niedziela, 25 czerwca 2017

„Matka i córka” Jenn Diaz

Śmierć kogoś bliskiego niewątpliwie jest dla każdego ogromnym przeżyciem i tragedią. Każdy przeżywa to na swój sposób i nie należy tego krytykować. Najnowsza książka Jenn Diaz przedstawia relacje między czterema kobietami, które wraz z odejściem jednej osoby straciły męża, ojca oraz brata, i starają się pozbierać po tej osobistej tragedii. 

Angela, Dolores, Natalia i Gloria muszą nauczyć się żyć bez mężczyzny, który był dla nich wszystkim. Był nie tylko spoiwem łączącym cztery kobiety, ale także głową rodziny, oparciem, ostoją bezpieczną przystanią oraz życiowym przewodnikiem. Dla Dolores był również bratem, dla Angeli i Natalii ojcem, a dla Glorii mężem. Po jego śmierci ich świat zmienił się o 180 stopni. Każda z kobiet jest inna, zupełnie inaczej postrzega świat, pojęcie miłości oraz w zupełnie inny sposób wyrażają uczucia. „Matka i córka” to książka, która przedstawia relacje między kobietami, a także różne sposoby radzenia sobie ze śmiercią bliskiej osoby, samotnością i głodem miłości. 

Kreacja bohaterów to zdecydowanie największy atut tej książki. Autorka w bardzo dobry sposób przedstawia nam różne cechy charakterów każdej z kobiet, pokazując nam ich wady, zalety oraz sposób myślenia i postrzegania świata. Gloria - wdowa po Angelu, nie potrafi pozbierać się po śmierci męża. Czuje, jakby sama umierała. Natalia to kobieta, która jest kochanką żonatego mężczyzny i od dwudziestu lat dzieli się nim z inną kobietą. Dolores to stara panna, która nie jest w stanie uwierzyć, że ktoś może ją pokochać. Jest w dziwnej relacji z dużo młodszym od siebie mężczyzną - wdowcem z córką. Jedynie Angela wydaje się być „normalną” kobietą, ale czy na pewno? 

Jak już wspomniałam, „Matka i córka” to książka, która przedstawia relację między czterema kobietami. Niestety nie są to relacje poprawne, pełne miłości i zrozumienia. Autorka pokazuje skutki, jakie wynikają z różnicy wieku między kobietami. Różnica ta powoduje inne postrzeganie świata, inne zachowania, co skutkuje wieloma konfliktami. Pomimo tego, potrafią być dla siebie wsparciem i ostoją. Warto również wspomnieć, że książka jest pełna emocji, niestety tych negatywnych. Napawa melancholią, cierpieniem i żałobą. 

Oprócz zalet, książka ma również wady. Jest to dość specyficzna pozycja, ponieważ ilość dialogów jest niewielka. Powieść składa się głównie z opisów oraz z mowy zależnej. Oznacza to, że rozmowy bohaterów nie są przedstawione w formie dialogu, ale opisu, co nie każdemu może się spodobać. Ponadto, w książce nie znajdziemy dynamicznej fabuły i zwrotów akcji, które powodowałyby wypieki na twarzy. 

Podsumowując, „Matka i córka” to książka o skomplikowanej egzystencji i relacjach czterech kobiet, a także o kruchości rodziny. To pozycja wzruszająca, intrygująca i pełna emocji. Niestety nie znajdziemy w niej dynamicznej fabuły i zwrotów akcji, ale pomimo tego myślę, że warto po nią sięgnąć. 




            Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu: 


poniedziałek, 19 czerwca 2017

„Dlatego mnie kochasz” Magdaleny Kołosowskiej

Lubię sięgać po trudne książki. Książki o problemach, o sytuacjach bez wyjścia. Do takich pozycji zaliczają się więc również powieści o przemocy. Takie książki mną wstrząsają i dają do myślenia. Czy „Dlatego mnie kochasz” Magdaleny Kołosowskiej spełniła moje oczekiwania? O tym dalej. 

Agata, główna bohaterka książki, poznała Marcina już w liceum, kiedy to chłopak dołączył do zespołu rockowego jej brata. Początkowo nie zwracała na niego uwagi, jednak gdy Marcin pojawił się pod szkołą z kwiatkiem, wszystko się zmieniło. Była to pierwsza, młodzieńcza i szalona miłość. Ich romans kwitł, a tym samym, z powodu ciąży, zaprzepaściły się marzenia Agaty o skończeniu studiów. Para wzięła ślub, jednak największym problem stały się pieniądze. Marcin wypruwał sobie żyły, pracował dniami i nocami, aby żyło im się dobrze. Dzięki czemu udało im się wybudować wymarzony dom. Jednak z czasem sielanka się kończy... Agata, pomimo tego, że zawsze była ambitną kobietą, została bez wykształcenia, z dwójką dzieci, całkowicie zależną od męża. Ten niegdyś idealny, cudowny mężczyzna, nie cofał się przed podniesieniem ręki na kobietę. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy Agata poznaje Tomka, nowego sąsiada... 



„Dlatego mnie kochasz” to książka, którą z pewnością można zaliczyć do tych wstrząsających, dających do myślenia. Do takich, po której każdy zadaje pytanie „co ja bym zrobiła na jej miejscu?”. Bardzo łatwo jest nam oceniać kobiety bite przez mężów. Bije cię? Odejdź od niego. Jednak należy pamiętać, że nie wszystko jest zawsze czarne i białe. W życiu pojawiają się również szarości. Tak było w przypadku Agaty. Jak można zostawić męża, kiedy dzieci potrzebują obojga rodziców? Kiedy nadal się go kocha, pomimo tego, że on ją krzywdził? Że za każdym razem przeprasza i obiecuje, że więcej nie podniesie na nią ręki? Są to sytuacje bardzo trudne, o których trzeba mówić. 

Książka Magdaleny Kołosowskiej jest do bólu prawdziwa. Bohaterowie - po prostu wzięci z życia. Autorka nie przerysowała ich. Nie wykreowała Marcina tylko na kata i oprawcę, a Agaty tylko na ofiarę. Mężczyzna również ma dobre cechy, a kobieta nie jest święta i także ma swoje za uszami. W książce nie ma w niej żadnej słodyczy, różowego, bajkowego świata. To okrutne życie, z którym musi sobie radzić wiele rodzin. 

Książkę, pomimo trudnej tematyki, czytałam z przyjemnością. I to nie tylko za sprawą dobrej fabuły, ale przede wszystkim ze względu na bardzo dobry warsztat literacki autorki. Magdalena Kołosowska ma bardzo lekkie pióro. Z ponadprzeciętnym autentyzmem wywołuje w nas emocje, które w są posiadaniu bohaterów. Cieszymy się, płaczemy i cierpimy razem z nimi. Strzałem w dziesiątkę okazała się również narracja prowadzona z punktu widzenia Agaty, a także pomieszanie teraźniejszości z przeszłością. 

Podsumowując, „Dlatego mnie kochasz” to książka, która wywołała we mnie wiele emocji. To powieść trudna, ważna, z tematyką bardzo aktualną.  Jeśli lubicie taką tematykę, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę - na pewno się nie rozczarujecie. 









wtorek, 13 czerwca 2017

„Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze” Gail Honeyman

Już na samym wstępie muszę przyznać, że książka mnie zaskoczyła. Zaskoczyła mnie oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Sięgając po tę książkę, nie sądziłam, że będzie ona tak życiowa, prawdziwa, problematyczna i tak wstrząsająca! 

Eleanor Oliphant jest trzydziestolatką, z wykształcenia filologiem klasycznym, pracuje jednak w księgowości. Oszczędza każdego pensa, cały czas nosi ten sam bezrękawnik, posiłki je codziennie o tej samej porze rozwiązując przy tym krzyżówki. Niechętnie rozmawia z kolegami z pracy, uwielbia natomiast zakupy w Tesco, szczególnie te z działku alkoholowego, oraz swoją roślinę doniczkową. Ludzie uważają ją za wariatkę, unikają jej, obgadują. Eleanor natomiast za bardzo się tym nie przejmuje. Uważa, że nie brakuje jej niczego oprócz... wszystkiego. 

Eleanor nie ma w swoim życiu nikogo bliskiego, z wyjątkiem matki, która dzwoni do niej raz w tygodniu i potrafi zepsuć jej humor na cały kolejny tydzień.To, co wyróżnia Eleanor z tłumu, to niezwykła dbałość o język. Kobieta nawet wymieniając maile prywatne używa zwrotów grzecznościowych. Dodatkowo cierpi na egzemę co, nie wiedzieć czemu, jest powodem do tego, iż znajomi się z niej śmieją. 

Książka naprawdę mną wstrząsnęła. Nie jest to tania, tandetna historyjka. To pozycja bardzo dojrzała, prawdziwa i życiowa. Powieść o samotności, wręcz obsesyjnej miłości a także o tym, że wbrew pozorom każdy chce kochać i być kochanym. „Eleanor Oliphant...” to książka napisana w bardzo dobry sposób pod względem psychologicznym. Autorka w doskonały sposób wykreowała bohaterkę. Przedstawiła jej traumy z dzieciństwa, obawy, które mają ogromny wpływ na całe jej życie. Przeszłość głównej bohaterki naprawdę mnie zaskoczyła i zasmuciła. Kobieta nie miała „różowego”, beztroskiego dzieciństwa. Była dzieckiem, które musiało wiele przejść, za dużo jak na małe dziecko.

Ogromnym atutem jest również język, jakim została napisana książka. Jest on lekki i przyjemny. Pomimo tego, że to smutna powieść, czytałam ją z przyjemnością. Nie zauważałam również, jak szybko ubywały mi strony. Dzięki temu iż narracja została prowadzona z punktu widzenia Eleanor czułam, jakbym rozmawiała z główną bohaterką słuchając, jak opowiada mi co u niej słychać. 

Podsumowując, „Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze” to wstrząsająca powieść o samotności i traumach z dzieciństwa. Pomimo tego książka jest pełna nadziei na lepsze jutro pokazująca, że jeśli tylko się chce i trafi się na odpowiednie osoby, można dojść do siebie po najgorszych przeżyciach i zacząć żyć normalnie. Polecam! 



Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu: 
http://www.harpercollins.pl/

sobota, 10 czerwca 2017

„Gorzej być (nie) może” Małgorzaty Falkowskiej


Małgorzata Falkowska skradła moje serce debiutem wydanym w zeszłym roku pt. „Mąż (nie)potrzebny na już”. Kiedy tylko dowiedziałam się, iż na półki księgarń trafi najnowsza książka tej autorki od razu postanowiłam po nią sięgnąć. Czy Małgorzata Falkowska utrzymała poziom debiutu? 

„Gorzej być (nie) może” to kontynuacja debiutu autorki. Małgorzata Falkowska po raz kolejny zabiera nas w świat szalonych przyjaciółek. Tym razem główną bohaterką jest Zosia - pewna siebie, szczęśliwa młoda kobieta. Dziewczyna nie odczuwa żadnych trosk, nigdy niczym się nie martwi i nie przejmuje. Problemy, które dotyczą każdego z nas, ją omijają szerokim łukiem. Jednak los postanawia to zmienić. Życie Zosi zaczyna się komplikować. A gdy wydaje jej się, iż gorzej być nie może wielka dziedziczka uświadamia sobie, w jak ogromnym jest błędzie. Czy zakochana w sobie bogaczka poradzi sobie z problemami, które ją dotkną i których nie da się rozwiązać grubym portfelem? 


„Gorzej być (nie) może” to przezabawna powieść, która przez kilka dni poprawiała mi humor. Gdy ją czytałam od razu czułam się lepiej, a życie wydało się piękniejsze. Zabawne dialogi, śmieszne sytuacje i „mądre” przemyślenia głównej bohaterki sprawiały, iż nie raz wybuchałam śmiechem. Bawiłam się doskonale! Oczywiście prym w tej powieści wiedzy Zosia, która jest dziewczyną zapatrzoną tylko w siebie, mającą wysokie mniemanie o sobie, jednak tak naprawdę była głupiutką kobietą. Gdy tylko przeczytałam kilkanaście stron, na których Zosia myli przysłowia i nie grzeszy mądrością od razu przyszła mi na myśl postać Violetty Kubasińskiej z Brzyduli. Podobieństwo nie kończy się tylko na myleniu przysłów, ale także sposobie przedstawiania się. Viola przedstawiała się mówiąc „Violetta Kubasińska przez V i dwa te” natomiast Zosia „Zosia Majer, z TYCH Majerów”.  Z racji tego, że Violę pokochałam od pierwszego odcinka Brzyduli, a jej powiedzonka stały się moją skarbnicą cytatów, z Zosią było tak samo. Od razu przypadła mi do gustu.  Jedną rzeczą, do której mogę się przyczepić to fakt, iż autorka czasami przerysowała główną bohaterkę. Np. Zosia nie wiedziała co oznacza zapis 1/2. Uważam, że to nie możliwe, aby kobieta, która skończyła studia nie wiedziała jak wygląda ułamek. 

Oprócz humoru w książce oraz kreacji głównej bohaterki w powieści podobało mi się również to, że autorka poświęciła jeden rozdział wycieczce do Torunia. Mieszkam w tym mieści od 4 lat, z całego serca je uwielbiam i bardzo miło się czytało o miejscach, które znam, i w których bywam. Wiem, że autorka również mieszka w Toruniu i w marzy mi się, aby autorka napisała książkę, której akcja działaby się w Grodzie Kopernika. 

Podsumowując, „Gorzej być (nie) może” to książka, którą po prostu trzeba przeczytać! Zabawna, poprawiająca humor, niedająca się odłożyć. Czyta się ją szybko i z przyjemnością. Uważam również, że jest to lepsza książka od poprzedniej. Małgorzata Falkowska rozwija skrzydła! Nie mogę doczekać się kolejnej książki tej autorki! Z całego serca polecam, jeśli tylko szukacie powieści, która zapewni Wam wspaniałą zabawę! 


Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie:

Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://www.videograf.pl/index.php

sobota, 3 czerwca 2017

„Spójrz na mnie” Nicholas Sparks



Nicholas Sparks to autor, które czytałam od dobrych kilku lat i mam do niego ogromny sentyment! Na jego najnowszą książkę czekałam z niecierpliwością. A gdy otworzyłam świąteczny prezent a w nim była powieść „Spójrz na mnie” omal nie skakałam z radości. Czy autor utrzymał poziom swoich poprzednich książek? 

Collin nie miał lekkiego i błogiego życia. Już jako dziecko nie był szczęśliwy. Najpierw brak zainteresowania ze strony rodziców, później trudne doświadczenia ze szkoły wojskowej, a na końcu ogromne problemy z agresją, zatargi z policją i prawem. Maria natomiast od zawsze była szczęśliwa. Rodzina ją wpierała nie tylko wtedy, kiedy była dzieckiem ale również podczas studiów prawniczych i pracy. Dwa równe charaktery. Dwie różne przeszłości. Czy można to połączyć w całość? Oczywiście, to jest Sparks! U niego wszystko jest możliwe. Przecież przeciwieństwa się przyciągają. Maria i Colin zostają parą. Zapowiada się wspólna, świetlana przyszłość dopóki... Maria nie zaczyna dostawać wiadomości od anonimowego prześladowcy. 


Muszę z przykrością przyznać, że książka okazała się dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Poprzednie powieści tego autora miały „to coś”. Intrygowały, trzymały w napięciu, zaskakiwały zakończeniem. Ta niestety taka nie jest... Początek jednal bardzo przypomina poprzednie książki autora, szczególnie schematyczne zapoznawanie się bohaterów - w każdej powieści Sparksa wygląda to identycznie.  Oprócz tego, przez 3/4 strony w książce nic się nie dzieje. Maria i Collin chodzą na randki, poznają się... Pomimo schematyczności i mało dynamicznej akcji, autor zawiódł mnie także językiem, choć kiedyś uważam go za największy atut Sparska. Tym razem miałam wrażenie, jakbym czytała książkę kogoś zupełnie innego... Nudne opisy i nic nie wnoszące dialogi. Dopiero koło trzy setnej strony, akcja zaczyna przyspieszać.  Wtedy to wrócił dawny Sparks. Dobre tempo akcji, emocje i gęsia skórka. Książka trzymała w napięciu i nie pozwoliła się odłożyć. 

Dlaczego więc daję tak wysoką ocenę bo aż 7/10? Moi drodzy, odpowiedź jest prosta - sentyment! Ogromny! Trwający od 6-7 lat. Myślę, że nawet gdyby Nicholas Sparks napisał największy gniot na świecie to i tak bym książka kupiła, przeczytała, a później zachwycała się, jak pięknie wygląda na półce wraz z pozostałymi książkami tego autora. 

Podsumowując, pomimo wielu wad jestem w stanie polecić tę książkę osobom, które tak jak ja mają sentyment do twórczości Nicholasa Sparksa. A powieści tego autora są Wam jeszcze obce, radzę zacząć od czegoś innego. 



Inne książki tego autora zrecenzowane przeze mnie:


poniedziałek, 29 maja 2017

Przegląd zapowiedzi wydawniczych - czerwiec 2017

Witajcie 😊
Dzisiaj na blogu kilka słów o książkach, które mnie zaciekawiły, zaintrygowały i myślę, że naprawdę są godne uwagi. 






Diane Chamberlain, Światło nie może zgasnąć, Prószyński i S-ka, 
Premiera: 08.06.2017


To chyba najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera czerwca. Uwielbiam twórczość Diane Chamberlain, a każdą jej książę po prostu pochłaniam. 

Doktor Olivia Simon kończy własnie dyżur na pogotowiu. Mąż czeka na nią ze świąteczną kolacją. Od miesięcy między nimi się nie układa. Ona stara się ratować swoje małżeństwo, ale Paul nie ukrywa swojej fascynacji artystką Annie O'Neil. 
Olivię zatrzymuje jednak w pracy nagły przypadek. Kobieta postrzelona w klatkę piersiową, w której lekarka rozpoznaje piękną Annie O’Neill. Stan rannej jest krytyczny, dlatego Olivia decyduje się na natychmiastową operację. Mimo to Annie umiera. Czy Olivia zrobiła wszystko, by ją uratować? To pytanie zadaje jej Paul, obsesyjnie zakochany w Annie. O to zapyta ją także Alec O’Neill, który widział w Annie idealną żonę i matkę. A czy sama Olivia pewna jest odpowiedzi? Stara się podążać śladami swojej rywalki, by zrozumieć fascynację swojego męża. Annie dopiero po śmierci pozwala bliskim zrozumieć, jaka była naprawdę. Poznają jej pilnie strzeżone tajemnice, które odmienią ich życie na zawsze.


Katarzyna Puzyńska, Czarne narcyzy, Prószyński i S-ka.
Premiera: 13.06.2017

Może ta książka nie trafi do mnie jeszcze w tym miesiącu z racji tego, że jestem dopiero na etapie drugiej części tego cyklu, ale kiedyś na pewno ją kupię. 

Brodnica przygotowuje się do obchodów lipcowego Święta Policji. Daniel Podgórski nie ma jednak powodów do radości. Niektórym ludziom bardzo zależy, żeby jak najszybciej zapomniał o zamkniętej już sprawie śmierci trójki bezdomnych. Przy każdym z ciał z jakiegoś powodu pozostawiono niewielkie wahadełko. Pewna dziennikarka sugeruje policjantowi, żeby szukał odpowiedzi w opuszczonym domu ukrytym w leśnej gęstwinie. Miejscowi wierzą, że to miejsce nawiedzane przez diabła. Kobieta wkrótce znika bez śladu, a Podgórski wraz z byłą komisarz Kopp odnajduje kolejne ciało. Co ma z tym wspólnego niepokojąca wiadomość, którą Weronika Nowakowska otrzymuje od nieznanego nadawcy? Dlaczego drobny złodziejaszek ginie tego samego dnia, kiedy wychodzi z więzienia? I jakie znaczenie dla sprawy mają czarne narcyzy?

Agata Przybyłek, Natalia Sońska, Przyjaciółki, Czwarta Strona.
Premiera: 14.06.2017

Uwielbiam książki i Agaty Przybyłek i Natalii Sońskiej, więc chętnie sięgnę po ich wspólną książkę. 

Dzięki służbowemu wyjazdowi Miłka wreszcie może odetchnąć od zwykłej, szarej codzienności. I od związku, w którym jest szczęśliwa... przynajmniej tak jej się wydaje. Kiedy spotyka na swojej drodze innego mężczyznę, zaczyna wątpić, czy to, co miała do tej pory, rzeczywiście było spełnieniem jej marzeń.
Czy będzie mogła liczyć na wsparcie i dobrą radę przyjaciółki? W życiu Ani również nie układa się najlepiej. Z powodu dramatycznych wydarzeń z udziałem jej męża, oboje oddalają się od siebie, a Ania nie ma już sił, by walczyć o rodzinę. Bez ukochanego nie potrafi jednak cieszyć się każdym dniem. 



Anna McPartlin, To, co nas dzieli, HarperCollins.
Premiera: 14.06.2017

Tej autorki czytałam tylko jedną książkę, ale to wystarczyło, żeby zakochała się w jej twórczości.  


Eve Hayes i Lily Brennan były nierozłączne, ale gdy miały osiemnaście lat, podczas wakacji wydarzyło się coś, co skutecznie je rozdzieliło i zniszczyło ich przyjaźń.
Po dwudziestu latach Eve, znana projektantka biżuterii, wraca na stałe do Dublina. Stara się odszukać dawną przyjaciółkę, ale nie może trafić na żaden jej ślad, nawet w internecie. Pewnej nocy Eve ulega poważnemu wypadkowi. W szpitalu ze zdumieniem odkrywa, że Lily pracuje tam jako pielęgniarka. Dawne przyjaciółki mają szansę wyjaśnić to, co między nimi zaszło, odbudować bliskie relacje, a przede wszystkim pomóc sobie nawzajem.

Wzruszająca opowieść o przyjaźni, sekretach i o tym, że warto naprawiać  błędy – nawet po latach.  


Brittainy C.Cherry, Woda, która niesie ciszę, Filia.
Premiera: 21.06.2017

Czytałam dopiero jedną książkę tej autorki, ale pamięta, że byłam zachwycona, w jaki sposób Brittainy C.Cherry opisuje emocje. Dlatego też koniecznie muszę przeczytać kolejną książkę tej autorki. 

Ulotne chwile.

Nasze życie jest tylko ich sumą. Niektóre są bolesne, pełne cierpienia. Inne piękne, pełne nadziei i przyszłych obietnic.

Miałam w życiu wiele ważnych, zmieniających, stawiających przede mną wyzwania chwil. Momentów, które przerażały i pochłaniały. Jednak największe z nich – najbardziej wzruszające i chwytające za serce – dotyczyły jego.

Miałam dziesięć lat, gdy straciłam głos. Skradziono dużą część mnie, a jedyną osobą, która naprawdę mnie słyszała, był Brooks Griffin. Stanowił światło moich mrocznych dni, był obietnicą jutra, dopóki jego samego nie spotkała tragedia. Dramat, który zatopił go w morzu wspomnień.
Oto historia chłopaka i dziewczyny, którzy kochali siebie nawzajem, ale nie kochali samych siebie. Opowieść o życiu i śmierci. O miłości i niedotrzymanych obietnicach.
O chwilach.


A Wy na jakie książki czekacie? 

wtorek, 23 maja 2017

„Milcząca siostra” Diane Chamberlain


Diane Chamberlain to autorka, która w swoich książkach, za każdym razem porusza bardzo trudne, kontrowersyjne tematy, związane z życiem rodzinnym. Nie inaczej jest tym razem.  „Milcząca siostra” to wielowymiarowa opowieść o siostrach i mrocznych tajemnicach. 

Riley MacPherson jest młodą panią psycholog, której dawno temu zmarła matka, a niedawno ojciec. Przyjeżdża do rodzinnego domu, aby uporządkować sprawy spadkowe. Riley przez całe życie sądziła, że jej strarsza siostra Lisa mając siedemnaście lat, popełniła samobójstwo z powodu ciężkiej depresji. Teraz, ponad dwadzieścia lat później, kobieta odnajduje dowody, że to nieprawda. Lisa żyje, ale przybrała nową tożsamość. Pozostaje jednak pytanie - dlaczego przed laty postanowiła uciec z domu i jakiś tajemnic strzeże do dziś? Riley poszukując prawdy musi zdecydować, co przeszłość oznacza dla jej obecnego życia... 


Po raz kolejny Diane Chamberlain oczarowała mnie swoją książką. Historia, którą przedstawia jest naprawdę ciekawa, intrygująca i dająca do myślenia. Czytając powieści tej autorki, za każdym razem zadaję sobie pytanie Co ja bym zrobiła na miejscu. I muszę się przyznać, że nigdy nie znam odpowiedzi na to pytanie. Autorka w swoich książkach stawia bohaterów w tak trudnych sytuacjach, że podjęcie jakiejkolwiek decyzji wymaga od bohatera sporego zastanowienia. 

W książce możemy wyróżnić dwie płaszczyzny. Pierwsza to życie Riley i jej zmagania z poznaniem prawdy o siostrze. Druga to nowe życie Lisy oraz jej przeszłość. W pewnym momencie książki te dwie płaszczyzny się spotykają i życie bohaterów zostaje wywrócone do góry nogami. 

Jak każda książka Diane Chamberlain również i ta jest napisana lekkim i przyjemnym językiem. Po prostu uwielbiam pióro tej autorki. Jej książki czyta się bardzo szybko. Fabuła jest tak wciągająca, że nawet nie zauważam ilości przeczytanym stron. 

Podsumowując, „Milcząca siostra” to bardzo dobra powieść o tajemnicach, kłamstwach i dążeniu do prawdy. To intrygująca książka, napisana lekkim i przyjemnym językiem. Polecam! 


Recenzja została napisana w ramach współpracy z portalem:





Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie: 



sobota, 20 maja 2017

„Projekt mąż” Aleksandry Krupy

Główną bohaterką książki jej Kika, której odwiecznym marzeniem jest w końcu zrozumieć mężczyzn. Aby to zrobić, zakłada konto na tajemniczym portalu randkowym o nazwie SeeMee. Portal ten jest pełen różnego typu mężczyzn, których kobieta poznaje bliżej. „Projekt mąż” to niezwykle barwy świat Kiki. Na kartkach powieści poznajemy wielu bohaterów. Książka jest pełna kłamstw, i rozczarowań. Przedstawia ludzkie problemy, z którymi każdy z nas musi stawić czoło.  

Muszę przyznać, że napisanie tej recenzji było dla mnie nie lada wyznawaniem. Jest to dość specyficzna książka. Wszystko w tej powieści dzieje się bardzo szybko, każdy rozdział to spotkanie z innym mężczyzną. Kika bez ogródek i zbędnych słów opisuje swoje randki i przemyślenia. Nawet końcowe wydarzenie, które dość mnie zaskoczyło, zostało opisane "po łebkach", zbyt szybko, bez emocji, bez owijania w bawełnę. Warto również wspomnieć, że autorka posługuje się wulgarnym językiem, co niektórym osobom może się nie spodobać. 

Na plus zasługuje fakt, iż autorka w swojej książce poruszyła dość ciężki i ważny temat, a mianowicie temat przemocy fizycznej i psychicznej. Jeden z mężczyzn, z którym Kika planowała swoją przyszłość, okazał się katem, oprawcą i zwyrodnialcem. Strzałem w dziesiątkę jest także pierwszoosobowa narracja, z punktu widzenia głównej bohaterki. Muszę jednak przyznać, że zachowanie Kiki mnie trochę irytowało. Była naiwna i łatwowierna. Pomimo kilku nieudanych prób wierzyła, że to właśnie na portalu randkowym znajdzie miłość swojego życia. Ale z drugiej strony Kika wzbudza współczucie. Każdy chce kochać i być kochanym...



Podsumowując, „Projekt mąż” to książka, którą muszę zaliczyć do tych średnich. Niczym mnie nie zaskoczyła, nie zmieniła mojego życia. Nawet nie czytałam jej z jakimś entuzjazmem czy przyjemnością. To zwykła książka, o której szybko zapomnę. Polecam ją osobom niewymagającym lub takim, które chcą odpocząć po cięższych lekturach. 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:

http://novaeres.pl/



sobota, 13 maja 2017

„Nic do stracenia. Początek” Kirsty Moseley


Kirsty Moseley to autorka książki, o której dość niedawno było bardzo głośno. Mam tutaj na myśli bestsellerową książkę pt. „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno”. Ja niestety tej pozycji nie czytałam, ale dość niedawno w moje ręce trafiła najnowsza książka tej autorki - „Nic do stracenia. Początek”. 

Główną bohaterką książki jest Anna Spencer. Poznajemy ją w dniu jej szesnastych urodzin, kiedy to przychodzi do klubu na imprezę ze swoim chłopakiem. Niestety są to najgorsze urodziny w jej życiu. Podczas świętowania zaczyna zaczepiać ją Carter Thomas - handlarz broni i narkotyków. Życie dziewczyny zamienia się w piekło. Zeznania dziewczyny pomagają jednak w skazaniu Cartera, ale ten nadal wysyła jej listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, jest w stanie zrobić wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo swojej córce, zwłaszcza, że ta wybiera się na studia, z dala od domu. Ochroną Anny zajmuje się przystojny komandos - Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać jakichkolwiek, nawet najmniejszych podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. W swojej pracy odznacza się cierpliwością i troską. Pomaga swojej „klientce” pokonać koszmary i zapomnieć o przeszłości. Anna z czasem zaczyna czuć się bezpiecznie i w końcu zaczyna prawdziwie żyć, a nie tylko egzystować. Jednak udawanie zakochanych powoli przestaje być grą... 


Muszę przyznać, że książka już od pierwszego rozdziału przypadła mi do gustu. Autorka od razu rzuca nas na głęboką wodę i przedstawia makabryczne wydarzenia z urodzin Anny. Sprawia to, że od książki, już od samego początku, trudno się oderwać. Fabuła powieści jest dość ciekawa i intrygująca. Kirsty Moseley w niezwykły sposób przekazuje nam wszystkie emocje, jakie towarzyszą bohaterom. Cierpimy, rozpaczamy oraz cieszymy się razem z nimi. Po prostu czujemy to, co oni czują w danej sytuacji. Ale muszę przyznać, że książka jest pełna cierpienia. Sprawia to, że to właśnie te smutne emocje towarzyszą nam przez większość książki.

Bardzo podobała mi się kreacja bohaterów, a raczej to, jaki mają wpływ na siebie. Anna, zanim poznała Ashtona, była dziewczyną bez życia. Wszystkiego i każdego się bała. Każde, choćby najmniejsze zbliżenie innej osoby sprawiało, że dziewczyna trzęsła się ze strachu. Nie mówiąc już o koszmarach, które dręczyły ją każdej nocy. Wraz z lekturą książki bohaterka przechodzi przemianę, wychodzi z traumy a my jesteśmy tego świadkami, obserwujemy każdy etap jej zmian psychologicznych. 

Jednak, pomimo tak znaczących zalet, moim zdaniem książka ma też swoje wady. Po pierwsze, jak już wspomniałam, powieść od samego wciąga a akcja jest bardzo dynamiczna. Niestety, tak jest tylko na początku. Z biegiem stron akcja jest coraz bardziej powolna. W momencie, po około 3/4 lektury, zazwyczaj w każdej książce następuje jakich zwrot akcji a emocje sięgają zenitu. W tej powieści tak nie było... Lektura niczym mnie nie zaskoczyła, nie trzymała w napięciu w swojej końcowej fazie. Zakończenie również jest dość oczywiste. Drugą wadą jest fakt, iż w „Nic do stracenie” każdy facet (oprócz Cartera) był opisany jako ideał. Nieziemsko przystojny, z posturą i urodą światowej klasy modela. Moim zdaniem odebrało to książce trochę autentyzmu, bo nie ukrywajmy się, po naszej planecie nie chodzą tylko tacy idealni mężczyźni. 

Pomimo kilku wad oceniam książkę dość pozytywnie. Uważam, że warto ją przeczytać przede wszystkim ze względu na emocje, jakie towarzyszą podczas lektury oraz psychologiczną kreację głównej bohaterki. 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu: 
http://www.harpercollins.pl/


poniedziałek, 8 maja 2017

„Kobiety wzdychają częściej” Agaty Przybyłek


„Kobiety wzdychają częściej” to druga część książki o szalonej i zakręconej Zuzannie, którą mieliśmy zaszczyt poznać w książce „Takie rzeczy tylko z mężem”.  Czy Agata Przybyłek utrzymała poziom poprzedniej części, która, szczerze mówiąc, bardzo przypadła mi do gustu? 

Książka „Takie rzeczy tylko z mężem” kończy się wypadkiem Zuzanny, która zostaje potrącona przez sklepową. W jej kontynuacji poznajemy losy głównej bohaterki już po wypadku, z którego uratował ją były narzeczony Teodor. Kobieta powoli dochodzi do siebie, jest otaczana miłością i troską męża oraz najbliższych. Żyję więc pod jednym dachem z mężem, byłym narzeczonym oraz obłędnie przystojnym wuefistą. Gdyby tego było mało do Jaszczurek przyjeżdża ekipa telewizja, która chce nakręcić film właśnie o wypadku, w którym Zuzanna była ofiarą. Kobieta więc niespodziewanie staje się gwiazdą i mówiąc szczerze zgadza się na to tylko ze względu na namowy rodziny. Co z tego wyniknie? Koniecznie przeczytajcie książkę! 


Agata Przybyłek po raz kolejny nie zwalnia tempa i serwuje nam niezwykle zabawną, ciepłą i zakręconą książkę, którą czyta się z przyjemnością. Książka nie tylko bawi, sprawia, że można śmiać się do łez, ale także niezwykle odpręża. Przy tej powieści można zapomnieć o wszelkich problemach i troskach z jakimi się borykamy. „Kobiety wzdychają częściej” to nie tylko lekka i przyjemna książka, ale także książka, która daje wiele do myślenia. W dzisiejszych czasach ludzie traktują związek przedmiotowo. Jeśli coś się psuje od razu chcemy wymienić na lepszy, mniej wadliwy model - czy to komputer czy telewizor. Tak samo są traktowane związki. Jeśli pojawia się jakieś nieporozumienie ludzie chcą się pozbyć kłopotu, nie chcą tracić czasu na bezsensowne kłótnie i po prostu się rozstają. Agata Przybyłek w swojej książce chce nam dać do zrozumienia, że związek to nie jest zakupiony przez nas przedmiot. I jeśli coś się w nim psuje, należy o niego walczyć i próbować naprawić, a nie wymienić na nowy. 

Jeśli chodzi o bohaterów to najbardziej urzekła mnie postać matki Zuzanny. Cóż to jest za kobieta! Umiera kilka razy dziennie, jest straszną hipochondryczką. Oczywiście czytając o takiej osobie, jej zachowanie wydaje nam się zabawne. Jednak nie możemy zapominać o tym, że takie osoby żyją wśród nas i przebywanie w  ich towarzystwie nie jest już zabawne... 

Agata Przybyłek, jak na studentkę psychologii przystało, zamieściła w swojej najnowszej książce aspekt psychologiczny. Na blogu autorki możemy przeczytać (http://agataprzybylek.blogspot.com/), że powieść „Kobiety wzdychają częściej” została napisana w oparciu o bardzo popularną koncepcję w psychologii, według której na miłość składają się trzy czynniki: intymność, namiętność i zaangażowanie. Idealny związek to ten, który posiada wszystkie czynniki. Agata Przybyłek każdy z tych komponentów ulokowała w innej osobie, a zadaniem Zuzanny jest wybrać, co jest dla niej najważniejsze. Więcej o tej koncepcji oraz o kulisach powstawania książki możecie przeczytać na blogu autorki.  

Podsumowując, „Kobiety wzdychają częściej” to niezwykle barwna i zwariowana opowieść o tym, że bycie kurą domową nie musi polegać wyłącznie na gotowaniu obiadów i sprzątaniu. Serdecznie Wam tę książkę polecam i nie mogę doczekać się kolejnej części! 



                                   Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję autorce! 

Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie:




niedziela, 30 kwietnia 2017

„Niebezpieczne podobieństwo” Magdaleny Nachtman - Dzikowskiej

Podobno każdy z nas ma gdzieś swojego sobowtóra. Przekonała się również o tym główna bohaterka książki „Niebezpieczne podobieństwo” Magdaleny Nachtman - Dzikowskiej. Książka ta, ukazała 15 marca br. nakładem wydawnictwa Novae Res. 

Główna bohaterka - Paulina, to młoda polska pisarka, która przyjechała do USA, aby porozmawiać z wydawcą. Zamierzała połączyć pracę z urlopem, lecz już na samym początku jej wyjazd nie zapowiada się być udanym. Na lotnisku, w dość brutalny sposób zostaje zatrzymana przez ochronę. Na miejsce przybywa agent FBI, który najpierw prowadzi przesłuchanie, a następnie zwalnia dziewczynę tłumacząc tylko, iż ta została wzięta za kogoś innego. Polka miała mieszane odczucia co do zaistniałeś sytuacji. Z jednej strony była zirytowana zachowaniem agenta FBI, jednak z drugiej - dawała o sobie znać ciekawość, kim jest i co zrobiła dziewczyna, z którą została pomylona. Paulina ma szanse się o tym przekonać na własnej skórze. FBI zamierza użyć jej jako przynęty! 

~*~

Muszę na wstępie przyznać, iż książka jest bardzo intrygująca! Ciekawa fabuła sprawiła, że pozycja wciągnęła mnie już na samym początku. Wszystkim znajomym mówiłam, jaką fajną książkę zaczęłam czytać. Niestety, książka tylko na początku była tak wyjątkowa... Im bliżej końca, tym wydawała mi się być bardziej tandetną i mało oryginalną. Uważam też, że książka jest trochę mało autentyczna. Po pierwsze chodzi mi o hakerstwo. Nie znam się na tym, ale uważam, że nawet najlepsi hakerzy nie są w stanie usunąć w sekundę smsa na innym telefonie. Fabuła książki dzieje się w USA, więc może tam mają lepsze metody. Po drugie, pewien bohater kreował się na innych bohaterów. Zakładał maskę i perukę, i nikt nigdy nie zauważył, że to po prostu przebieraniec. Nie uważacie, że to trochę naciągane? 

Ponadto uważam, że powieść nie jest do końca dopracowana. Brakowała mi w niej więcej emocji, obszerniejszej kreacji bohaterów. Autorka oszczędziła nam wielu informacji na ich temat, co spowodowało, że  trudno się z nimi zżyć. 

Pomimo kilku wad uważam, że książka jest naprawdę warta uwagi. Nie znajdziecie w niej dynamicznej akcji, jak w najlepszych książkach sensacyjnych, ani nieoczekiwanych zwrotów akcji. Mogę natomiast zagwarantować, że książka ta z pewnością umili Wam kilka wieczorów. 

Podsumowując, „Niebezpieczne podobieństwo” to książka, która zapowiadała się na książkę wspaniałą, jednak po skończeniu mogę określić ją jako bardzo dobrą. Nie jest to książka idealna. Jak napisałam - wymaga większego dopracowania. Aczkolwiek jestem w stanie ją Wam polecić, ponieważ sama się podczas lektury dobrze bawiłam. 



Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:

http://novaeres.pl/