle barwni, ciekawi i intrygujący. Przede wszystkim Szymon, który nie radzi sobie z osobistą tragedią. Pani Stefania, która jest skarbnicą życiowej wiedzy. Marek, który widzi tylko czubek własnego nosa, a także pan Andrzej - uroczy, starszy pan, który rozmawia z kurami i nadaje im imiona. To właśnie jego autorka obarczyła odpowiedzialnością za przekazanie nam historii willi w Rudzie Pabianickiej. 

Podsumowując, „Czereśnie zawsze muszą być dwie” to powieść piękna nie tylko za sprawą okładki. To bardzo dopracowana książka, magiczna, pełna ciepła, emocji, z niezwykle wzruszającą historią w tle. Magdalena Witkiewicz po raz kolejny udowodniła, że jest mistrzynią w tworzeniu chwytających za serce powieści. Polecam! 


Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie: 


środa, 9 sierpnia 2017

„Behawiorysta” Remigiusza Mroza

Jak dotąd, twórczość Remigiusza Mroza znałam tylko z cyklu o Joannie Chyłce oraz o Wiktorze Forście. Jaka była moja radość, kiedy otworzyłam prezent świąteczny i zobaczyłam... „Behawiorystę”! Coś nowego, coś innego Mroza! Czy książka spoza cykli przypadła mi do gustu? 

Akcja powieści dzieje się w Opolu, kiedy to zamachowiec zajmuje przedszkole, w którym przetrzymuje dzieci i wychowawców. Grozi, że zabije ich wszystkich. Niestety policja jest bezsilna. Nie ma żadnego wpływu na zachowanie zamachowca. Nietypowe jest również to, że nie ma on żadnych żądań. Nikt nie wie, dlaczego wziął zakładników ani jaki cel chce w ten sposób osiągnąć. Oliwy do ognia dolewa fakt, że transmisja na żywo z przedszkola pojawia się w Internecie! Nie jest to zwykła emisja. To „Koncert krwi”, w który wciągnięci są widzowie - muszą zdecydować, które osoby przeżyją, a które zostaną zamordowane. Zdesperowane i nieradzące sobie służby sięgają po pomoc Gerarda Edlinga. To były prokurator, dyscyplinarnie zwolniony ze służby. Jest specjalistą od kinezyki, czyli działu nauki, która zajmuje się komunikacją niewerbalną między ludźmi. Znany jest szczególnie z tego, że jest człowiekiem ekscentrycznym, który potrafi rozwiązać każdą sprawę. 


Powiem jedno - „Behawiorysta” to jedno wielkie WOW! Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to najlepsza książka Mroza, jaką do tej pory przeczytałam. To mistrzostwo, które będę polecać każdemu! Dlaczego? Po pierwsze za pomysł na fabułę! Oryginalny i nietuzinkowy. Akcja pędzi już od pierwszej strony. Książka przez cały czas trzyma w napięciu tak bardzo, że to aż boli. Czasami musiałam odłożyć książkę bo po prostu nie dawałam rady dalej czytać. Autor stworzył takie dylematy, że pomimo tego iż to kryminał, miałam łzy w oczach, kiedy ginęły lub zostały okaleczane niewinne osoby, o losach których decydowali „widzowie”. 

„Behawiorysta” to chyba najbardziej krwawa i okrutna książka Remigiusza Mroza jaką czytałam. Pełno w niej przemocy, śmierci, krzywdy i trudnych decyzji. Co chwila jesteśmy świadkami jakiegoś krwawego morderstwa. Oczywiście nic a nic mi to nie przeszkadzało, a raczej sprawiało, że czytałam książkę dosłownie z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. 

Kolejnym atutem książki jest kreacja głównego bohatera. Jak na Remigiusza Mroza przystało, Gerard jest osobą wyróżniającą się z tłumu, ekscentryczną, specyficzną, po prostu wyrazistą i niepowtarzalną. Jednak najbardziej podziwiam autora za to, ile pracy musiał włożyć w ramach przygotowań do napisania książki. Z „Behawiorysty” można by stworzyć pokaźny wykład na temat kinezyki. Najlepsze jest jednak to, że autor swoją wiedzę o tej dziedzinie wplótł w nienachalny, wręcz idealny sposób! W książce specjalistą od niewerbalnej mowy ciała jest nie tylko Edling, ale także zamachowiec. Książka jest więc walką tych dwojga. Kto wygra? Kto jest oprawcą a kto ofiarą? 

Czy książka ta ma jakieś wady? Wydaje mi się tak - jedną niewielką. Moim zdaniem takie wydarzenie, czyli zamach, morderstwa i transmisja nie miałaby miejsca w Polsce. Są to epizody, które znamy z amerykańskich seriali typu „Zabójcze umysły”. Ale od czego jest fikcja literacka, prawda? 

Zakończenie „Behawiorysty” totalnie mnie rozwaliło! Mróz po raz kolejny udowodnił, że zakończeń jego książek nie należy przewidywać. Wszystko to sprawia, że zaliczam tę pozycję do tych, które koniecznie muszę przeczytać jeszcze raz! Albo i kilka razy! 

Podsumowując, „Behawiorysta” to genialny kryminał, z wartką akcją, nieoczekiwanymi zwrotami, trzymający w napięciu do ostatniej strony! To zdecydowanie najlepsza książka tego autora! Koniecznie sięgnijcie po ten kryminał jak najszybciej. 


Inne książki tego autora zrecenzowane przeze mnie: 



środa, 19 lipca 2017

„Pracownia dobrych myśli” Magdaleny Witkiewicz

Magdalena Witkiewicz skradła moje serce książką „Po prostu bądź”. Od tego momentu systematycznie nadrabiam resztę książek tej autorki. Tym razem w moje ręce trafiła „Pracownia dobry myśli” wydana w październiku. 

Autorka zabiera nas w magiczne miejsce jakim jest ul. Przytulna 26 w Miasteczku. To właśnie tam znajduje się mała, ale niezwykle przytulna pracownia, która wyróżnia się spośród innych budynków mieszczących się na tej ulicy. W oknach pracowni zawsze stoją piękne, pachnące kwiaty. Jest to miejsce, w którym gości magia i czary, a odwiedzający - jak głosi slogan - mogą tam przymierzać szczęście. W pracowni tej, przed wieloma laty, krawcowa Pelagia prowadziła pracownię krawiecką. Podobno panna młoda, której sukienka została uszyta w pracowni Pelagii, wiodła długie i szczęśliwe życie. Po jej śmierci, budynek ten został zagospodarowany przez jej wnuka Floriana, który postanowił otworzyć tam kwiaciarnię. Miejsce to dzieli ze swoją matką Grażyną, która jest niezwykle ekscentryczną artystką. Czy uda mu się stworzyć równie magiczne miejsce jakim była pracownia Pelagii? 


„Pracownia dobrych myśli” to książka wielowątkowa. Poznajemy w niej parę staruszków, którzy drą ze sobą koty, wdowę z córeczką młodą dziennikarkę oraz wspomnianego już Floriana i jego matkę. Magdalena Witkiewicz przedstawia nam przeszłość, troski i kłopoty każdego z nich. Dzięki czemu w książce bardzo dużo się dzieje, nie można się przy niej nudzić. Wszyscy bohaterowie ze strony na stronę stają się sobie coraz bliżsi. Spotykają się w kwiaciarni, wspierają się, pomagają sobie. Możemy obserwować ich wzloty i upadki. Szczególnie znaczenie w tych spotkaniach ma pani Wiesława, który wszystkich raczy swoją nalewką „dla zdrowotności”. Pomocne był również kwiat anturium, który sprawiał, że gdy kobieta założyła go sobie za ucho, od razu była szczęśliwsza i miała dobry humor. 

Książka nie tylko mnie rozśmieszyła, ale przede wszystkich wzruszyła. Najbardziej urzekła mnie historia pani Wiesławy, która codziennie przed snem całowała zdjęcie mężczyzny i mówiła mu dobranoc. Nie raz, szczególnie na początku powieści, miałam łzy w oczach, kiedy Wiesława wykonywała swój wieczorny rytuał. 

„Pracownia dobrych myśli” to książka idealna na smutne i pochmurne dni. Bije od niej ciepło i pozytywna energia. Nie sposób mieć smutną minę przy takiej książce. Powieść jest po prostu urocza! Pełna nadziei na lepsze jutro. To powieść o miłości, przyjaźni i o dobrej energii, która sprawia, że ludzie mogą załatać każdą dziurę, każdy smutek oraz każdy najbardziej poplątany los. Książka ta pokazuje, że nawet największy problem, z pomocą przyjaciół i pozytywnego myślenia można zwalczyć w mig.  

Podsumowując, „Pracownia dobrych myśli” to przeurocza książka, pełna ciepła i dobrej energii. Po jej przeczytaniu miałam ochotę przenieść się do Miasteczka, na ulicę Przytulną, zamieszkać tam na zawsze i czerpać energię od przesympatycznych bohaterów, których wykreowała Witkiewicz. Zdecydowanie polecam!



Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie:

niedziela, 16 lipca 2017

„Ekspozycja” Remigiusza Mroza


Po tym, jak pochłonęłam cały cykl o Joannie Chyłce Remigiusza Mroza postanowiłam, że teraz koniecznie muszę zapoznać się z komisarzem Forstem. Tak też zrobiłam. Czy cykl ten przypadł mi do gustu tak samo, jak zachwalana przeze mnie seria o dwójce prawników? 

Ten poranek dla turystów, którzy chcieli wejść na Giewont, nie należał do przyjemnych. Nie mogli zachwycać się tam pięknymi krajobrazami. Odkryli makabryczny widok - na krzyżu został powieszony nagi mężczyzna, który umarł w okropnych męczarniach. Po wstępnych oględzinach okazuje się, że zabójca nie zostawił po sobie żadnego, choćby najmniejszego śladu. Sprawą zajmuje się specyficzny, niecieszący się dobrą opinią komisarz Wiktor Forst. Z dnia na dzień komisarz z pomocą dziennikarki Olgi Szrebskiej odkrywają mroczną historię, a tropy jakie odnajdują, doprowadzają ich do dawno zapomnianych tajemnic. 


Muszę przyznać, że Remigiusz Mróz po raz kolejny mnie nie zawiódł. W moje ręce trafił bardzo dobry kryminał, trzymający w napięciu z dobrze skonstruowaną zagadką kryminalną. Książki Mroza wyróżniają się nie tylko świetnym pomysłem na fabułę, ale także wspaniałą kreacją bohaterów. W „Ekspozycji” głównym bohaterem jest Wiktor Forst - nonszalancki mężczyzna, który bezapelacyjnie wyróżnia się spośród tłumu. To typ ignoranta. Uzależniony od Big Redów, z częstymi migrenami. Od pierwszej strony polubiłam tego faceta! Remigiusz Mróz jest mistrzem w tworzeniu oryginalnych, specyficznych, wyrazistych i wyróżniających się z tłumu bohaterów. 

Jestem również pod wrażeniem tego, jaki ogrom pracy autor musiał włożyć w ramach przygotowania się do napisania tej książki. Musiał być to reasearch na ogromną skalę! Autor świetnie wplótł w fabułę historię chrześcijaństwa, która została naprawdę dość skrupulatnie opisana w kryminale, a także wstrząsające wydarzenia, które miały miejsce podczas wojny w Wołyniu. Oprócz tego, w książce cały czas coś dzieje! Autor serwuje nam pozycję, która bez przerwy trzyma w napięciu, a akcja pędzi jak oszalała! Dodatkiem do tego są liczne zwroty akcji, które tak uwielbiam w kryminałach dzięki czemu czytam je z wypiekami na twarzy. Wisienką na torcie są jednak przemyślane a przede wszystkim humorystyczne dialogi i cięte riposty, które sprawiają, że można choć przez chwilę odpocząć od pędzącej fabuły. Remigiusz Mróz po raz kolejny udowodnił, że podczas czytania jego książek zbędne jest przewidywanie zakończenia. Autor zawsze nas zaskoczy! Tym razem było tak samo. Kiedy już myślałam, że wszystko się wyjaśniło, czytam ostatnią stronę a tam... wielkie bum! I ogromna ochota sięgnięcia po kolejną część. 

Podsumowując, „Ekspozycja” to kryminał, po który powinna sięgnąć każda osoba, która lubi książki Remigiusza Mroza. Pozycja trzyma w napięciu, nie daje się odłożyć. Autor wykreował ciekawego bohatera a także skonstruował bardzo dobrą zagadkę kryminalną z elementami historycznymi. Z czystym sumieniem - polecam! 




Recenzja została napisana w ramach współpracy z portalem:


Inne książki tego autora zrecenzowane przeze mnie:




piątek, 21 kwietnia 2017

„Immunitet” Remigiusza Mroza

Dziś kilka słów o „Immunitecie” Remigiusza Mroza - czwartej części cyklu o Chyłce i Zordonie. Co tym razem nowego wymyślił autor? Czy po raz kolejny zaskoczył mnie oryginalnością fabuły i sarkastycznym humorem Chyłki? Oczywiście, że tak!

Jak we wszystkich poprzednich książkach z tego cyklu, tak również i w tej, Chyłka i Zordon bronią osoby, choć nie wiadomo, czy jest niewinna. Tym razem padło na najmłodszego w historii sędziego Trybunału Konstytucyjnego, który publiczne został oskarżony o zabójstwo człowieka, z którym nic go nie łączy - nie zna go, nigdy go nie widział. Ofiara pochodzi z innego miasta, w którym oskarżony nie był w okresie zabójstwa. Pomimo tego prokuratura zabiega o uchylenie immunitetu. Oskarżony zwraca się o pomoc do Joanny Chyłki. Niestety nie wie, że prawniczka, która kiedyś wzbudzała podziw na salach sądowych, teraz zmaga się z chorobą alkoholową i demonami przeszłości. Jak skończy się sprawa? Czy to całe zabójstwo to spisek na szczytach władzy? Polityczna zemsta? A może sędzia jest niewinny? Koniecznie przeczytajcie książkę! 


Remigiusz Mróz po raz kolejny serwuje nam niezwykle ciekawą, intrygującą i wciągającą książkę. Zagadka kryminalna jest bardzo skomplikowana, a autor perfidnie wysyła nam błędne wskazówki, często zostajemy wprowadzeni w błąd. Książka jest również pełna niespodziewanych zwrotów akcji, które wywracają fabułę do góry nogami. Oczywiście nie sposób tutaj nie wspomnieć o Chyłce i Zordonie - moim ulubionym książkowym duecie. Uwielbiam ich rozmowy, uwielbiam chemię między nimi! Mróz w tej części przeszedł samego siebie pod tym względem. Nawet w niektórych romansach nie ma tak opisanego uczucia między bohaterami jak tu. Coś wspaniałego. Szkoda tylko, że w tej części jest mniej Chyłki niż w poprzednich. Niestety nie mogę powiedzieć Wam dlaczego.

Jedyną rzeczą do której mogę się doczepić (na szczęście w sensie pozytywnym) to zakończenie. Tak się nie robi! Nie można tak zakończyć książki. To jest wręcz okrutne, co zrobił autor! Dobrze, że już wyszła „Inwigilacja”, bo chyba umarłabym z niecierpliwości, gdybym musiała czekać na kolejną część. Muszę również przyznać, że każda kolejna książka tego cyklu jest lepsza od poprzedniej. Już pierwszą część, czyli „Kasację”, uznawałam za bardzo dobrą książkę. Ale to, jaki jest „Immunitet”, jak się kończy, przechodzi ludzkie pojęcie! Musicie koniecznie przeczytać! 

Podsumowując, „Immunitet” to znakomita kontynuacja serii o Chyłce i Zordonie. Myślę, że to najlepsza książka całego cyklu. Fabuła wciąga i intryguje, a bohaterowie zaskakują swoim zachowaniem i rozśmieszają dialogami. Polecam! 



Inne książki tego autora zrecenzowane przeze mnie: