niedziela, 30 kwietnia 2017

„Niebezpieczne podobieństwo” Magdaleny Nachtman - Dzikowskiej

Podobno każdy z nas ma gdzieś swojego sobowtóra. Przekonała się również o tym główna bohaterka książki „Niebezpieczne podobieństwo” Magdaleny Nachtman - Dzikowskiej. Książka ta, ukazała 15 marca br. nakładem wydawnictwa Novae Res. 

Główna bohaterka - Paulina, to młoda polska pisarka, która przyjechała do USA, aby porozmawiać z wydawcą. Zamierzała połączyć pracę z urlopem, lecz już na samym początku jej wyjazd nie zapowiada się być udanym. Na lotnisku, w dość brutalny sposób zostaje zatrzymana przez ochronę. Na miejsce przybywa agent FBI, który najpierw prowadzi przesłuchanie, a następnie zwalnia dziewczynę tłumacząc tylko, iż ta została wzięta za kogoś innego. Polka miała mieszane odczucia co do zaistniałeś sytuacji. Z jednej strony była zirytowana zachowaniem agenta FBI, jednak z drugiej - dawała o sobie znać ciekawość, kim jest i co zrobiła dziewczyna, z którą została pomylona. Paulina ma szanse się o tym przekonać na własnej skórze. FBI zamierza użyć jej jako przynęty! 

~*~

Muszę na wstępie przyznać, iż książka jest bardzo intrygująca! Ciekawa fabuła sprawiła, że pozycja wciągnęła mnie już na samym początku. Wszystkim znajomym mówiłam, jaką fajną książkę zaczęłam czytać. Niestety, książka tylko na początku była tak wyjątkowa... Im bliżej końca, tym wydawała mi się być bardziej tandetną i mało oryginalną. Uważam też, że książka jest trochę mało autentyczna. Po pierwsze chodzi mi o hakerstwo. Nie znam się na tym, ale uważam, że nawet najlepsi hakerzy nie są w stanie usunąć w sekundę smsa na innym telefonie. Fabuła książki dzieje się w USA, więc może tam mają lepsze metody. Po drugie, pewien bohater kreował się na innych bohaterów. Zakładał maskę i perukę, i nikt nigdy nie zauważył, że to po prostu przebieraniec. Nie uważacie, że to trochę naciągane? 

Ponadto uważam, że powieść nie jest do końca dopracowana. Brakowała mi w niej więcej emocji, obszerniejszej kreacji bohaterów. Autorka oszczędziła nam wielu informacji na ich temat, co spowodowało, że  trudno się z nimi zżyć. 

Pomimo kilku wad uważam, że książka jest naprawdę warta uwagi. Nie znajdziecie w niej dynamicznej akcji, jak w najlepszych książkach sensacyjnych, ani nieoczekiwanych zwrotów akcji. Mogę natomiast zagwarantować, że książka ta z pewnością umili Wam kilka wieczorów. 

Podsumowując, „Niebezpieczne podobieństwo” to książka, która zapowiadała się na książkę wspaniałą, jednak po skończeniu mogę określić ją jako bardzo dobrą. Nie jest to książka idealna. Jak napisałam - wymaga większego dopracowania. Aczkolwiek jestem w stanie ją Wam polecić, ponieważ sama się podczas lektury dobrze bawiłam. 



Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:

http://novaeres.pl/

wtorek, 25 kwietnia 2017

„Pochłaniacz” Katarzyny Bondy

Ostatnimi czasy bardzo często rezygnuję z powieści obyczajowych na rzecz kryminałów. Na początku byłam zafascynowana twórczością Tess Gerritsen. Teraz namiętnie zaczytuje się w książkach Remigiusza Mroza i Katarzyny Puzyńskiej. Przyszła więc kolej na twórczość Katarzyny Bondy, która jest uważana za królową polskiego kryminału. 

„Pochłaniacz” jest książką rozpoczynającą cykl Cztery żywioły Saszy Załuskiej. Początkowo akcja książki dzieje się zimą w 1993 roku, kiedy to jednego dnia, w niejasnych okolicznościach ginie nastoletnie rodzeństwo. Oba zgony są zakwalifikowane przez policję jako tragiczne, niezależne od siebie zagadki. Następnie akcja kryminału toczy się w okresie Wielkanocnym w 2013 roku. To właśnie wtedy poznajemy Saszę Załuską - profilerkę, która po siedmiu latach pracy w Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield, wraz z córeczką wraca do Polski. Do kobiety zwraca się Paweł „Buli” Bławicki - właściciel klubu muzycznego w Sopocie. Mężczyzna podejrzewa swojego wspólnika - znanego piosenkarza - że ten chce go zabić. Zadaniem Załuskiej jest dostarczyć mu na to dowody. Początkowo profilerka niechętnie angażuje się w sprawę. Jednak gdy dochodzi do strzelaniny, Sasza zmuszona jest, aby podjąć wyzwanie. Z biegiem czasu okazuje się, że zabójstwo ma związek z tragedią z 1993 roku, a zamordowany wiedział, kto jest winien śmierci rodzeństwa. Jednym z kluczy do rozwiązania zagadki może okazać się tekst piosenki napisanej przed laty. 


Muszę przyznać, że „Pochłaniacz” nie jest typowym kryminałem. W powieści mamy do czynienia z wieloma wątkami obyczajowymi, które, mówiąc szczerze, wychodzą przed wątek kryminalny. Jest to więc połączenie powieści obyczajowej z powieścią kryminalną. Czy to dobre posunięcie? Mówiąc szczerze - nie wiem. Sądzę, że czasami autorka za bardzo skupiała się na życiu bohaterów, przez co akcja w książce nie była zbyt dynamiczna. Bonda bardzo dokładnie przedstawiała nam przeszłość dosłownie każdego bohatera. Nawet sprzątaczka, która pojawia się w powieści tylko raz, przez kilka stron, ma swoją historię. 

Choć sama fabuła bardzo mi się podoba, zagadka kryminalna była intrygujące a zakończenie zaskakujące, książka nie spełniła moich oczekiwań. Po pierwsze z racji tej powolnej akcji, przez co czasami lektura mnie nudziła i po prostu musiałam od tej książki odpocząć. Po drugie, Bonda zasypuje nas ogromną ilością bohaterów. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że każdy z nich ma swoją ksywkę. Musimy więc nie tylko zapamiętać wielu bohaterów, ich imiona i nazwiska, ale także pseudonimy. Muszę przyznać, że czasami się gubiłam i nie wiedziałam kto jest kim. 

Książka pomimo wielu wad, okazała się być książką oryginalną ze względu na to, że Bonda wprowadziła postać profilerki kryminalnej. W Polsce nie mówi się jeszcze zbyt wiele o takim zawodzie, a tym bardziej pisze. Nie czytałam więc jeszcze książki, w której to właśnie profilerka rozwiązywałaby zagadkę kryminalną. Na plus zasługuje również wątek osmologii. Dzięki autorce dowiedziałam się, że można przechowywać zapach ludzi (potencjalnego mordercy), który znajduje się na jakiś rzeczach (w „Pochłaniaczu” była to rękawiczka) i na ich podstawie, z pomocą specjalnie wyszkolonych psów, można ustalić zgodność zapachową z materiałem dowodowym, a materiałem porównawczym pobranym od osób. To właśnie dzięki autorce możemy się dowiedzieć, jak wygląda procedura przechowywania i rozpoznawania zapachu. 

Podsumowując, „Pochłaniacz” to dobra książka, jednak nie dla wszystkich. Jeśli oczekujecie trzymającej w napięciu zagadki kryminalnej i akcji, która pędzi jak oszalała, niestety w tej książce tego nie znajdziecie. Kolejna część to „Okularnik” jednak nie wiem, czy zdecyduje się kontynuować przygodę  z twórczością tej autorki... 


piątek, 21 kwietnia 2017

„Immunitet” Remigiusza Mroza

Dziś kilka słów o „Immunitecie” Remigiusza Mroza - czwartej części cyklu o Chyłce i Zordonie. Co tym razem nowego wymyślił autor? Czy po raz kolejny zaskoczył mnie oryginalnością fabuły i sarkastycznym humorem Chyłki? Oczywiście, że tak!

Jak we wszystkich poprzednich książkach z tego cyklu, tak również i w tej, Chyłka i Zordon bronią osoby, choć nie wiadomo, czy jest niewinna. Tym razem padło na najmłodszego w historii sędziego Trybunału Konstytucyjnego, który publiczne został oskarżony o zabójstwo człowieka, z którym nic go nie łączy - nie zna go, nigdy go nie widział. Ofiara pochodzi z innego miasta, w którym oskarżony nie był w okresie zabójstwa. Pomimo tego prokuratura zabiega o uchylenie immunitetu. Oskarżony zwraca się o pomoc do Joanny Chyłki. Niestety nie wie, że prawniczka, która kiedyś wzbudzała podziw na salach sądowych, teraz zmaga się z chorobą alkoholową i demonami przeszłości. Jak skończy się sprawa? Czy to całe zabójstwo to spisek na szczytach władzy? Polityczna zemsta? A może sędzia jest niewinny? Koniecznie przeczytajcie książkę! 


Remigiusz Mróz po raz kolejny serwuje nam niezwykle ciekawą, intrygującą i wciągającą książkę. Zagadka kryminalna jest bardzo skomplikowana, a autor perfidnie wysyła nam błędne wskazówki, często zostajemy wprowadzeni w błąd. Książka jest również pełna niespodziewanych zwrotów akcji, które wywracają fabułę do góry nogami. Oczywiście nie sposób tutaj nie wspomnieć o Chyłce i Zordonie - moim ulubionym książkowym duecie. Uwielbiam ich rozmowy, uwielbiam chemię między nimi! Mróz w tej części przeszedł samego siebie pod tym względem. Nawet w niektórych romansach nie ma tak opisanego uczucia między bohaterami jak tu. Coś wspaniałego. Szkoda tylko, że w tej części jest mniej Chyłki niż w poprzednich. Niestety nie mogę powiedzieć Wam dlaczego.

Jedyną rzeczą do której mogę się doczepić (na szczęście w sensie pozytywnym) to zakończenie. Tak się nie robi! Nie można tak zakończyć książki. To jest wręcz okrutne, co zrobił autor! Dobrze, że już wyszła „Inwigilacja”, bo chyba umarłabym z niecierpliwości, gdybym musiała czekać na kolejną część. Muszę również przyznać, że każda kolejna książka tego cyklu jest lepsza od poprzedniej. Już pierwszą część, czyli „Kasację”, uznawałam za bardzo dobrą książkę. Ale to, jaki jest „Immunitet”, jak się kończy, przechodzi ludzkie pojęcie! Musicie koniecznie przeczytać! 

Podsumowując, „Immunitet” to znakomita kontynuacja serii o Chyłce i Zordonie. Myślę, że to najlepsza książka całego cyklu. Fabuła wciąga i intryguje, a bohaterowie zaskakują swoim zachowaniem i rozśmieszają dialogami. Polecam! 



Inne książki tego autora zrecenzowane przeze mnie:

sobota, 15 kwietnia 2017

„Z życia zdeklarowanej singielki” Małgorzaty Ciechanowskiej

Na rynku wydawniczym książek o singielkach jest naprawdę sporo. Można nawet rzec, że półki w księgarniach uginają się od książek tego typu. Bardzo trudną rzeczą dla autora jest więc napisać taką książkę, która będzie wyróżniać się wśród innych podobnych. Czy Małgorzata Ciechanowska, autorka książki „Z życia zdeklarowanej singielki” spełniła swoje zadanie? 

Główną bohaterką książki jest Iza - młoda singielka pracująca w salonie sukien ślubnych. Jak mówi o sobie - bycie singielką to jej zawód, który sama sobie wybrała. Jednak tak naprawdę, w głębi serca marzy o tym, aby założyć jedną z tych pięknych kreacji, które widzi na co dzień w salonie. Niestety, los przez cały czas rzuca jej kłody pod nogi i funduje przyspieszony kurs dorosłości. Przez Izą pojawiają się nie tylko  nowe problemy ale także nowe wyzwania. Bohaterka jednak z dużą dawką dystansu, samokrytyki, ale przede wszystkim humoru opisuje, jak potoczyło się jej życie. Rozlicza się również z własną przeszłością i robi rachunek sumienia  co ułatwia jej ocenę stanu relacji międzyludzkich we współczesnym świecie. Czy zdeklarowana singielka, bogatsza o trudne doświadczenia zdoła wreszcie wszystko sobie poukładać? 



Muszę przyznać, że książka mnie pozytywnie zaskoczyła. Spodziewałam się raczej tandetnej, mało oryginalnej pozycji. Na szczęście powieść, która trafiła w moje ręce okazała się być powieścią wartościową, ciekawą i niezwykle wciągającą. Największym atutem książki jest na pewno humor, którego jest co nie miara. Czytając nie raz wybuchałam śmiechem, bo przemyślenia bohaterki i cięte riposty niezwykle mnie bawiły. Naprawdę, bardzo dobrze się bawiłam podczas lektury.  

Na plus zasługuje również język, w jakim jest napisana książka. Jest on lekki i przyjemny co sprawia, że strony mijają migiem. Sama historia jest również niezwykle wciągająca. Z niecierpliwością czekałam na zakończenie książki, żeby się dowiedzieć jak potoczą się losy głównej bohaterki. Dodatkowym plusem jest także pierwszosobowa narracja, dzięki czemu możemy poznać Izkę "od wewnątrz", z jej rozterkami i przemyśleniami. 

„Z życia zdeklarowanej singielki” to książka nie tylko dla singielek. To pozycja każdej kobiety, która chce się zrelaksować, odpocząć, po prostu spędzić czas w towarzystwie lekkiej i przyjemnej książki. Polecam! 





Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:

http://novaeres.pl/

niedziela, 2 kwietnia 2017

„Córeczka” Anna Snoekstra

„Córeczka” jest debiutem literackim Anny Snoekstry, który zbiera wiele świetnych recenzji za granicą. Ja również oceniam książkę bardzo pozytywnie, szczególnie z racji tego, że ani przez moment nie miałam wrażenia, iż czytam debiut. 

Główna bohaterka książki spędziła kilka lat na ulicy. W końcu, gdy została przyłapana na kradzieży, perfidnie wykorzystuje urzekające podobieństwo do zaginionej przed kilku laty Rebeki Winter i kradnie jej tożsamość. Zaczyna rolę życia - świetnie gra kochaną córkę i siostrę. Śpi w łóżku Rebeki, nosi jej ubrania, spędza czas z jej przyjaciółmi i rodziną. Po prostu żyje jej życiem. Jednak świat Rebeki nie był taki wspaniały, jak na początku wydawało się dziewczynie. Każdego dnia odkrywa ponure sekrety na pozór idealnej rodziny. Niestety zbyt późno zdaje sobie sprawę z tego, że nie tylko ona jest pozbawioną skrupułów oszustką, a zaginięcie Rebeki ma niestety drugie dno, którego lepiej było nie poznawać.  



Jestem bardzo zadowolona z lektury tej książki. Cieszę się, że takie intrygujące pozycje trafiają na polski rynek wydawniczy. Największym atutem książki jest przemyślana, ciekawa i wciągająca fabuła. Historia, którą przedstawia nam autorka jest naprawdę oryginalna i nie nudzi. W książce cały czas coś się dzieje, a gdy napięcie sięga zenitu, autorka wysyła nam sprzeczne wskazówki i wprowadza czytelnika w błąd - ach, jak ja lubię takie książki, w których autor sobie ze mną pogrywa! 

Gdyby nie to, że przed lekturą książki przeczytałam, iż pozycja ta jest debiutem autorki, nigdy bym o tym nie pomyślała. Ani przed moment nie miałam odczucia, że czytam debiut. Autorka ma bardzo dobry warsztat literacki, a cała zagadka kryminalna jest genialnie skonstruowana. Myślę, że niektóre książki, które są już którąś książką danego autora nie są tak dobre, jak ten debiut. Pozycja ta zdecydowanie zasługuje na uwagę nie tylko przez nieschematyczną fabułę, ale także przez język. Anna Snoekstra przedstawiła nam historię w lekki i przyjemny sposób. Książkę przeczytałam bardzo szybko, z wypiekami na twarzy. Ponadto, napięcia książce dodawał fakt, iż fabuła książki została poprowadzona w dwóch płaszczyznach - przeszłości, gdzie główną bohaterką była Rebeka, i teraźniejszości, gdzie prym wiedzie dziewczyna podająca się za Rebeką. Zabieg ten sprawił, że miałam zapewnione podwójne napięcie - z jednej strony ciekawiło mnie, w jaki sposób zaginęła Rebeka, a drugiej strony jak skończy się historia dziewczyny podszywającej się pod Rebekę. 

Podsumowując, „Córeczka” to bardzo dobry, w 100% udany debiut, który z ręką na sercu mogę Wam polecić. Książka jest ciekawa i trzyma w napięciu. Jestem pewna, że nie będziecie mogli się oderwać od tej historii. Polecam! 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu: 
http://www.harpercollins.pl/

poniedziałek, 27 marca 2017

„Do trzech razy śmierć” Alka Rogozińskiego


„Do trzech razy śmierć” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Alka Rogozińskiego. Wielu z Was na pewno słyszało o dość głośnym research'u autora do tej książki, a jeśli nie - to znajdziecie o nim wzmiankę podczas lektury. Zachęcona więc pozytywnymi recenzjami, a także rekomendacją Magdaleny Witkiewicz, sięgnęłam po najnowszą książkę księcia kryminałów. 

Główną bohaterką książki jest Róża Krull - autorka powieści kryminalnych. Pewnego dnia otrzymuje ona zaproszenie na zjazd pisarzy, który ma się odbyć we dworku pod Krakowem. Wyjazd ten nie jest jednak udany, gdyż już pierwszego dnia jej koleżanka po piórze zostaje otruta. Róża Krull domyśla się, że ktoś wciela w życie fabułę jednej z jej powieści - wskazuje na to czarna róża pozostawiona na miejscu zbrodni. Pisarka z pomocą blogerek i specjalisty od PR-u rozpoczyna prywatne śledztwo. Czy uda im się rozwikłać zagadkę szybciej niż policja? Musicie dowiedzieć się sami!

~*~

Dzięki najnowszej książce Alka Rogozińskiego od kuchni poznajemy świat literacki, który nie jest światem normalnym. Autor obnaża przed nami największe mankamenty pisarzy. Przedstawia ich zazdrość, chore współzawodnictwo oraz patologię jaka istnieję w relacjach między nimi. Oczywiście wszystko przyprawione jest dużą szczyptą humoru, co jest największym atutem tej powieści. Autor nie raz doprowadził mnie do śmiechu. Naprawdę bardzo dobrze się bawiłam podczas lektury! 

Pierwszy raz mam do czynienia z komedią kryminalną w wersji książkowej. Nie znajdziemy tutaj nie wiem jak skomplikowanej zagadki kryminalnej, dokładnych opisów zbrodni, krwi i masakry. Nie. To lekki kryminał, który ma nas bawić, a nie zapierać dech w piersiach i obrzydzać makabrycznymi  scenami. Uważam jednak, że to książka idealna dla kogoś kto lubi kryminały, ale znudziły mu się pozycje cięższe, przy których trzeba dużo myśleć. Przy tej książce można się szybko odprężyć pomimo tego że to jednak kryminał. 

Jestem pod wrażeniem lekkości pióra Alka Rogozińskiego. Książkę przeczytałam bardzo szybko, z ogromnym zaciekawieniem. Wydaje mi się, że była to poniekąd zasługa strony technicznej pozycji. Chodzi mi tu o dużą czcionkę i marginesy, które sprawiły, że na stronie nie ma za dużo tekstu. Muszę również przyznać, że autor postarał się, aby książka była autentyczna. Mam tutaj na myśli wprowadzenie wzmianki o Magdzie Gessler, a także 3 blogerek, które są wzorowane na blogerkach, które znamy z blogosfery. Ponadto autor pod koniec książki posłużył się bardzo znanym ostatnimi czasy cytatem „nie mów do mnie teraz!”. Mówiąc szczerze, rozśmieszyło mnie to bardziej niż nie jeden żarcik w książce. 

Pomimo wielu plusów książka jednak nie spełniła moich (może zbyt wygórowanych) oczekiwań. Nie porwała mnie tak, jak porwała innych czytelników. Nie ma moim zdaniem „tego czegoś”. Jest to dowód na to, że każdą książkę należy przetestować na sobie i na własnej skórze przekonać się o jakości książki. 

Podsumowując, „Do trzech razy śmierć” to lekki i przyjemny kryminał, który rozbawi Was, być może, do łez. A jeśli nie to zapewniam, że bawić przy nim będziecie się przednio, a odprężenie osiągnie apogeum. 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję księgarni internetowej: 



Książkę możecie zakupić tuDo trzech razy śmierć
Inne książki tej autorki możecie zakupić tu KLIK
Wybrane przez Was książki możecie zakupić tuKLIK

sobota, 25 marca 2017

„Prawo Mojżesza” Amy Harmon


„Prawo Mojżesza” to książka, o której latem było głośno na wielu blogach i portalach czytelniczych. Nie przeczytałam chyba ani jednej negatywnej recenzji tej książki, wszyscy się nią zachwycali. A co ja sądzę na temat tej książki? Czytajcie dalej. 

Mojżesz od urodzenia nie miał łatwego życia. Matka narkomanka zostawiła go w koszu na pranie w pralni Quick Wash, przez co był bliski śmierci. Sama zmarła natomiast kilka dni później. Mojżesz na szczęście przeżył, ale wyrósł na człowieka naznaczonego, innego, wyjątkowego. Wyrósł na chłopaka z problemami. Chłopaka niezwykle urodziwego, egzotycznego, ale także milczącego, tajemniczego i mrocznego. Budził w ludziach przede wszystkim lęk, ale także ciekawość. Był chłopakiem zagubionym, szukał swojego miejsca na ziemi. I znalazł. Na farmie rodziców niespełna siedemnastoletniej Georgii. Mojżesz miał pomagać w codziennych zajęciach. Chłopak wyróżniał się pracowitością i niezwykłą energią, ale nadal był oschły i nieprzenikniony. Z jednej strony fascynujący, ale z drugiej przerażający. Georgia, wbrew wszelkim ostrzeżeniom i zakazom, zbliżyła się do niego, ale... z takiej znajomości na pewno nie może wyjść nic dobrego w szczególności, gdy jednym z wielu praw Mojżesza jest „nigdy nikogo nie kochać”... 


„Prawo Mojżesza” to książka, która lekko mnie rozczarowała. Pomimo tego, że historia jest dość ciekawa, niestety jest przewidywalna. Nie wzruszyła mnie tak, jak się na to zapowiadało. Nie zaciekawiła mnie tak bardzo, jakbym chciała aby to zrobiła. Praktycznie nie wzbudziła we mnie żadnych emocji.  Fabuła książki na początku jest oryginalna, jednak z czasem staje się schematyczna i powtarzalna. 

Pomimo kilku wad uważam, że „Prawo Mojżesza” to książka godna polecenia. Znajdziemy w niej lekki i przyjemny język i dość ciekawą historię. Książka to nie tylko wątek miłości między Georgią a Mojżeszem, ale pojawia się w niej również wątek kryminalny i paranormalny, gdyż główny bohater posiada niezwykły dar, a raczej przekleństwo. „Prawo Mojżesza” jest więc połączeniem powieści obyczajowej z wątkami paranormalnymi  i z powieścią kryminalną. Mówiąc szczerze jest to dość ciekawy zabieg, który przypadł mi do gustu, gdyż nie wszystko w tej książce kręci się koło miłości.

W książce podobało mi się również to, że autorka zrezygnowała ze słodkiego, „przelukrowanego” zakończenia i nie skończyła historii happy endem, o czym dowiadujemy się już na początku książki. Na plus zasługuje również fakt, że autorka oszczędziła nam szczegółowych opisów scen erotycznych, pomimo tego, że, nie ukrywajmy, panuje moda na takie sceny. Uważam to za ogromną zaletę. 

Pomimo tego że ja podczas lektury nie odczuwałam prawie żadnych emocji, myślę, że wielu z Was odbierze tę książkę inaczej. Możecie w niej znaleźć ból, rozpacz oraz niespełnione obietnice. Może uda się Wam odczuć niezwykłe emocje, strach, słodycz i niepokój młodzieńczej miłości. 

Podsumowując, „Prawo Mojżesza” to książka o złamanym sercu, o życiu i o śmierci, a także o zaczynaniu od nowa. Może uda się Wam zatracić w tej historii, czytając o trudnej miłości, która jest pozbawiona spełnienia. Pomimo kilku minusów, książkę polecam! 




Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję księgarni internetowej:

Książkę możecie zakupić tuPrawo Mojżesza
Inne książki tej autorki możecie zakupić tu KLIK
Wybrane przez Was książki możecie zakupić tuKLIK


 

piątek, 24 marca 2017

„Jak gdybyś tańczyła” Diane Chamberlain


Czy kłamstwo lepsze jest od najgorszej prawdy? Czy wydarzenia z przeszłości mogą wpłynąć negatywnie na przyszłość? Czy rodzina może nas skrzywdzić? Jak pogodzić się z prawdą? 

Diane Chamberlain jest jedną z moich ulubionych autorek, a każdą jej książkę czytam z zapartym tchem. Autorka przyciąga mnie trudnymi tematami, czasami wręcz kontrowersyjnymi, ale także pięknym i lekkim językiem. Czy „Jak gdybyś tańczyła” - najnowsza powieść autorki, spełniła moje oczekiwania? 
  
Główną bohaterką książki jest Molly. Ma ciekawą pracę, kochającego męża i przeszłość, którą skrupulatnie strzeże. Małżeństwo z racji tego, że nie może mieć swoich dzieci, planuje je adoptować (na zasadzie adopcji otwartej). Molly jednak ma pewne obawy. Boi się, że nie pokocha dziecka, że będzie złą matką. Zdaje sobie sprawę również z tego, że nie może budować rodziny na kłamstwie. Kiedy Molly była dzieckiem w tragicznych okolicznościach straciła ojca, i do chwili obecnej nie może wybaczyć bliskim tego, jakimi kłamstwami ją karmili. Zerwała wszelkie kontakty z rodziną i udawała sierotę. Teraz jednak musi wyznać mężowi prawdę, że gdzieś tam mieszka jej rodzina. Co więcej, Molly ma dwie matki - adopcyjną i biologiczną. Kobieta boi się teraz, że wyznanie prawdy zrujnuje jej małżeństwo i marzenia o byciu matką. 


Jak każda książka tej autorki tak również i ta porusza trudny temat, zmuszający do refleksji. Diane Chamberlain przedstawia nam w książce pojęcie otwartej adopcji, czyli takiej, w której dziecko utrzymuje kontakt ze swoimi biologicznymi rodzicami. Nie jest to łatwy temat, zdecydowanie zmusza do refleksji. Oprócz otwartej adopcji autorka obrazuje nam również wątek miłości młodzieńczej i szalonej, miłości ojca i córki, a także aspekt ciężkiej choroby, jaką jest stwardnienie rozsiane. Ta zaś towarzyszyła ojcu Molly. Chamberlain przedstawia nam etapy tej choroby oraz walkę z nią.
  
W książce można wyróżnić dwie płaszczyzny - przeszłość i teraźniejszość. W przeszłości towarzyszy nam Molly jako dziecko. Poznajemy jej miłość do chłopaka, bezgraniczną miłość do ojca oraz relacje z obiema matkami. Natomiast w teraźniejszości mamy już do czynienia z dorosłą Molly, mężatką, która chce mieć dziecko.

Po raz kolejny jestem pod wrażeniem lekkości pióra autorki. Uwielbiam jej książki nie tylko za oryginalne tematy poruszane w książce, ale także za język - przyjemny i lekki. Jej książki czyta się niezwykle szybko, zatracając się w nich w 100%.  Pomimo wielu zalet, jakie posiada „Jak gdybyś tańczyła” uważam, że nie jest to najlepsza książka tej autorki. Chamberlain tym razem nie zaskoczyła mnie zakończeniem oraz  oryginalnością fabuły - a szkoda. Książka nie wzruszyła mnie tak, jak inne książki tej autorki, nie wstrząsnęła mną, po prostu mnie nie porwała. Nadal moim numerem jeden pozostaje „W słusznej sprawie” i to właśnie tę książkę polecam, jeśli chcecie zacząć swoją przygodę z twórczością Chamberlain. 

Podsumowując, „Jak gdybyś tańczyła” to bardzo dobra powieść obyczajowa, która emanuje ciepłem, miłością i nadzieją. To książka o miłości rodzicielskiej, kłamstwach i o życiu z ciężką chorobą. Polecam! 

  
Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję księgarni internetowej:

Książkę możecie zakupić tuJak gdybyś tańczyła
Inne książki tej autorki możecie zakupić tu KLIK
Wybrane przez Was książki możecie zakupić tuKLIK


Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie: