wtorek, 23 maja 2017

„Milcząca siostra” Diane Chamberlain


Diane Chamberlain to autorka, która w swoich książkach, za każdym razem porusza bardzo trudne, kontrowersyjne tematy, związane z życiem rodzinnym. Nie inaczej jest tym razem.  „Milcząca siostra” to wielowymiarowa opowieść o siostrach i mrocznych tajemnicach. 

Riley MacPherson jest młodą panią psycholog, której dawno temu zmarła matka, a niedawno ojciec. Przyjeżdża do rodzinnego domu, aby uporządkować sprawy spadkowe. Riley przez całe życie sądziła, że jej strarsza siostra Lisa mając siedemnaście lat, popełniła samobójstwo z powodu ciężkiej depresji. Teraz, ponad dwadzieścia lat później, kobieta odnajduje dowody, że to nieprawda. Lisa żyje, ale przybrała nową tożsamość. Pozostaje jednak pytanie - dlaczego przed laty postanowiła uciec z domu i jakiś tajemnic strzeże do dziś? Riley poszukując prawdy musi zdecydować, co przeszłość oznacza dla jej obecnego życia... 


Po raz kolejny Diane Chamberlain oczarowała mnie swoją książką. Historia, którą przedstawia jest naprawdę ciekawa, intrygująca i dająca do myślenia. Czytając powieści tej autorki, za każdym razem zadaję sobie pytanie Co ja bym zrobiła na miejscu. I muszę się przyznać, że nigdy nie znam odpowiedzi na to pytanie. Autorka w swoich książkach stawia bohaterów w tak trudnych sytuacjach, że podjęcie jakiejkolwiek decyzji wymaga od bohatera sporego zastanowienia. 

W książce możemy wyróżnić dwie płaszczyzny. Pierwsza to życie Riley i jej zmagania z poznaniem prawdy o siostrze. Druga to nowe życie Lisy oraz jej przeszłość. W pewnym momencie książki te dwie płaszczyzny się spotykają i życie bohaterów zostaje wywrócone do góry nogami. 

Jak każda książka Diane Chamberlain również i ta jest napisana lekkim i przyjemnym językiem. Po prostu uwielbiam pióro tej autorki. Jej książki czyta się bardzo szybko. Fabuła jest tak wciągająca, że nawet nie zauważam ilości przeczytanym stron. 

Podsumowując, „Milcząca siostra” to bardzo dobra powieść o tajemnicach, kłamstwach i dążeniu do prawdy. To intrygująca książka, napisana lekkim i przyjemnym językiem. Polecam! 


Recenzja została napisana w ramach współpracy z portalem:





Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie: 



sobota, 20 maja 2017

„Projekt mąż” Aleksandry Krupy

Główną bohaterką książki jej Kika, której odwiecznym marzeniem jest w końcu zrozumieć mężczyzn. Aby to zrobić, zakłada konto na tajemniczym portalu randkowym o nazwie SeeMee. Portal ten jest pełen różnego typu mężczyzn, których kobieta poznaje bliżej. „Projekt mąż” to niezwykle barwy świat Kiki. Na kartkach powieści poznajemy wielu bohaterów. Książka jest pełna kłamstw, i rozczarowań. Przedstawia ludzkie problemy, z którymi każdy z nas musi stawić czoło.  

Muszę przyznać, że napisanie tej recenzji było dla mnie nie lada wyznawaniem. Jest to dość specyficzna książka. Wszystko w tej powieści dzieje się bardzo szybko, każdy rozdział to spotkanie z innym mężczyzną. Kika bez ogródek i zbędnych słów opisuje swoje randki i przemyślenia. Nawet końcowe wydarzenie, które dość mnie zaskoczyło, zostało opisane "po łebkach", zbyt szybko, bez emocji, bez owijania w bawełnę. Warto również wspomnieć, że autorka posługuje się wulgarnym językiem, co niektórym osobom może się nie spodobać. 

Na plus zasługuje fakt, iż autorka w swojej książce poruszyła dość ciężki i ważny temat, a mianowicie temat przemocy fizycznej i psychicznej. Jeden z mężczyzn, z którym Kika planowała swoją przyszłość, okazał się katem, oprawcą i zwyrodnialcem. Strzałem w dziesiątkę jest także pierwszoosobowa narracja, z punktu widzenia głównej bohaterki. Muszę jednak przyznać, że zachowanie Kiki mnie trochę irytowało. Była naiwna i łatwowierna. Pomimo kilku nieudanych prób wierzyła, że to właśnie na portalu randkowym znajdzie miłość swojego życia. Ale z drugiej strony Kika wzbudza współczucie. Każdy chce kochać i być kochanym...



Podsumowując, „Projekt mąż” to książka, którą muszę zaliczyć do tych średnich. Niczym mnie nie zaskoczyła, nie zmieniła mojego życia. Nawet nie czytałam jej z jakimś entuzjazmem czy przyjemnością. To zwykła książka, o której szybko zapomnę. Polecam ją osobom niewymagającym lub takim, które chcą odpocząć po cięższych lekturach. 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:

http://novaeres.pl/



sobota, 13 maja 2017

„Nic do stracenia. Początek” Kirsty Moseley


Kirsty Moseley to autorka książki, o której dość niedawno było bardzo głośno. Mam tutaj na myśli bestsellerową książkę pt. „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno”. Ja niestety tej pozycji nie czytałam, ale dość niedawno w moje ręce trafiła najnowsza książka tej autorki - „Nic do stracenia. Początek”. 

Główną bohaterką książki jest Anna Spencer. Poznajemy ją w dniu jej szesnastych urodzin, kiedy to przychodzi do klubu na imprezę ze swoim chłopakiem. Niestety są to najgorsze urodziny w jej życiu. Podczas świętowania zaczyna zaczepiać ją Carter Thomas - handlarz broni i narkotyków. Życie dziewczyny zamienia się w piekło. Zeznania dziewczyny pomagają jednak w skazaniu Cartera, ale ten nadal wysyła jej listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, jest w stanie zrobić wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo swojej córce, zwłaszcza, że ta wybiera się na studia, z dala od domu. Ochroną Anny zajmuje się przystojny komandos - Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać jakichkolwiek, nawet najmniejszych podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. W swojej pracy odznacza się cierpliwością i troską. Pomaga swojej „klientce” pokonać koszmary i zapomnieć o przeszłości. Anna z czasem zaczyna czuć się bezpiecznie i w końcu zaczyna prawdziwie żyć, a nie tylko egzystować. Jednak udawanie zakochanych powoli przestaje być grą... 


Muszę przyznać, że książka już od pierwszego rozdziału przypadła mi do gustu. Autorka od razu rzuca nas na głęboką wodę i przedstawia makabryczne wydarzenia z urodzin Anny. Sprawia to, że od książki, już od samego początku, trudno się oderwać. Fabuła powieści jest dość ciekawa i intrygująca. Kirsty Moseley w niezwykły sposób przekazuje nam wszystkie emocje, jakie towarzyszą bohaterom. Cierpimy, rozpaczamy oraz cieszymy się razem z nimi. Po prostu czujemy to, co oni czują w danej sytuacji. Ale muszę przyznać, że książka jest pełna cierpienia. Sprawia to, że to właśnie te smutne emocje towarzyszą nam przez większość książki.

Bardzo podobała mi się kreacja bohaterów, a raczej to, jaki mają wpływ na siebie. Anna, zanim poznała Ashtona, była dziewczyną bez życia. Wszystkiego i każdego się bała. Każde, choćby najmniejsze zbliżenie innej osoby sprawiało, że dziewczyna trzęsła się ze strachu. Nie mówiąc już o koszmarach, które dręczyły ją każdej nocy. Wraz z lekturą książki bohaterka przechodzi przemianę, wychodzi z traumy a my jesteśmy tego świadkami, obserwujemy każdy etap jej zmian psychologicznych. 

Jednak, pomimo tak znaczących zalet, moim zdaniem książka ma też swoje wady. Po pierwsze, jak już wspomniałam, powieść od samego wciąga a akcja jest bardzo dynamiczna. Niestety, tak jest tylko na początku. Z biegiem stron akcja jest coraz bardziej powolna. W momencie, po około 3/4 lektury, zazwyczaj w każdej książce następuje jakich zwrot akcji a emocje sięgają zenitu. W tej powieści tak nie było... Lektura niczym mnie nie zaskoczyła, nie trzymała w napięciu w swojej końcowej fazie. Zakończenie również jest dość oczywiste. Drugą wadą jest fakt, iż w „Nic do stracenie” każdy facet (oprócz Cartera) był opisany jako ideał. Nieziemsko przystojny, z posturą i urodą światowej klasy modela. Moim zdaniem odebrało to książce trochę autentyzmu, bo nie ukrywajmy się, po naszej planecie nie chodzą tylko tacy idealni mężczyźni. 

Pomimo kilku wad oceniam książkę dość pozytywnie. Uważam, że warto ją przeczytać przede wszystkim ze względu na emocje, jakie towarzyszą podczas lektury oraz psychologiczną kreację głównej bohaterki. 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu: 
http://www.harpercollins.pl/


poniedziałek, 8 maja 2017

„Kobiety wzdychają częściej” Agaty Przybyłek


„Kobiety wzdychają częściej” to druga część książki o szalonej i zakręconej Zuzannie, którą mieliśmy zaszczyt poznać w książce „Takie rzeczy tylko z mężem”.  Czy Agata Przybyłek utrzymała poziom poprzedniej części, która, szczerze mówiąc, bardzo przypadła mi do gustu? 

Książka „Takie rzeczy tylko z mężem” kończy się wypadkiem Zuzanny, która zostaje potrącona przez sklepową. W jej kontynuacji poznajemy losy głównej bohaterki już po wypadku, z którego uratował ją były narzeczony Teodor. Kobieta powoli dochodzi do siebie, jest otaczana miłością i troską męża oraz najbliższych. Żyję więc pod jednym dachem z mężem, byłym narzeczonym oraz obłędnie przystojnym wuefistą. Gdyby tego było mało do Jaszczurek przyjeżdża ekipa telewizja, która chce nakręcić film właśnie o wypadku, w którym Zuzanna była ofiarą. Kobieta więc niespodziewanie staje się gwiazdą i mówiąc szczerze zgadza się na to tylko ze względu na namowy rodziny. Co z tego wyniknie? Koniecznie przeczytajcie książkę! 


Agata Przybyłek po raz kolejny nie zwalnia tempa i serwuje nam niezwykle zabawną, ciepłą i zakręconą książkę, którą czyta się z przyjemnością. Książka nie tylko bawi, sprawia, że można śmiać się do łez, ale także niezwykle odpręża. Przy tej powieści można zapomnieć o wszelkich problemach i troskach z jakimi się borykamy. „Kobiety wzdychają częściej” to nie tylko lekka i przyjemna książka, ale także książka, która daje wiele do myślenia. W dzisiejszych czasach ludzie traktują związek przedmiotowo. Jeśli coś się psuje od razu chcemy wymienić na lepszy, mniej wadliwy model - czy to komputer czy telewizor. Tak samo są traktowane związki. Jeśli pojawia się jakieś nieporozumienie ludzie chcą się pozbyć kłopotu, nie chcą tracić czasu na bezsensowne kłótnie i po prostu się rozstają. Agata Przybyłek w swojej książce chce nam dać do zrozumienia, że związek to nie jest zakupiony przez nas przedmiot. I jeśli coś się w nim psuje, należy o niego walczyć i próbować naprawić, a nie wymienić na nowy. 

Jeśli chodzi o bohaterów to najbardziej urzekła mnie postać matki Zuzanny. Cóż to jest za kobieta! Umiera kilka razy dziennie, jest straszną hipochondryczką. Oczywiście czytając o takiej osobie, jej zachowanie wydaje nam się zabawne. Jednak nie możemy zapominać o tym, że takie osoby żyją wśród nas i przebywanie w  ich towarzystwie nie jest już zabawne... 

Agata Przybyłek, jak na studentkę psychologii przystało, zamieściła w swojej najnowszej książce aspekt psychologiczny. Na blogu autorki możemy przeczytać (http://agataprzybylek.blogspot.com/), że powieść „Kobiety wzdychają częściej” została napisana w oparciu o bardzo popularną koncepcję w psychologii, według której na miłość składają się trzy czynniki: intymność, namiętność i zaangażowanie. Idealny związek to ten, który posiada wszystkie czynniki. Agata Przybyłek każdy z tych komponentów ulokowała w innej osobie, a zadaniem Zuzanny jest wybrać, co jest dla niej najważniejsze. Więcej o tej koncepcji oraz o kulisach powstawania książki możecie przeczytać na blogu autorki.  

Podsumowując, „Kobiety wzdychają częściej” to niezwykle barwna i zwariowana opowieść o tym, że bycie kurą domową nie musi polegać wyłącznie na gotowaniu obiadów i sprzątaniu. Serdecznie Wam tę książkę polecam i nie mogę doczekać się kolejnej części! 



                                   Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję autorce! 

Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie:




niedziela, 30 kwietnia 2017

„Niebezpieczne podobieństwo” Magdaleny Nachtman - Dzikowskiej

Podobno każdy z nas ma gdzieś swojego sobowtóra. Przekonała się również o tym główna bohaterka książki „Niebezpieczne podobieństwo” Magdaleny Nachtman - Dzikowskiej. Książka ta, ukazała 15 marca br. nakładem wydawnictwa Novae Res. 

Główna bohaterka - Paulina, to młoda polska pisarka, która przyjechała do USA, aby porozmawiać z wydawcą. Zamierzała połączyć pracę z urlopem, lecz już na samym początku jej wyjazd nie zapowiada się być udanym. Na lotnisku, w dość brutalny sposób zostaje zatrzymana przez ochronę. Na miejsce przybywa agent FBI, który najpierw prowadzi przesłuchanie, a następnie zwalnia dziewczynę tłumacząc tylko, iż ta została wzięta za kogoś innego. Polka miała mieszane odczucia co do zaistniałeś sytuacji. Z jednej strony była zirytowana zachowaniem agenta FBI, jednak z drugiej - dawała o sobie znać ciekawość, kim jest i co zrobiła dziewczyna, z którą została pomylona. Paulina ma szanse się o tym przekonać na własnej skórze. FBI zamierza użyć jej jako przynęty! 

~*~

Muszę na wstępie przyznać, iż książka jest bardzo intrygująca! Ciekawa fabuła sprawiła, że pozycja wciągnęła mnie już na samym początku. Wszystkim znajomym mówiłam, jaką fajną książkę zaczęłam czytać. Niestety, książka tylko na początku była tak wyjątkowa... Im bliżej końca, tym wydawała mi się być bardziej tandetną i mało oryginalną. Uważam też, że książka jest trochę mało autentyczna. Po pierwsze chodzi mi o hakerstwo. Nie znam się na tym, ale uważam, że nawet najlepsi hakerzy nie są w stanie usunąć w sekundę smsa na innym telefonie. Fabuła książki dzieje się w USA, więc może tam mają lepsze metody. Po drugie, pewien bohater kreował się na innych bohaterów. Zakładał maskę i perukę, i nikt nigdy nie zauważył, że to po prostu przebieraniec. Nie uważacie, że to trochę naciągane? 

Ponadto uważam, że powieść nie jest do końca dopracowana. Brakowała mi w niej więcej emocji, obszerniejszej kreacji bohaterów. Autorka oszczędziła nam wielu informacji na ich temat, co spowodowało, że  trudno się z nimi zżyć. 

Pomimo kilku wad uważam, że książka jest naprawdę warta uwagi. Nie znajdziecie w niej dynamicznej akcji, jak w najlepszych książkach sensacyjnych, ani nieoczekiwanych zwrotów akcji. Mogę natomiast zagwarantować, że książka ta z pewnością umili Wam kilka wieczorów. 

Podsumowując, „Niebezpieczne podobieństwo” to książka, która zapowiadała się na książkę wspaniałą, jednak po skończeniu mogę określić ją jako bardzo dobrą. Nie jest to książka idealna. Jak napisałam - wymaga większego dopracowania. Aczkolwiek jestem w stanie ją Wam polecić, ponieważ sama się podczas lektury dobrze bawiłam. 



Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:

http://novaeres.pl/

wtorek, 25 kwietnia 2017

„Pochłaniacz” Katarzyny Bondy

Ostatnimi czasy bardzo często rezygnuję z powieści obyczajowych na rzecz kryminałów. Na początku byłam zafascynowana twórczością Tess Gerritsen. Teraz namiętnie zaczytuje się w książkach Remigiusza Mroza i Katarzyny Puzyńskiej. Przyszła więc kolej na twórczość Katarzyny Bondy, która jest uważana za królową polskiego kryminału. 

„Pochłaniacz” jest książką rozpoczynającą cykl Cztery żywioły Saszy Załuskiej. Początkowo akcja książki dzieje się zimą w 1993 roku, kiedy to jednego dnia, w niejasnych okolicznościach ginie nastoletnie rodzeństwo. Oba zgony są zakwalifikowane przez policję jako tragiczne, niezależne od siebie zagadki. Następnie akcja kryminału toczy się w okresie Wielkanocnym w 2013 roku. To właśnie wtedy poznajemy Saszę Załuską - profilerkę, która po siedmiu latach pracy w Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield, wraz z córeczką wraca do Polski. Do kobiety zwraca się Paweł „Buli” Bławicki - właściciel klubu muzycznego w Sopocie. Mężczyzna podejrzewa swojego wspólnika - znanego piosenkarza - że ten chce go zabić. Zadaniem Załuskiej jest dostarczyć mu na to dowody. Początkowo profilerka niechętnie angażuje się w sprawę. Jednak gdy dochodzi do strzelaniny, Sasza zmuszona jest, aby podjąć wyzwanie. Z biegiem czasu okazuje się, że zabójstwo ma związek z tragedią z 1993 roku, a zamordowany wiedział, kto jest winien śmierci rodzeństwa. Jednym z kluczy do rozwiązania zagadki może okazać się tekst piosenki napisanej przed laty. 


Muszę przyznać, że „Pochłaniacz” nie jest typowym kryminałem. W powieści mamy do czynienia z wieloma wątkami obyczajowymi, które, mówiąc szczerze, wychodzą przed wątek kryminalny. Jest to więc połączenie powieści obyczajowej z powieścią kryminalną. Czy to dobre posunięcie? Mówiąc szczerze - nie wiem. Sądzę, że czasami autorka za bardzo skupiała się na życiu bohaterów, przez co akcja w książce nie była zbyt dynamiczna. Bonda bardzo dokładnie przedstawiała nam przeszłość dosłownie każdego bohatera. Nawet sprzątaczka, która pojawia się w powieści tylko raz, przez kilka stron, ma swoją historię. 

Choć sama fabuła bardzo mi się podoba, zagadka kryminalna była intrygujące a zakończenie zaskakujące, książka nie spełniła moich oczekiwań. Po pierwsze z racji tej powolnej akcji, przez co czasami lektura mnie nudziła i po prostu musiałam od tej książki odpocząć. Po drugie, Bonda zasypuje nas ogromną ilością bohaterów. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że każdy z nich ma swoją ksywkę. Musimy więc nie tylko zapamiętać wielu bohaterów, ich imiona i nazwiska, ale także pseudonimy. Muszę przyznać, że czasami się gubiłam i nie wiedziałam kto jest kim. 

Książka pomimo wielu wad, okazała się być książką oryginalną ze względu na to, że Bonda wprowadziła postać profilerki kryminalnej. W Polsce nie mówi się jeszcze zbyt wiele o takim zawodzie, a tym bardziej pisze. Nie czytałam więc jeszcze książki, w której to właśnie profilerka rozwiązywałaby zagadkę kryminalną. Na plus zasługuje również wątek osmologii. Dzięki autorce dowiedziałam się, że można przechowywać zapach ludzi (potencjalnego mordercy), który znajduje się na jakiś rzeczach (w „Pochłaniaczu” była to rękawiczka) i na ich podstawie, z pomocą specjalnie wyszkolonych psów, można ustalić zgodność zapachową z materiałem dowodowym, a materiałem porównawczym pobranym od osób. To właśnie dzięki autorce możemy się dowiedzieć, jak wygląda procedura przechowywania i rozpoznawania zapachu. 

Podsumowując, „Pochłaniacz” to dobra książka, jednak nie dla wszystkich. Jeśli oczekujecie trzymającej w napięciu zagadki kryminalnej i akcji, która pędzi jak oszalała, niestety w tej książce tego nie znajdziecie. Kolejna część to „Okularnik” jednak nie wiem, czy zdecyduje się kontynuować przygodę  z twórczością tej autorki...