Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 października 2016

"Szansa na życie" Diane Chamberlain


Miłość matki do dziecka, moim zdaniem, jest miłością najpiękniejszą, dla której człowiek jest gotów zrobić wszystko - szczególnie matka. To właśnie ona potrafi jak lwica walczyć o swoje dziecko i jak nikt inny znać jego potrzeby. Taki właśnie temat porusza Diane Chamberlain w książce "Szansa na życie". 

Janine Donohue jest rozwódką, matką ośmioletniej Sophie. Na przekór wszystkim, kobieta zgodziła się, aby córka razem z zastępem zuchów pojechała na dwudniowy biwak. Niestety z wyjazdy dziewczynka nie wraca.  Sophie nie jest jak inne dziewczynki w jej wieku. Cierpi ona na bardzo rzadką chorobę nerek. Lekarze nie wróżą jej długiego życia, a nawet to krótkie jest męczące, skupione na szpitalach i dializach. Dlatego też Janine, znowuż wbrew wszystkim, postanawia podjąć ostatnią próbę uratowania swojej córki i wpisuje ją na eksperymentalną terapię. Lek musi być podawany w konkretnych dniach, a bez niego dziewczynka długo nie przetrwa. Wszyscy stracili już nadzieję, że znajdą dziewczynkę żywą. Natomiast matczyna intuicja podpowiada Janine, że Sophie żyje, ale czasu jest niewiele. Jak lwica, na własną rękę zaczyna szukać swojej córeczki. Czy zdąży? 

 Diane Chamberlain jest po prostu mistrzynią. Uwielbiam jej prozę. "Szansa na życie" to kolejna książka, którą jestem oczarowana. Nie jest to pozycja należąca do tych "lekkich" ale zdecydowanie do tych mądrych i życiowych. W książce tej, prowadzone są dwa wątki - ten z Janine, jej córką i poszukiwaniami, oraz Zoe - wątek pewnej bardzo znanej aktorki i jej córki. Obydwa wątki są równie dobre. Z zapartym tchem czekałam, aż w końcu się one połączą. Byłam również ciekawa, co one mają ze sobą wspólnego, bo na początku wydawało się, że niewiele. Ale tradycyjnie Chamberlain mnie nie zawiodła. Stworzyła oryginalną fabułę, pełną tajemnic. Lekki język jakim posługuje się autorka sprawia, że wszystko przeżywałam razem z Janine, i ramię w ramię szukałam z nią córki. Powieść wzrusza do bólu. Jak tu się nie wzruszyć, kiedy ośmioletnia, chora dziewczynka może umrzeć w ogromnym lesie, pozostawiona na pastwę dzikich zwierząt? 

Diane Chamberlain w swojej książce skupia się nie tylko na poszukiwaniu Sophie, ale także na relacjach rodzinnych, a przede wszystkim tych matka - córka. Janine nie ma dobrego kontaktu ze swoją matką, jest zawsze przez nią krytykowana, od dzieciństwa. Natomiast dla swojej córki, jest matką idealną. Dba o nią, do ostatniego tchu szuka rozwiązania, aby córce żyło się lepiej, zgadza się na eksperyment. Robi wszystko aby nie popełnić błędów swojej matki. Natomiast Zoe jest matką ślepo wierzącą swojemu dziecku. Nie wierzy, aby córka mogła kogoś zabić, i za wszelką cenę chcę ją wyciągnąć z więzienia. Nie dopuszcza do siebie myśli, że córka tak naprawdę może być chora psychicznie. Widzicie więc, że autorka w perfekcyjny sposób kreuje bohaterów. Nie są oni nudni i mdli, ale każdy z nich jest inny i ma swoją bogatą historię.

Podsumowując, "Szansa na życie" to genialna książka o tym, ile matka jest gotowa zrobić dla swojego dziecka. Książka wzrusza do bólu swoją autentycznością. Pokazuje świat i bohaterów takimi, jakimi są. Przeczytałam ją w mig, z niecierpliwością i w doskonale stworzonym napięciu. Zdecydowanie polecam! 

 

piątek, 5 sierpnia 2016

"Od pierwszego wejrzenia" Nicholas Sparks




Problemy towarzyszą nam od zawsze i na zawsze. Kłócimy się, krzyczymy, obrażamy... Przeżywamy zawody miłosne. Najgorzej jednak boli nas to, kiedy rani nas najbliższa osoba, której ufaliśmy bezgranicznie. W takiej sytuacji znajduje się bohater książki Od pierwszego wejrzenia Nicholasa Sparksa, która jest kontynuacją Prawdziwego cudu.

Jeremy Marsh dla miłości poświęcił wszystko. Dla swojej ukochanej porzucił prestiżową pracę jako dziennikarz w Nowym Jorku i przeniósł się do niewielkiego miasta w Karolinie Południowej - tętniącego życiem Boone Creek. Wraz ze swoją ukochaną - Lexie Darnell zamieszkał w starym domu. Jako zakochana para planują ślub i oczekują narodzin dziecka. Niestety sielanka nie trwa wiecznie, a Jeremy otrzymuje maila sugerujące zdradę ukochanej. Czy Lexie była wierna ukochanemu? A może zastępca szeryfa - Rodney Hopper, był kimś więcej niż przyjacielem? Powszechnie wiadomo, że zazdrość nie jest dobrym doradcą, a plotki w tak małej mieścinie bardzo szybko się rozchodzą. 

~*~

Autor już od samego wprowadza do fabuły zagadkę i tajemnice. Sami nie wiemy co sądzić o Lexie. Ufać jej czy nie? Czy zdradziła czy nie? Sparks wysyła nam różne sygnały, abyśmy sami ocenili bohaterkę, jednak jest to bardzo trudne i musimy czekać aż się wszystko rozwiąże. Twórczość Sparksa to nie tylko znakomita fabuła, ale także bardzo dobra kreacja bohaterów. Są oni dopracowani, życiowi z lekką nutą słodyczy i ideału, co jest charakterystyczne dla autora. Tak samo jak lekki styl pisania, którym za każdym razem się zachwycam. W tej powieści nie czytałam, ale chłonęłam słowa, z ogromną dawką przyjemności. Od książki nie mogłam się oderwać, bo jak tu ją odłożyć, jak nie rozpocząć kolejnego rozdziału, kiedy dzieją się tam takie rzeczy, że nie możemy czekać?

To, czym się wyróżnia tę książkę spośród innych dostępnych, to przede wszystkim zakończenie. Genialne. Nie spodziewałam się, nigdy bym nie zgadła, jak ta książka się skończy. Krótko mówiąc zostałam wbita w fotel a raczej utopiona w morzu moich łez. Nie dało się nie płakać. Autor zdecydowanie gra nam na emocjach i perfidnie rozrywa nasze serce na kawałki. 

Podsumowując, Od pierwszego wejrzenia to książka pełna emocji, o miłości i zaufaniu. Wstrząsa czytelnikiem do szpiku kości. Długo nie mogłam się po niej otrząsnąć i zacząć nową powieść. To po prostu piękna, "sparksowska" książka. Zdecydowanie polecam! 



Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję księgarni internetowej:
 
BookMaster

 

piątek, 3 czerwca 2016

"Pokalane poczęcia" Natalii Rogińskiej

Nie wiem dlaczego, ale od jakiegoś czasu coraz częściej sięgam po książki z tematem bezpłodności, in vitro, itp. Zupełnie przed przypadek. Dlatego też zdecydowałam się przeczytać "Pokalane poczęcia" - książkę, o nieszablonowej konstrukcji, mądrą i życiową. 

"Pokalane poczęcia" to nie jedna historia, ale kilka historii kobiet, które łączą dwa wątki - dziecko i lekarz prywatnego gabinetu przy Chmielnej - doktor Ireneusz Skrobak.  Każda z tych historii jest inna, nie mieści się w typowych schematach, które akceptuje i toleruje społeczeństwo. Greta to jedna z tych kobiet, które desperacko pragną dziecka do tego stopnia, że to pragnienie staje się obsesją. Michalina również pragnie dziecka i posuwa się bardzo daleko, aby to marzenie spełnić. Adriana to bogata bizneswoman, która gardzi płcią przeciwną chce mieć tylko i wyłącznie córkę, decyduje się na wynajęcie surogatki. Beata to zagorzała katoliczka, która musi się zmierzyć z niebożymi realiami. Honorata to typowa ofiara chorych wizji małżonka, natomiast Maja nosi w sobie dziecko poczęte w wyniku zdrady partnera. No i jeszcze Agata, dla której ciąża jest ogromnym ryzykiem. 

Przyznacie, że te początki nowego życia odbiegają od ideału. W lekturze znajdziemy ciąże, które nie zawsze powstają z chęci obu partnerów, stają się problemami, są dużym rykiem albo obnażają dodatkowe okoliczności relacji przyszłych rodziców. 


Jak już wcześniej wspomniałam, książka nie jest schematycznie zbudowana. Na początku poznajemy pacjentki dzięki gabinetowi doktora Skrobaka, i to on jest narratorem. Następnie, po kolei, czytamy historie każdej z kobiet, natomiast na końcu towarzyszymy bohaterkom podczas rozwiązania w szpitalu, gdzie narratorem jest położna. Uważam, że to bardzo dobry zabieg, gdzie pierwszy i ostatni rozdział to pewnego rodzaju klamra powieści. 

Szczerze mówiąc, sam początek książki strasznie mnie irytował, a dokładniej bohater a zarazem narrator - doktor Skrobak. Okropny typ faceta, wulgarny, a każdą kobietę nie traktował jak pacjentkę, ale jak obiekt seksualny.  Oczywiście wszystko to się dzieje w jego głowie, nie uzewnętrzniał swoich myśli. Dla pacjentek był miły, pomocny i stawał na wysokości zadania jako bardzo dobry, dyskretny ginekolog. Nic dziwnego, że kobiety kochały fotel ginekologiczny w prywatnym, różowym gabinecie na Chmielnej, co skutkowało wypełnionym po brzegi grafikiem doktora. 

Nie przestraszcie się takiej ilości bohaterek i wątków. Ja na początku zaczęłam się gubić, ale autorka tak poprowadziła lekturę, że szybko odnalazłam się w historiach i w łączących ich koligacjach. Ponadto autorka w swojej powieści porusza wiele istotnych problemów: bezpłodność, in vitro, samotne macierzyństwo, macierzyństwo w parach homoseksualnych, trudne relacje w rodzinie... "Pokalane poczęcia" to naprawdę mądra książka. 

W powieści bardzo podoba mi się kreacja bohaterów, jaką posłużyła się autorka. Każdy z nich jest inny, ma inne problemy. W dodatku są oni do bólu ludzcy i prawdziwi, popełniają błędy jak każdy z nas. Takie osoby  z pewnością spotykamy codziennie na swojej drodze. 

"Pokalane poczęcia" to książka bardzo dobrze napisana. Styl prosty, czasami nawet pełen ironii. Fabuła wciąga, książkę czyta się bardzo szybko, bez jakichkolwiek problemów. To książka, która z jednej strony jest lekka i przyjemna, a z drugiej niesie życiowe, trudne problemy i przekazuje mądre treści.

Podsumowując, "Pokalane poczęcia" to powieść składająca się z kilku krótkich opowiadań. Książka mądra, życiowa, z prawdziwymi bohaterami, którym towarzyszą różne emocje. To bardzo dobra pozycja, którą z ręką na sercu można polecić. 

 
 

piątek, 13 maja 2016

"Zamek z piasku" Magdaleny Witkiewicz


Magdalena Witkiewicz skradła moje serce powieścią "Po prostu bądź". Po przeczytaniu kilku innych książek, autorka jest moją ulubioną polską autorką. Już w ciemno, bez czytania opisu fabuły zabieram się za lekturę. Tym razem sięgnęłam po "Zamek z piasku" i serdecznie zachęcam do przeczytania recenzji tej książki. 

"Zamek z piasku" to niezwykła, pełna emocji opowieść. Weronika i Marek to młode małżeństwo. Są ze sobą praktycznie od zawsze, a dokładnie od liceum. Byli nierozłączni. Pierwsza miłość, a już tak dojrzała i prawdziwa, kto by się spodziewał. Związek rósł w siłę, uczucie stawało się coraz piękniejsze prowadząc do ślubu. Wiadomo, że po pewnym czasie w małżeństwie kogoś brakuje, kogoś do kochania, kogoś trzeciego, albo czwartego i piątego, małej istotki, która cementuje związek. Niestety, nie wszystko idzie jak po maśle. Mijały tygodnie, miesiące, a Weronika nadal widziała jedną kreskę na teście ciążowym. Pragnienie dziecka stało się dla kobiety istną obsesją, a mąż tylko dawcą spermy. Małżeństwo zaczęło się od siebie oddalać, pojawiły się sprzeczki, kłótnie i inne konflikty. Każde z nich zaczęło mieć inny cel w życiu. I wtedy w życiu bohaterki pojawia się ktoś trzeci. Przyjaciel. W dodatku przystojny. Czy wystarczy jeden krok, by spełniło się marzenie Weroniki? A może przyjaźń z innym mężczyzną otworzy jej oczy na własne małżeństwo?


 "Zamek z piasku" to powieść wręcz rewelacyjna, genialna, piękna i wzruszająca. Powieść o miłości, o tej prawdziwej, do grobowej deski, ale także o przelotnym zauroczeniu. To również powieść o przyjaźni, pożądaniu, a przede wszystkim o ogromnym pragnieniu posiadania dziecka. 

Autorka w swojej książce porusza bardzo trudny temat - problem bezpłodności, z którym boryka się wiele par. Muszę przyznać, że autorka jest dobrze zorientowana w temacie. Stworzyła wiarygodną historię, która może przydarzyć się każdemu. Dodatkowo, w swojej książce autorka stara się odpowiedzieć na pytanie, czy należy walczyć do samego końca, aby zostać rodzicem? 

Nie trzeba chyba przypominać, jak wspaniały jest styl pisania autorki. Język jest taki przyjemny, swojski i lekki, że książkę czyta się w mgnieniu oka. Sama pochłonęłam ją w jedno popołudnie, bo nie mogłam oderwać się od problemów Weroniki i Marka. 

Na plus zasługuje również konstrukcja powieści. Pierwszoosobowa narracja z punktu widzenia Weroniki jest przeplatana mailami kobiety i Kuby. Moim zdaniem bardzo  ciekawy i trafny zabieg. No i oczywiście fragment piosenki na początku każdego rozdziału, który idealnie pasuje do treści. 

Podsumowując, "Zamek z piasku" to kolejna rewelacyjna powieść Magdaleny Witkiewicz, która wzrusza i sprawia, że w oku kręci się łza. Ewentualnie tysiąc tych łez, a później to już cała fontanna. To książka, która powoduje burzę emocji. Pokazuje, jak łatwo, dążąc do jeszcze większego szczęścia, można zniszczyć uczucie, które przez tyle lat się pielęgnowało. Z całego serca polecam!



sobota, 26 marca 2016

"Córeczka" Liliany Fabisińskiej


"Nie zgniótł cię... ale i tak cię straciłam. Do dziś nie wiem, dlaczego.."

To moje drugie spotkanie z twórczością Liliany Fabisińskiej. Po lekturze "Śnieżynek" oczekiwałam efektu wow i... troszeczkę się zawiodłam. "Córeczka" to rewelacyjna powieść poruszająca bardzo trudny i ważny temat, jednak zbiegi okoliczności a także bezmyślność głównej bohaterki wywarła na mnie negatywne wrażenie. 

      Główną bohaterką książki jest Agata Marks - znana terapeutka, psycholog,  wykładowca i ekspert od wychowywania dzieci. Jest szczęśliwą żoną i matką. Z mężem Marcinem i synem Filipem wiedzie wspaniałe życie, bez niespodzianek. Wszystko się zmienia, kiedy otwiera drzwi pewnej dziewczynie - Zuzi, która prosi o pomoc. Kim jest Zuza? To córka mężczyzny - Grzegorza, z którym kobieta miała 8 lat wcześniej burzliwy romans. To właśnie wtedy, złożyła Zuzi pochopną obietnicę, że zostanie jej mamą, gdyż matka dziewczynki zostawiła i ją i Grzegorza. Zuza pojawia się i znika, i tak kilka razy, jakby grała z Agatą w jakąś grę. Dziewczyna jest tajemnicza, nie chce rozmawiać. Jednak po pewnym czasie wszystko wychodzi na jaw - Zuza mówi o wszystkim Agacie. Wyjawia jej tajemnicę, która może zmienić życie nie tylko Agaty, ale także jej rodziny. Odtąd już nic nie było takie samo... Co zrobi Agata, żeby uzyskać utracony spokój?
      "Córeczka" pokazuje różne oblicza miłości. Po pierwsze namiętną, szaloną i burzliwą miłość, która spotkała Grzegorza i Agatę - jak dla mnie strasznie oderwaną od rzeczywistości. Bo kto zgadza się wyjść za mąż za mężczyznę, którego nigdy nie widziało się na oczy ani nie słyszało jego głosu? Absurd. Po drugie, Fabisińka opisuje miłość spokojną, ustabilizowaną, zwyczajną, prawdziwą miłość jaka jest między Agatą i Marcinem, miłość mądrą jednak czasami może trudną. Natomiast po trzecie - miłość rodzicielską, jak dla mnie najpiękniejszą, w najczystszej postaci, a także taką bez więzów krwi, bardzo skomplikowaną. 
      W swojej powieści Fabisińska porusza bardzo ważny, trudny i życiowy temat, o którym wszyscy myślimy, że nas nie dotyczy. Jest to temat HIV. W Polsce nawet 50% osób zakażonych wirusem HIV nie ma o tym pojęcia. Dla porównania, w innych krajach europejskich jest to mniej niż 30%. Autorka stara się nam pokazać, żeby wirus ten może dotyczyć nas wszystkich, nie tylko homoseksualistów i narkomanów, a także to, że w dzisiejszych czasach z tym wirusem można normalnie żyć, oczywiście biorąc odpowiednie leki. Należy pamiętać, że test nie jest wyrokiem. To nieświadomość jest wyrokiem - jak pisze sama autorka. Dzięki tej książce naprawdę dużo dowiedziałam o tym problemie. Wcześniej myślałam, że ten temat jest bardzo odległy ode mnie...
       

      "Córeczka" to powieść nieszablonowa, odbiegająca od schematów, bardzo intrygująca i niebanalna. Książka wciąga już od pierwszych stron, trudno jest się od niej oderwać, a jeśli już tego dokonamy to chcemy do niej jak najszybciej wrócić. Książka zdecydowanie skłania do przemyśleń i refleksji, o takiej książce się nie zapomina. 
       Książka została napisana bardzo prostym, lekkim i przyjemnym językiem. Strasznie szybko się ją czyta, jednym tchem. Jest to powieść pełna emocji, w której autorka perfekcyjnie połączyła trudny temat i przesłanie, ze swoim lekkim, przyjemnym piórem. 
      "Córeczka" to gwarancja bardzo dobrze skonstruowanej powieści, z niebanalną fabułą, dobrymi dialogami i dobrze wykreowanymi bohaterami. Krótko mówiąc, książka zawiera wszystko, czego wymagam od dobrej książki.
      Podsumowując, "Córeczka" to rewelacyjna, nieszablonowa powieść, pokazująca współczesny problem z HIV. To także powieść o miłości, sile jaką może znaleźć w sobie kobieta, kiedy chce ratować najbliższych oraz o przeszłości, która z dnia na dzień staje się teraźniejszością. Z całego serca polecam! 


Z racji tego, że za chwilę Wielkanoc pragnę Wam życzyć zdrowych i wesołych świąt, niekoniecznie zaczytanych, spędźcie je rodzinnie, bo rodzina jest najważniejsza! Wszystkiego dobrego :)



sobota, 5 marca 2016

"Dziunia" Anny Marii Nowakowskiej

"(…) w sercu rosną chwasty razem z pięknymi kwiatami. Piękne kwiaty są delikatne i wymagają ciągłej troski i starania. Chwasty – kiedy już je zły wiatr zasieje – nie dają się wyplenić."

      "Dziunia" to pierwsza książka Anny M. Nowakowskiej po jaką sięgnęłam. I nadal, po tygodniu od przeczytania, mam mieszane uczucia. Nie mogę się zdecydować czy mi się podobała czy nie. Jedno wiem na pewno: nie podoba mi się styl pisania pisarki, przez co raczej nie sięgnę po kolejną książkę tej autorki. 


"Dziunia" to książka nieszablonowa, pozbawiona schematów. Powieść opisuje życie pewnej dziewczynki, od samych urodzin do wieku piętnastoletniego. Dziewczynka ta, to tytułowa Dziunia.  Została ona poczęta w wyniku mezaliansu - ojciec pochodzący z bogatej rodziny, natomiast matka z niższych sfer. Urodziła się w szkolnej ubikacji, była dzieckiem niechcianym, co słyszała przez całe swoje życie. Była ewidentną wpadką. Rodzina ojca Dziuni nie miała zamiaru opiekować się "bękartem" w związku z czym nasza bohaterka wczesne dzieciństwo spędziła z mamą u dziadków. Najbezpieczniej czuła się pod stołem. Po pewnym czasie pojawiła się szansa na normalną rodzinę i normalny dom. Matka Dziuni pogodziła się z jej ojcem i razem zamieszkali na wsi. Jednak do normalności dużo brakowało - Dziunia z brak z miejsca spała w szafie a ojciec zaczął pić i bić dziewczynkę gumową sondą do badania krów. Jedną normalną "rzeczą" było pojawienie się nowego członka rodziny - Lubusia.


      Dzieciństwo Dziuni jest przez autorkę bardzo szczegółowo opisane. Jesteśmy świadkami jak dziewczyna dorasta, jak się zmienia, poznaje nowych ludzi i jak bardzo różni się od rówieśników. Nikt jej nie lubi, jest wyśmiewana i wiecznie kompromitowana. Ponadto nie szanuję jej rodzina, w której Dziunia jest wyzywana od najgorszych i uważana za intruza. Jedynymi, którzy ją kochali byli dziadkowie ze strony matki i tylko na nich mogła liczyć. Dziewczyna próbuje znaleźć swoje miejsce na świecie, jednak jej to nie wychodzi. Dopiero po jakimś czasie poznaje Bunię i to z nią się zaprzyjaźnia. Co więcej, zakochuje się w niej najprzystojniejszy chłopak we wsi i... historia się powtarza. 
      Autorka porusza bardzo ważny temat jakim jest patologia w rodzinach, bo inaczej tego nazwać nie można. Dziecko  jest zaniedbywane i poniżane, w dodatku nikt z dorosłych nie ma w tej powieści zielonego pojęcia o wychowaniu dzieci. Można powiedzieć, że to historia o ludzkiej głupocie. 
      "Dziunia" to książka, która bardzo wstrząsa czytelnikiem, a przynajmniej wstrząsała mną. Będąc świadkiem niektórych głupich zachowań ludzi, świadkiem tego, co potrafią powiedzieć do bezbronnej dziewczynki - miałam ochotę przeklinać okrucieństwo tego świata, bezmyślność i głupotę ludzi. Brak mi słów na to, jak rodzice mogę nie czuć żadnej więzi ze swoim dzieckiem, nie rozumieć jego potrzeb i być wobec niego tak okrutnym. Książka jest aż do bólu prawdziwa. Bo przecież takie historie chodzą po ludziach, a zazwyczaj nie mówi się o nich i zamiata pod dywan. 
      Książka jest napisana bardzo specyficznym językiem. Wydaje mi się, że albo się go polubi, albo nie - w moim przypadku to drugie. Pomimo tego że historia bardzo ciekawa, przez ten dziwny język autorki książki nie czytałam książki z przyjemnością a wręcz męczyłam się nad nią. Również nie wciągnęła mnie tak, jak wciągają dobre książki, więc nie miałam problemu z odłożeniem książki i poczytaniem później.

      Podsumowując, "Dziunia" to powieść wstrząsająca, straszna, okropnie smutna i zarazem wesoła. To historia o nietolerancji i braku akceptacji, o dziewczynce, która mając dopiero 15 lat, przeszła już przez piekło niezrozumienia, odrzucenia i niekochania. To bardzo dobra powieść, ale ze względu na specyficzny styl pisania autorki, nie każdemu może się spodobać. 





Wydawnictwo: W.A.B.
Kategoria: Literatura współczesna
Ilość stron: 384
Moja ocena: 7/10

 
 Tradycyjnie zaprasza do polubienia mnie na Facebooku :)

https://www.facebook.com/Z-ksi%C4%85%C5%BCk%C4%85-w-r%C4%99ku-943355962445423/
 

wtorek, 2 lutego 2016

"Dar morza" Diane Chamberlain

" (...) umiejętność wybaczania jest najcenniejszą cechą, jaką człowiek może się odznaczać"


  Każdy z nas ma jakieś tajemnice. Takie, które są błahe, nic nie znaczące, ale też takie, których wyjawienie może kogoś zranić. "Dar morza" to powieść pełna tajemnic, jeden sekret pociąga za sobą kolejny. Jaka tajemnica jest pierwszoplanowa? Oczywiście tajemnica "pochodzenia" daru morza. 

Co znajdujemy na plaży? Muszle, szkiełka, bursztyny... Jednak jedenastoletnia Daria znalazła coś bardziej wartościowego i niezwykłego, a mianowicie dziecko. Niestety nie udaje się odkryć jego tożsamości, dlatego dziewczynkę zaadoptowała rodzina Cato. Daria została uznana za bohaterkę a dziewczynka za dar morza.
Przenosimy się dwadzieścia lat do przodu. Poznajemy Darię jako młodą, silną i niezależną kobietę, opiekująca się znalezioną siostrą Shelly. Próbuje ją chronić przed złem całego świata, z tego też powoduje rezygnuje z życia prywatnego, nie pozwala jej na samodzielne decyzje. Boi się, że ktoś wykorzysta naiwność i łatwowierność jej siostry.
Shelly, pomimo tego że jest szczęśliwa u boku Darii i wiecznie uśmiechnięta, zastanawia się, kim jest jej matka. Decyduje się napisać do znajomego Darii z czasów dzieciństwa, obecnie znanego z programu "Prawdziwe historie" - Rory'ego Taylora. Ten zgadza się, i zaczyna dogłębne poszukiwania, z którego nie są zadowoleni mieszkańcy Kill Devil Hills, w tym także rodzina Shelly. Czyżby mieli coś do ukrycia? W okolicy pojawia się także tajemnicza Grece, która bardzo zbliża się do Rory'ego. Co ma wspólnego z całą historią? Może ona wie kto jest matką Shelly? 
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Diane Chamberlain (i z pewnością nie ostatnie) i jakże udane. Powieść porusza bardzo ważne, życiowe kwestie, a także kontrowersyjne w naszych czasach tematy (niestety nie mogę powiedzieć o tym więcej). Od samego początku dostajemy od autorki ogromną garść emocji i refleksji, następnie intrygi i tajemnicy. 
Od książki bardzo ciężko się oderwać, szczególnie na końcu, gdy emocje sięgają zenitu. Powieść jest napisana w sposób bardzo realistyczny i intrygujący, a bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, każdy z nich jest inny i łatwo możemy poznać jego cechy charakteru.
Diane Chamberlain w swojej powieści mistrzowsko dozuje napięcie. Ze strony na stronę dostarcza nam nowych informacji, abyśmy sami poznali zakończenie, a gdy już jesteśmy pewni, że wszystko wiemy czeka nas niespodzianka. 
Książka z pewnością skłania do refleksji i zastanowienia. Można tutaj dyskutować o pojawiającej się ze strony Darii nadopiekuńczości w stosunku do jej siostry. Czy oby to jest potrzebne? Czy Shelly naprawdę nie jest w stanie racjonalnie podejmować decyzji i oceniać sytuacji? Jednak z drugiej strony zachowanie Darii jest godne podziwu. Wydaje mi się, że niewiele osób zrezygnowałoby ze swojego życia, ze swoich potrzeb i marzeń, aby zaopiekować się chorą siostrą. 
Podsumowując - "Dar morza" to wspaniała powieść, pełna tajemnic i intryg, napisana bardzo prostych, "famililijnym" językiem, dzięki któremu nie zauważamy zmieniającej się ilości stron. To książka o szukaniu prawdy, odpowiedzi na trudne pytania, które mogą zranić, a także o wybaczaniu i zrozumieniu drugiego człowieka.  Zdecydowanie polecam i daję 10 za wspaniałe zakończenie i umiejętność zaskoczenia.


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 448
Kategoria: Literatura współczesna
Moja ocena: 10/10

sobota, 2 stycznia 2016

"Śnieżynki" Liliany Fabisińskiej



„Dziec­ko jest chodzącym cu­dem, je­dynym, wyjątko­wym i niezastąpionym.”
                                                                                                                      Phil Bosmans

Źródło okładki: empik.com
Z twórczością Pani Liliany Fabisińskiej spotkałam się po raz pierwszy, z polecenie przyjaciółki. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać, tzn. nie! Wiedziałam jedno: ta książka będzie miała dużo wspólnego z zimą. Z tegoż powodu specjalnie zostawiłam ją sobie na okres zimowy, żeby „wczuć się w klimat”. Jakież było moje zdziwienie, gdy doszłam do wniosku, że w „Śnieżynkach” jest tyle śniegu, ile u mnie za oknem, czyli 0. Jednak wcale mi to nie przeszkadza.

Przechodząc do sedna, książka opowiada historię dwóch par, które różnią się od siebie jak dzień i noc, jak ogień i woda. Łączy ich jedynie cel – chęć posiadania dziecka. Dagmara i Igor – nowoczesna para, żyjąca w biegu, dla których życie to jedna wielka przygoda. Ona – trzydziestotrzyletnia kontrafagocistka, dla której praca jest priorytetem. On – biznesmen, zajmujący się przejmowaniem upadających firm. Zakochany w żonie, jednak posiadanie dziecka nie jest jego największym marzeniem. Dagmara i Igor traktują poczęcie dziecka jako zadanie – chcą „wstrzelić się” z jego urodzeniem. Bo czemu nie, skoro Daga może wtedy zrobić sobie wolne w pracy i na wszelki wypadek zarezerwować nianię? Nie mają czasu na żadne choroby, na nieudane próby poczęcia dziecka. Jednak nie zawsze dostajemy to, czego byśmy chcieli.

Kolejna para, którą przedstawia nam Pani Fabisińska to Monika i Mateusz – głęboko wierzące małżeństwo, od wielu lat bezskutecznie starające się o dziecko. Mateusz, to poukładany dyrektor szkoły podstawowej, niegdyś nękany w szkole jako dziecko przez Igora, brat księdza, posiadający wujka biskupa nominowanego na kardynała. Monika – pracuje w urzędzie gminy, od dziecka marzy o dużej, szczęśliwej rodzinie, jednak test ciążowy cały czas pokazuje jedną kreskę. Małżeństwo po wielu latach decyduje się na leczenie w klinice, wbrew przekonaniu Mateusza.

Losy par krzyżują się pewnego  pijackiego dla mężczyzn wieczoru. Pary zaprzyjaźniają się, a wspólny cel, wspólne problemy tylko ich do siebie zbliżają. Jednak obietnica złożona podczas imprezy wystawia na próbę ich przyjaźń, co pociąga za sobą ogromną lawinę zdarzeń i emocji.

Pani Fabisińska porusza w swojej książkę dość kontrowersyjny temat, życiowy, poważny i strasznie trudny, a mianowicie temat in vitro. Można traktować ją jako swojego rodzaju przewodnik przy leczeniu bezpłodności. Jednak, na całe szczęście, nie spotkamy się tutaj z medycznym, niezrozumiałym żargonem. Książka jest napisana prostym językiem, dzięki czemu szybko się ją czyta.

Autorka w swojej książce serwuje czytelnikowi ogromną dawkę emocji. Dzięki wspaniałym umiejętnościom pani Fabisińskiej dowiadujemy się co przeżywają pary decydujące się na in vitro, zarówno te, dla których od samego początku ten sposób „leczenia” jest jakimś rozwiązaniem, i te, a może nawet w szczególności te, które głęboką wierzą w Boga, dla których in vitro to „wyrafinowana aborcja”. Do jakiego stopnia wierzące małżeństwa mogą się posunąć, aby spełnić swoje pragnienie o posiadaniu wymarzonego dziecka?  W którym dla nich momencie dziecko staje się ważniejsze od Boga?  Na plus zasługuje również fakt, że autorka nie ocenia zachowania bohaterów, pozostawia to czytelnikom.

Jestem również zachwycona sposobem, jakiego używa Pani Fabisińska ażeby pokazać różnice miedzy bohaterami. Nie jest to suchy fakt typu: „Ona jest szarą myszką, a ona pewną siebie kobietą”. Zdecydowanie nie. Sami to wnioskujemy, po tym, gdy autorka przytacza nam myśli bohaterów, różne poglądy na ten sam temat, sposób bycia.

Książka bardzo wciąga. Nie mogłam się od niej uwolnić. Byłam rozdarta – z jednej strony jak najszybciej chciałam znać zakończenie, a z drugiej nie chciałam, żeby się skończyła. Zdecydowanie zmusza do refleksji i przemyśleń, wstrząsa i porusza. Dzięki tej książce można również poznać swoje zdanie na temat in vitro, oczywiście jeśli się go nie posiada.

Książka ma otwarte zakończenie, jednak autorka ma w planach kontynuację tej historii, która będzie – jak mówi sama Fabisińska – jeszcze bardziej skomplikowana.

Podsumowując – „Śnieżynki” to doskonała pozycja. Nie można obojętnie przejść koło takiej książki, po przeczytaniu nie można o niej nie myśleć, zapomnieć. Aż chce się powiedzieć całemu światu jaką wspaniałą książkę przeczytaliśmy. Zdecydowanie zasługuje na dłuższą uwagę. I muszę się przyznać, że w pewnym sensie zazdroszczę osobom, które mają „Śnieżynki” jeszcze przed sobą. Zdecydowanie polecam zacząć rok od tak wspaniałej lektury. 



Wydawnictwo: Filia

Liczba stron: 375

Kategoria: literatura piękna

Moja ocena: 10/10