czwartek, 31 marca 2016

"Niewypowiedziane słowa" Agaty Kołakowskiej



 "Chyba pan zakochany.... Nie, skąd? – roześmiał się. - Jestem żonaty."

  Na pewno każdy z nas znalazł się w takiej sytuacji, kiedy coś przemilczał, nie skomentował z różnych powodów. Sama łapię się na tym, że wolę coś przemilczeć niż się kłócić. Często jesteśmy egoistkami i nie dostrzegamy pragnień partnera. A gdy nadchodzi rutyna, nuda, stabilizacja - przestajemy rozmawiać... Ale czy takie zachowanie jest dobre? Jak nasze życie wpływają słowa, których nigdy nie wypowiemy? Ten temat porusza Agata Kołakowska w swojej  książce. Jest to powieść, która ewidentnie zmusza do refleksji, jest to powieść z przesłaniem. 

      "Niewypowiedziane słowa" to historia dwóch par: małżeństwa Szulców - Łucji i Andrzeja, oraz Hanny i Mariusza żyjących w niesformalizowanym związku. Są to dwa związki, które w moim odczuciu są źle dobrane, pod każdym względem. Gdyby zamienili się partnerami, byłyby to pary wręcz idealne. Łucja i Andrzej to małżeństwo wiodące spokojne życie. Łucja jest okulistką, pewną siebie panią doktor, wychuchaną jedynaczką, miłośniczką opery i malarstwa. Natomiast Andrzej to aptekarz, zajmujący się apteką teścia. Jest miłośnikiem filmów science fiction, przeciwnikiem opery, mężczyzną żyjącym w cieniu brata - Darka.  
       Hanna i Mariusz stanowią podobne przeciwieństwo. Hanna, to spokojna kobieta pracująca w szkole, wrażliwa, zauważająca potrzeby innych. Żyje w cieniu swojej zmarłem siostry, również Hanny, bo to po niej odziedziczyła imię. Natomiast Mariusz miłośnik opery, oczekujący uznania.
   Jednak pewnego dnia, dwa przypadkowe spotkania odmieniają życie par. Czy na lepsze? Hanna przez przypadek trafia do apteki Andrzeja, a Mariusz spotyka w muzeum Łucję. Co wyniknie z takich znajomości? Czy będzie to początek nowego życia bohaterów? 


      "Niewypowiedziane słowa" to książka bardzo prawdziwa i życiowa. Nie ma w niej żadnego upiększania i słodzenia. Na początku książki widzimy dwie szczęśliwe pary, stabilny związek. Jednak z kartki na kartkę odkrywamy coś innego: pary nie są tak szczęśliwe jak wydawało nam się na początku i nie pasują do siebie tak idealnie. Dowiadujemy się, jaki wpływ na ich związek mają  niewypowiedziane słowa...
       "Niewypowiedziane słowa" to powieść typowo kobieca. Jest to powieść o codzienności i rutynie, która wkrada się w każdy związek. To książka, która zmusza do refleksji i rozmyśleń nad swoim życiem i związkiem. 
       Książka Agaty Kołakowskiej z pozoru wydaje się być powieścią banalną, prostą i zwyczajną. Nic bardziej mylnego. Jest to niebanalna książka, w której znajdziemy nie tylko szczyptę obyczajówki, ale także szczyptę walki o siebie, o swoje szczęście, a później o związek. 
       Książka jest napisana bardzo prostym i lekkim językiem. Czytanie sprawia przyjemność, nie męczy. Dodatkowo autorka do samego końca trzyma nas w napięciu, nie wiemy jak potoczą się losy bohaterów. Szczerze mówiąc spodziewałam się innego zakończenia, jednak to zakończenie zaoferowane przez autorkę bardziej mi odpowiada. 
       Na wielki plus zasługuje kreacja bohaterów książki. Każda postać ma wspaniale nakreślone rysy psychologiczne. Od razu polubiłam Hannę i Andrzeja, natomiast strasznie irytowało mnie zachowanie Mariusza i Łucji, może dlatego, że nie lubię takiego typu ludzi. 
       Jedyny minus tej książki to mnogość wątków na początku książki przez które strasznie się gubiłam w lekturze. Zwyczajnie za dużo się działo. Irytował mnie również sposób w jaki autorka dzieliła rozdział. Chodzi mi tutaj o sprawę czysto techniczną, bo w trakcie czytania nie wiedziałam o której postaci jest mowa, ponieważ nie było to wyszczególnione. Ten problem był tylko na początku, później już się przyzwyczaiłam.

      Podsumowując, "Niewypowiedziane słowa" to wspaniała, obyczajowa powieść kobieca, która prowokuje do myślenia. Polecam go każdej kobietce, szczególnie takiej, która żyje już w dłuższym związku i odczuwa rutynę. Pochwalam realizm tej książki. Lubię czytać powieści życiowe, o zwykłym, szarym człowieku. Polecam.  

 
 

wtorek, 29 marca 2016

"Talizman z zaświatów. Beata" Ewy Zienkiewicz

Witajcie! Mam nadzieję, że po świętach wszystko u Was w porządku i że się nie przejedliście. Na lepsze trawienie polecam Wam recenzję książki iście oderwanej od rzeczywistości, zabawnej i relaksującej. Jest to powieść kobieca, pełna humoru, oryginalna i intrygująca. Podziwiam autorkę za tak wybujałą fantazję. Nic tylko czytać. 

Główną bohaterką książki jest Beata Smugowska - wykształcona i inteligenta singielka, wykonująca odpowiedzialną pracę. Współpracownicy nie traktują jej raczej jako potencjalnej kobiety życia, jest dla nich kumplem, humorzastą ciotką, zapóźnioną w rozwoju nastolatką. W dodatku sama sobie zapracowała na taki wizerunek, gdyż nie ubiera się zbyt kobieco, urodą również nie grzeszy. Jak na starą pannę przystało, Beata posiada zwierzątka. Niestety nie koty, ale żółwie, kocha je ponad życie. 

Kobieta nie czuje się dobrze w swojej pracy. Współpracownicy nie przepadają za nią, cały czas spiskują przeciwko niej. Beata co chwila wpada w jakieś tarapaty: notorycznie zalewa sąsiadom mieszkanie, zostaje oskarżona o handel narkotykami, aż w końcu o zabójstwo kolekcjonera sztuki. 

Pewnego dnia w ręce naszej głównej bohaterki trafia magiczne kółeczko, które wywołuje stan zakochania. Wystarczy przekręcić je na palcu i szepnąć "kochaj mnie" i mężczyzna, w towarzystwie którego się to zrobiło, w mig się zakochuje. Kobieta permanentnie testuje kółeczko, ale w głębi ducha nie wierzy w takie czary. Jednak jak wyjaśnić taką liczbę adoratorów? I co zrobić kiedy stają się już zbyt natarczywi?

Książka jest bardzo dobrze napisania. Akcja jest szybka, zaskakująca, pełna nieoczekiwanych i komicznych sytuacji, dzięki którym nie raz się zaśmiałam. Szczególnie zabawne wydają mi się halucynacje Beaty. Podczas tej lektury zdecydowanie można odpocząć i porządnie się zrelaksować. 

Warto również wspomnieć, że w książce jest wiele opisów. Nie zniechęcajcie się. Nie są one nudne i nużące, ale ciekawe i śmieszne, dzięki którym autorka w bardzo dobry sposób przedstawiła rzeczywistość. Główna bohaterka jest również bardzo dobrze wykreowana. Jest osobą konkretną, bez problemu możemy się z nią utożsamiać. 

"Talizman z zaświatów" to powieść mieszanka. Najwięcej znajdziemy tam z literatury kobiecej, do tego został tam jeszcze dodany element fanstasy i wątek kryminalny. A wszystko to znajduje się w otoczeniu polskiego miasta, z polskimi biurowcami i urzędami. Ciekawie, prawda? 

Podsumowując "Talizman z zaświatów" to zabawna książka, oderwana od rzeczywistości. Polecam osobom, które chcą chwilę odpocząć od miłosnych historyjek i spróbować czegoś nowego. Czyta się ją szybko i przyjemnie, bez jakichkolwiek problemów. Serdecznie polecam, a ja biorę się za drugą część. 



 
Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res


sobota, 26 marca 2016

"Córeczka" Liliany Fabisińskiej


"Nie zgniótł cię... ale i tak cię straciłam. Do dziś nie wiem, dlaczego.."

To moje drugie spotkanie z twórczością Liliany Fabisińskiej. Po lekturze "Śnieżynek" oczekiwałam efektu wow i... troszeczkę się zawiodłam. "Córeczka" to rewelacyjna powieść poruszająca bardzo trudny i ważny temat, jednak zbiegi okoliczności a także bezmyślność głównej bohaterki wywarła na mnie negatywne wrażenie. 

      Główną bohaterką książki jest Agata Marks - znana terapeutka, psycholog,  wykładowca i ekspert od wychowywania dzieci. Jest szczęśliwą żoną i matką. Z mężem Marcinem i synem Filipem wiedzie wspaniałe życie, bez niespodzianek. Wszystko się zmienia, kiedy otwiera drzwi pewnej dziewczynie - Zuzi, która prosi o pomoc. Kim jest Zuza? To córka mężczyzny - Grzegorza, z którym kobieta miała 8 lat wcześniej burzliwy romans. To właśnie wtedy, złożyła Zuzi pochopną obietnicę, że zostanie jej mamą, gdyż matka dziewczynki zostawiła i ją i Grzegorza. Zuza pojawia się i znika, i tak kilka razy, jakby grała z Agatą w jakąś grę. Dziewczyna jest tajemnicza, nie chce rozmawiać. Jednak po pewnym czasie wszystko wychodzi na jaw - Zuza mówi o wszystkim Agacie. Wyjawia jej tajemnicę, która może zmienić życie nie tylko Agaty, ale także jej rodziny. Odtąd już nic nie było takie samo... Co zrobi Agata, żeby uzyskać utracony spokój?
      "Córeczka" pokazuje różne oblicza miłości. Po pierwsze namiętną, szaloną i burzliwą miłość, która spotkała Grzegorza i Agatę - jak dla mnie strasznie oderwaną od rzeczywistości. Bo kto zgadza się wyjść za mąż za mężczyznę, którego nigdy nie widziało się na oczy ani nie słyszało jego głosu? Absurd. Po drugie, Fabisińka opisuje miłość spokojną, ustabilizowaną, zwyczajną, prawdziwą miłość jaka jest między Agatą i Marcinem, miłość mądrą jednak czasami może trudną. Natomiast po trzecie - miłość rodzicielską, jak dla mnie najpiękniejszą, w najczystszej postaci, a także taką bez więzów krwi, bardzo skomplikowaną. 
      W swojej powieści Fabisińska porusza bardzo ważny, trudny i życiowy temat, o którym wszyscy myślimy, że nas nie dotyczy. Jest to temat HIV. W Polsce nawet 50% osób zakażonych wirusem HIV nie ma o tym pojęcia. Dla porównania, w innych krajach europejskich jest to mniej niż 30%. Autorka stara się nam pokazać, żeby wirus ten może dotyczyć nas wszystkich, nie tylko homoseksualistów i narkomanów, a także to, że w dzisiejszych czasach z tym wirusem można normalnie żyć, oczywiście biorąc odpowiednie leki. Należy pamiętać, że test nie jest wyrokiem. To nieświadomość jest wyrokiem - jak pisze sama autorka. Dzięki tej książce naprawdę dużo dowiedziałam o tym problemie. Wcześniej myślałam, że ten temat jest bardzo odległy ode mnie...
       

      "Córeczka" to powieść nieszablonowa, odbiegająca od schematów, bardzo intrygująca i niebanalna. Książka wciąga już od pierwszych stron, trudno jest się od niej oderwać, a jeśli już tego dokonamy to chcemy do niej jak najszybciej wrócić. Książka zdecydowanie skłania do przemyśleń i refleksji, o takiej książce się nie zapomina. 
       Książka została napisana bardzo prostym, lekkim i przyjemnym językiem. Strasznie szybko się ją czyta, jednym tchem. Jest to powieść pełna emocji, w której autorka perfekcyjnie połączyła trudny temat i przesłanie, ze swoim lekkim, przyjemnym piórem. 
      "Córeczka" to gwarancja bardzo dobrze skonstruowanej powieści, z niebanalną fabułą, dobrymi dialogami i dobrze wykreowanymi bohaterami. Krótko mówiąc, książka zawiera wszystko, czego wymagam od dobrej książki.
      Podsumowując, "Córeczka" to rewelacyjna, nieszablonowa powieść, pokazująca współczesny problem z HIV. To także powieść o miłości, sile jaką może znaleźć w sobie kobieta, kiedy chce ratować najbliższych oraz o przeszłości, która z dnia na dzień staje się teraźniejszością. Z całego serca polecam! 


Z racji tego, że za chwilę Wielkanoc pragnę Wam życzyć zdrowych i wesołych świąt, niekoniecznie zaczytanych, spędźcie je rodzinnie, bo rodzina jest najważniejsza! Wszystkiego dobrego :)



wtorek, 22 marca 2016

Temat w 5 smakach, czyli 5 lektur szkolnych


Dzień dobry. 
Jestem pewna, że lektury kojarzą się większości  z nudnymi opowieściami, zazwyczaj oderwanymi od rzeczywistości, trudnymi do zrozumienia. A przede wszystkim kojarzą się z przymusem. Jednak istnieje kilka lektur, na które warto zwrócić uwagę, bo nie są wcale nudne i niezrozumiałe. W tej sprawie napisałam do blogerek. Jakie lektury najmilej wspominają? Zapraszam do przeczytania :)

Lektur zazwyczaj nie czytam, ale mam i swoją ulubioną, co prawda z podstawówki, ale cóż :D
Moją ulubioną lekturą jest Ten obcy. Książka lekka, przyjemna, pochłonęłam ją w bardzo krótkim czasie podczas przerwy wielkanocnej :) Zabawna, nieprzewidywalna, ale zdecydowanie dla czytelnika młodszego, bo nie wiem czy w tym wieku byłabym z niej równie zadowolona :) Moją ulubioną bohaterką była Pestka <3





Trudno jest mi wybrać ulubioną książkę - czy miałaby to być lektura, która zmieniła moje życie, którą poleciłabym innym, czy taka, do której ciągle bym wracała? Poprzestanę na ulubionej lekturze zeszłego roku, która spełnia te trzy kryteria, tak będzie dla moich książek najsprawiedliwiej :).
„Dziewczyny z Powstania” to zbiór jedenastu historii kobiet, które przeżyły podczas wojny traumatyczne chwile - walczyły o swoje życie, honor, bliskich i człowieczeństwo.
Książka ta uczy szacunku, patriotyzmu i okazywania miłości drugiej osobie. Jest naprawdę niesamowita, bardzo autentyczna (i w dodatku opatrzona wieloma fotografiami). Zdecydowałam się wybrać ją z trzech wymienionych wcześniej powodów i także dlatego, że ona naprawdę ma moc zmieniania człowieka. Z „Dziewczynami z Powstania” chciałam być lepsza, silniejsza, bardziej doceniać to, co mam i być bardziej pomocną dla innych. Czy to nie piękne, jeśli lektura jest w stanie w taki pozytywny sposób wpływać na człowieka? Streszczenie tych opowieści snutych przez starsze panie nie miałoby najmniejszego sensu, nie oddałoby tego ładunku emocjonalnego zawartego w książce - mogę Wam ją jedynie najgoręcej jak umiem polecić.



Moją ulubioną lekturą jest "Mały Książę". Ta krótka i sympatyczna książeczka porusza wiele ważnych tematów. Opowieść o chłopcu szukającym przyjaźni może być interpretowana na kilka sposób. Inaczej widzi ją dziecko, a inaczej osoba dorosła. Pierwszy raz przeczytałam tą opowieść w gimnazjum i często do niej wracam, gdy mam złe dni. Ta krótka książeczka wzrusza, ale też wywołuje uśmiech na twarzy. Historia małego chłopca pokazuje nam czym jest prawdziwa przyjaźń, miłość, ale także obrazuje nam świat dorosłych ludzi. Oprócz pięknego przekazu, w całej historii odnajdujemy cudowne cytaty, które skłaniają nas do przemyśleń.  Jest to ponadczasowa książka, o której trudno zapomnieć. 


Fiodor Dostojewski – Zbrodnia i kara
Wśród przeczytanych w czasach szkolnych lektur, pierwszą, która przychodzi mi na myśl, gdy zastanawiam się nad tą ulubioną jest „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego. To genialny obraz człowieka mierzącego się z popełnionym morderstwem i wszystkimi konsekwencjami. Portret psychologiczny tak doskonały, że główny bohater – Raskolnikow – ożywa na kolejnych stronach. Zaglądamy mu do głowy, obserwujemy wewnętrzne zmagania i przestajemy traktować tylko jako postać z powieści. „Zbrodnia i kara” to jedna z tych książek, które pamiętam bardzo dobrze mimo upływu lat i z całą mocą polecam.


Wiktoria czyta razem z wami   
Po dłuższym namyśle stwierdzam, że moją ulubioną lekturą jest "Ten Obcy" Ireny Jurgielewiczowej. Uważam że jest to jedna z tych książek, która rozpoczęła moją przygodę z czytaniem dla przyjemności. Julek, Ula, Marian i Pestka postacie wzbudzające w czytelniku wiele emocji. Książka ta zaburzyła moje dotychczasowe poglądy o świecie. Myślałam że wszystko jest takie piękne i nic nie może się zdarzyć. A Zenek chłopak, który poszukiwał swojego wujka zupełnie sam to było coś niesamowitego. Dla mnie w wieku 12 lat przygoda życia. Tę książkę zawsze będę wspominać i mam do niej ogromy sentyment.  


Moja odpowiedź:
Nie lubiłam czytać lektur. Kojarzyły mi się z przymusem i zapamiętywaniem nic nie znaczących szczegółów. Jednak w liceum, kiedy to skupialiśmy się na przesłaniu lektur, nie męczyłam się już tak przy czytaniu. Polubiłam "Granicę", "Przedwiośnie", "Zbrodnię i karę", ale najbardziej podobała mi się "Lalka" pomimo swoich rozmiarów. Moim zdaniem to wspaniała książka, przedstawiająca zawikłaną historię, pełną niedopowiedzeń. To historia źle ulokowanych uczuć, straconych złudzi zaprzepaszczonych możliwości. Co tu dużo mówić, to klasyka! W dodatku wykreowanie Warszawy jest mistrzowskie! 
 

A jaka jest Wasza ulubiona lektura? Jaką najmilej wspominacie?

Jeszcze raz bardzo dziękuję powyższym osobom za pomoc!
Jeśli ktoś z Was jest chętny do pomocy przy kolejnej odsłonie, proszę o kontakt :) 
  

sobota, 19 marca 2016

"Naśladowcy" Ingar Johnsrud [PRZEDPREMIEROWO]

      "Naśladowcy" to moja pierwsza książka z literatury norweskiej. Nigdy nie sięgałam po książki z krajów skandynawskich, więc szczerze mówiąc obawiałam się tej lektury,  nie wiedziałam czego mam się spodziewać, szczególnie, że dostałam książkę przed premierą, więc nie mogłam poczytać recenzji. Po lekturze mogę stwierdzić, że warto było zaryzykować i nie żałuję, że przeczytałam tę książkę. 

      Głównym bohaterem kryminału jest komisarz norweskiej policji Fredrik Beier - rozwodnik, który ma na pieńku ze swoim przełożonym. Zgłasza się do niego kobieta, która prosi o odnalezienie córki i wnuka. Dla komisarza wydaje się to być rutynowe śledztwo, bez niespodzianek. Niestety mylił się. Wraz z partnerką Kafą Iqbal trafia do tajemniczej siedziby organizacji religijnej Boskie światło. To, co tam zastają wszystko zmienia. Nie jest to już zwykłe śledztwo rzekomego porwania. To pościg z zabójcą, który dokonał makabrycznej i krwawej zbrodni. Zaginiona wspólnota, zabójstwo w wannie, śmierć 5 osób, tajemnicza piwnica a w niej jeszcze bardziej tajemnicze laboratorium - to tylko niektóre rzeczy z jakimi musi poradzić sobie komisarz i jego partnerka. Dodatkowym utrudnieniem w śledztwie stają się zaginione informacje, fałszywe tropy i przecieki do prasy. 
      Historia z czasów teraźniejszych jest przeplatana rozdziałami z czasów drugiej wojny światowej, kiedy to dokonywano niezmiernie okrutnych eksperymentów medycznych. Początkowo może się wydawać, że nie ma to nic wspólnego ze śledztwem - błąd. Wszystko się okaże na końcu, bądźcie cierpliwi. 


      Kryminał jest napisany prostym, lekkim i przyjemnym językiem. Nie mam do niego żadnych zastrzeżeń, bo książkę czyta się bardzo szybko. Jedynie na co mogę zwrócić uwagę to wulgaryzmy, jednak jest ich tak niewiele, że największy przeciwnik takiego słownictwa nie zrazi się do lektury. Warto również wspomnieć, że autor w bardzo dobry sposób stwarza norweski styl i klimat.
      Oprócz języka na plus zasługują również rozdziały, które są bardzo krótkie. W książce jest ich aż 106. Jednak dzięki temu można zrobić sobie przerwę w każdej chwili, chociaż powiem szczerze, że nie będzie takiej potrzeby, bo książka bardzo wciąga. 
      Zdecydowanie największym atutem "Naśladowców" jest  akcja, która jest bardzo dynamiczna. Pędzi jak oszalała, nie daje nam odpocząć ani na chwilkę, cały czas coś się dzieję. Bez dwóch zdań czytelnik może dostać zadyszki, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.  Przyczynia się do tego również fakt, że autor nie zamęcza nas nieistotnymi opisami, wszystko jest konkretne. 

      Podsumowując, "Naśladowcy" to bardzo dobry norweski kryminał. To wielowątkowa mieszanka historii, religii i polityki godna polecenia. Jeśli macie ochotę na trochę Norwegii w Polsce to zdecydowanie sięgnijcie po "Naśladowców", a ja z pewnością przeczytam kolejny tom cyklu. 


PREMIERA: 30 MARCA 2016


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte