Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 października 2016

"Cześć, co słychać?" Magdaleny Witkiewicz

Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje. Ale czy to prawda? Czy zawsze tęsknimy za swoją pierwszą miłością pomimo tego, że teraźniejsza jest całkiem fajna? Drogie Panie, ile razy chciałyście napisać do swojej pierwszej miłości zwykłe "Cześć, co słychać?" Magdalena Witkiewicz w swojej najnowszej powieści pokazuje, jakie konsekwencje niosą ze sobą tak zwykłe, na pozór błahe słowa.

Zuzanna to kobieta przed czterdziestką, szczęśliwa żona i matka dwóch dziewczynek. Wiedzie sobie spokojne życie u boku najbliższych, jednak czegoś jej brakuje. Czego? Motyli w brzuchu... Ekscytacji... Fajerwerków... Uczucia, które towarzyszy na początku związku. Krótko mówiąc - rutyna wkradła się do jej życia. Spotkanie z przyjaciółkami z klasy maturalnej sprawia, że Zuzanna zaczyna myśleć o swoim pierwszym chłopaku Pawle, który był jej wielką miłością. Wspomina go w sposób wyidealizowany, bez jakichkolwiek wad. Jeden kieliszek wina za dużo sprawia, że Zuzanna pisze do Pawła niewinne "Cześć, co słychać?", później dochodzi do kilku spotkać, a kobieta nawet nie zauważyła, kiedy nad tym wszystkim straciła kontrolę... 


"Cześć, co słychać?" to książka, którą napisało samo życie. To powieść niewątpliwie przeznaczona dla kobiet około czterdziestki, bo to właśnie te kobiety zrozumieją książkę najlepiej. Ustabilizowane życie, mąż, dzieci, praca... zwyczajna rutyna. A kobiety chcą czegoś więcej... Fajerwerków, wrażeń i motyli w brzuchu. Coś nowego (a raczej stare, które znowu się pojawia), staje się pokusą. Autorka przestrzega nas, że każda kobieta może stać się taką Zuzanną, która zatęskni za swoją pierwszą miłością. Jednak czy ta książka spodoba się młodszym kobietom? Oczywiście, że tak! Jako dwudziestodwulatka mogę to potwierdzić. Ja również traktuję tę książkę jako przestrogę i jestem pewna, że za 20 lat znowu sięgnę po tę pozycję i porównam swoją reakcję. 

"Cześć, co słychać?" to powieść z niebanalną fabułą. Wyśmienita i w taki też sposób napisana. Każde zdarzenie przeżywałam wraz z bohaterką. Razem z nią byłam rozdarta między pokusą a rozsądkiem. Autorka w genialny sposób wykreowała Zuzannę pod względem psychologicznym. Doskonale oddała to, co w głowie takiej czterdziestolatki może się dziać. A to wszystko napisane lekkim piórem autorki, z emocjami i wrażliwością. Dodatkowo, książka ani przez chwilę nie nudzi. Wręcz przeciwnie - trzyma w napięciu. Do samego końca nie wiedziałam, jak potoczą się losy Zuzanny. Zakończenie również jest bardzo fajne i przemyślane. 

Podsumowując, "Cześć, co słychać" to genialna książka o miłości, pokusach i konsekwencjach, jakie mogą wyniknąć z chwili słabości. To idealna książka dla kobiet około czterdziestki. Nie jest to książka lekka i wesoła, ale za to mądra i niezwykle dojrzała. Z całego serca polecam! 

sobota, 24 września 2016

„Mąż potrzebny na już” Małgorzaty Falkowskiej


Często w nasze ręce trafiają powieści - komedie, które z założenia mają nas bawić, rozśmieszać do łez. Niestety zazwyczaj jest tak, że autor ma inne poczucie humoru niż czytelnicy, co sprawia, że naszym zdaniem w książce nie ma nic śmiesznego, ale za to żenującego i zwyczajnie głupiego. Czy po lekturze debiutu Małgorzaty Falkowskiej mam takie właśnie odczucia?

W dzisiejszych czasach jest pełno filmów, seriali czy książek o typowych singielkach, które w pewnym momencie swojego życia postanawiają jednak znaleźć swoją drugą połówkę. Małgorzata Falkowska przedstawia nam sześć takich singielek - przyjaciółek, które w Sylwestra, co jest tradycją, przedstawiają swoje postanowienia na najbliższy rok. I tak: Marietta chce w 2015 roku zostać dyrektorem projektowym, Monika zapisze się na prawo jazdy, Jola zostanie trenerem personalny, Baśka wyprowadzi się od rodziców, Zośka obroni tytuł magistra, a Berka... wyjdzie za mąż! Jest to bardzo ambitny plan, zważywszy na to, że Bernadetta nie ma nawet kandydata na to stanowisko. Kobieta rozpoczyna więc swoje poszukiwania na różne sposoby: idzie na siłownie, zaczyna interesować się sportem, bierze udział w szybkich randkach. Niestety, żadne z tych działań nie przynoszą oczekiwanego rezultatu. Berdnadeta w każdym napotkanym mężczyźnie widzi przyszłego męża, ale kolejne znajomości przynoszą tylko rozczarowanie. Czy w końcu naszej głównej bohaterce uda się znaleźć idealnego kandydata na męża i wziąć ślub? 



Od razu muszę powiedzieć, że humor, o którym wcześniej pisałam, zdecydowanie przypadł mi do gustu. Już dawno tak dobrze nie bawiłam się podczas czytania książki. Te prawie 400 stron to sama przyjemność z ogromną dawką humoru! Autorka nie szczędziła nam nie tylko humoru sytuacyjnego, ale także słownego, który sprawiał, że nie raz parsknęłam śmiechem. Najbardziej podobały mi się riposty matki, babci i siostry Berki. Te kobiety po prostu pluły jadem! Ale za to jak zabawnym. Jeśli chodzi o język i styl, to powieść czytało mi się bardzo dobrze. Autorka ma niezwykle lekkie pióro, którym wręcz czaruje. Ani razu nie miałam wrażenia, że czytam debiut. Jest to zdecydowanie książka na poziomie. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki, w której będę mogła znowu wrócić do zwariowanego świata Berki.

Choć fabuła książki nie jest zbyt odkrywcza, a zakończenie już na samym początku do przewidzenia, to ja nie miałam nic przeciwko, i to mi nie przeszkadzało. Autorka wybroniła się nie tylko językiem i humorem, ale także kreacją bohaterów, za co należą się ogromne brawa. W książce przewija się mnóstwo osób. Najlepsze jednak jest to, że każdy z bohaterów jest inny, oryginalny, stanowi pewną indywidualność. Każdy z nich ma inne cechy charakteru, inne przyzwyczajenia i sposób bycia. Moim zdanie to naprawdę trudne, aby bohaterowie nie byli nijacy ani do siebie podobni. 

Podsumowując, „Mąż potrzebny na już” to debiut w stu procentach udany! Zabawne sytuacje, oryginalne dialogi i znakomita kreacja bohaterów to chyba największe atuty powieści. Jeśli potrzebujecie lekkiej i przyjemnej w odbiorze książki, pełnej humoru i przezabawnych sytuacji, to koniecznie miejcie na uwadze tę książkę. Ogromna dawka humoru gwarantowana. Z całego serca polecam! 


 Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://www.videograf.pl/index.php

środa, 21 września 2016

„Nigdy nie jest za późno” Katarzyny Janus

 Bo my, kobiety, wolimy mężczyzn skomplikowanych, trudnych, takich do naprawiania. I święcie wierzymy, naiwne, że ich się naprawić da. Błąd! Dopóki jesteśmy zakochane, tolerujemy wszystkie ich wady i zawsze potrafimy ich wytłumaczyć. Gorzej, jak chemia trochę osłabnie, opadną z oczu zasłony, widzimy wtedy zupełnie kogoś innego. I nadal, naiwne, ich kochamy. 

Tym razem w moje ręce wpadła powieść Katarzyny Janus pt. „Nigdy nie jest za późno”. To powieść obyczajowa z lekkim kryminałem w tle. Czy takie połączenie przypadło mi do gustu? 

Główną bohaterką książki jest czterdziestopięcioletnia Zuza, rozwiedziona lekarka, matka dorosłych już bliźniaków. Generalnie jest szczęśliwa. Ma przyjaciół, rodzinę, na którą zawsze może liczyć i pracę którą lubi. Niestety, jest swoim życiem znudzona, i jak sama mówi, czuje się jak chomik w kołowrotku. Wszystko się zmienia, kiedy Zuza w nadmorskiej miejscowości spotyka Maksa - bogatego biznesmana, który początkowo podaje się za kucharza. Jest on pół Polakiem, pół Niemcem, również rozwiedzionym. Z tego też powodu odczuwa chwilową niechęć do kobiet. Zuza i Maks zaprzyjaźniają się. Niestety po kilku dniach pobytu nad morzem ich drogi rozchodzą się. Opatrzność styka ich ze sobą ponownie, tym razem nie niemieckiej wyspie Fohr. To właśnie tam sprawy przybierają zupełnie nieoczekiwany obrót, kiedy to na horyzoncie pojawia się Adam - kolega Zuzy z pracy, i Ingrid - była żona Maksa. 


„Nigdy nie jest za późno” to książka przede wszystkim o miłości. Autorka wymyśliła ciekawą historię o kobiecie, pomimo tego że po czterdziestce, nadal pragnie miłości, namiętności. Pragnie poczuć się jak prawdziwa kobieta. Chce kochać i być kochana. Z ciekawością czytałam o perypetiach głównej bohaterki i o jej miłosnych zawirowaniach i decyzjach. Autorka w swojej powieści wplotła dobry wątek kryminalny. Nie jest to może wątek rodem z rasowego kryminału, bo nie trzyma w napięciu jak takiego typu wątki, a zakończenie jest łatwo przewidzieć. Książka jest natomiast pełna w zwroty akcji, które nadają książce dynamizmu. 

Książka jest napisana bardzo dobrym, lekkim językiem, któremu nie można nic zarzucić. Znajdziemy tu również dużo opisów krajobrazu morskiego, który nie nudzi, ale dodaje książce plastyczności. Kreacja bohaterów również jest bardzo dobra. Zuza i Maks bardzo przypadli mi do gustu, choć zachowanie mężczyzny czasem mnie irytowało, szczególnie wtedy, kiedy odpychał Zuzę i nie chciał dzielić się z nią swoimi problemami. Ale cóż, tak musiało być. Jedyna rzecz, do której mogę się „przyczepić” to fabuła, która nie należy do oryginalnych i wyszukanych. Jest raczej szablonowa i do bólu przewidywalna. 

Podsumowując - „Nigdy nie jest za późno” to dobra, dojrzała powieść obyczajowa, z elementami kryminału. To książka o miłości, poszukiwaniu własnego szczęścia, z sensacyjnymi zwrotami akcji. Jeśli szukacie dobrze napisanej książki z niewymagającą fabułą, to ta pozycja jest dla Was idealna. 


 
Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:
Fanpage wydawnictwa: KLIK

czwartek, 25 sierpnia 2016

"Kłamstwa" Diane Chamberlain

Nie sposób ukryć tego, że kłamstwa istnieją w naszym życiu. Ludzie kłamią, żeby komuś nie zrobić przykrości, albo dla własnego wygodnictwa. Kłamstwa jednak mają krótkie nogi i prędzej czy później i tak wszystko wyjdzie na jaw. A konsekwencje mogą być różne... Przede wszystkim kłamstwa psują relacje międzyludzkie. To właśnie pokazuje nam w swojej książce Diane Chamberlain. 

Maya i Rebecca Ward są siostrami i lekarkami. Niestety, to jedyne fakty, które je łączą. Kobiety są zupełnie inne. Maya należy do osób nieśmiałych, spokojnych i strachliwych. Jej życie do dom i spokojna praktyka lekarska prowadzona wspólnie z mężem Adamem. Maya ceni sobie rodzinę, pragnie dziecka, jednak... nie może donosić ciąży. Natomiast Rebecca jest przeciwieństwem siostry. Nie chce mieć dzieci, męża raczej też nie. Jest odważna i żywiołowa. lubi ryzyko i niebezpieczne sytuacje.

Gdy wybrzeże Karoliny Północnej uderza huragan o potężnej sile, Rebecca i Adam nakłaniają Mayę, aby wraz z nimi uczestniczyła w akcji ratowniczej. Niestety, helikopter, którym dziewczyna transportuje rannych do szpitala, rozbija się. Wszyscy myślą, że katastrofy nikt nie przeżył. Wspólna strata i rozpacz zbliża do siebie Rebeccę i Adama. Na początku szukają w sobie pocieszenie i wsparcia, a później także namiętności. Nie wiedzą niestety, że kilka mil od cywilizacji, na małej wyspie, ranna Maya utknęła wśród obcych ludzi, którym niekoniecznie może ufać... 



Książki Diane Chamberlain mają to do siebie, że są niezwykle oryginalne i nieszablonowe. Nigdy nie czytałam choć trochę podobnej historii. Również "Kłamstwa" to książka wyjątkowa. Autorka pokazuje w niej siostrzaną miłość, problem dotyczący zajścia w ciążę, a także wiele tajemnic i kłamstw rodzinnych, które mają ogromny wpływ na bliskich. Widać więc, że to książka życiowa i prawdziwa, pozbawiona jakiegokolwiek lukru i słodyczy. 

Na uwagę zasługuję również język autorki. Diane Chamberlain pisze bardzo plastycznie i kwieciście. Język jest lekki i przyjemny, książkę czyta się z przyjemnością. Autorka w bardzo dobry sposób opisała wszelkie akcje ratownicze, przez co książka stała się jeszcze bardziej autentyczna. Mówiąc szczerze, pozycja nie wciągnęła mnie od pierwszej strony, ale będąc w połowie, autorka tak zaczęła budować napięcie, tyle zaczęło się dziać, że od powieści nie mogłam się oderwać i musiałam ją skończyć.

Jeśli chodzi o narrację to autorka zastosowała bardzo ciekawy ciekawy zabieg. Narracja jest prowadzona na przemian, z punktu widzenia Rebeki i Mai. Natomiast ta pierwsza jest trzecioosobowa, a druga pierwszoosobowa. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką różnorodnością. 

Podsumowując, "Kłamstwa" to wzruszająca powieść o zaufaniu, zdradzie i wybaczaniu. O tajemnicach i kłamstwach, które niszczą więzi. Powieść mądra, życiowa i do bólu prawdziwa, z intrygującą i oryginalną fabułą.  Pozostanie w mojej głowie i w sercu na długo. Polecam! 



piątek, 19 sierpnia 2016

"Pensjonat marzeń" Magdaleny Witkiewicz

"Pensjonat marzeń" to kontynuacja bardzo znanej powieści Magdaleny Witkiewicz - "Szkoła żon", w której to autorka poruszała bardzo życiowe tematy i przemycała wiele rad dla kobiet, które mają pomóc w odnalezieniu szczęścia przede wszystkim dla siebie. Bardzo polubiłam bohaterki "Szkoły żon". Ciekawa ich dalszych losów, sięgnęłam po "Pensjonat marzeń". 

Powracamy więc do losów Jadwigi, Julii, Michaliny i Marty. Jadwiga po Szkole Żon zaczęła wierzyć w siebie. Mąż nadal ją zdradza, ale również i na jej drodze pojawia się miły pan nieznajomy. Julia - wiedzie szczęśliwe życie z Konradem, ale nadal nie chce za niego wyjść. Michalina wreszcie znalazła swoją miłość i pracę, która daję jej satysfakcję. Jest również Marta, której wreszcie udało się zrzucić kilka kilogramów. W książce poznajemy również postać Agnieszki - trenerki Marty, która też ma wiele problemów. 

Ponadto ich życie nie zmieniło się tylko pod względem miłości. Ewelina (właścicielka Szkoły Żon) chce otworzyć drugą taką Szkołę. Wszystkie dziewczyny postanawiają się w to zaangażować i biorą sprawy w swoje ręce. Idealnym miejscem na założenie Szkoły Żon okazuje się podupadły hotel w kaszubskich lasach, który w bardzo szybkim tempie nasi bohaterowie chcą zamienić w Pensjonat Marzeń. Cudowne, piękne i magiczne miejsce wiąże ze sobą bardzo smutną, romantyczną  historię. Kobiety muszą zrobić wszystko, aby hotel stał czymś przytulnym hotelem otoczonym pięknym ogrodem. W przeciwnym razie wszystko przepadnie... Czy mimo tych przeszkód kobiety dadzą sobie radę?


"Pensjonat marzeń" to naprawdę bardzo dobra kontynuacja pierwszej części. Rzadko się zdarza tak, że druga część bestselleru jest utrzymana na poziomie pierwszej. Zazwyczaj jest ona pisana na siłę, i to czuć, kiedy się ją czyta. Na szczęście nie jest tak w przypadku Magdaleny Witkiewicz, bo obydwie książki są równie dobre. Historie wciągają, losy bohaterów są bardzo ciekawe i do bólu prawdziwe. Nie ma słodkości, upiększania. Jest natomiast prawdziwe życie, które czasami daje się we znaki. Z każda z historii jest inna, ale wszystkie są tak samo dobre. Nie potrafiłabym powiedzieć, który wątek podobał mi najpierw, bo wszystkie były równie wciągające, a przede wszystkim każdy wątek, każda historia czegoś uczy i daje do myślenia. 

Zasadniczą różnicą między "Szkołą żon" a "Pensjonatem marzeń" są sceny erotyczne, a dokładniej ich ilość. W pierwszej części było ich naprawdę dużo. Każde spotkanie mężczyzny i kobiety kończyło się czymś więcej. Natomiast w drugiej części nadal są sceny seksu, ale już nie tak liczne. Autorka bardziej skupia się problemach bohaterów, zachowaniach, relacjach i związkach, a nie na ich życiu łóżkowym. 

Jak w każdej recenzji książki Magdaleny Witkiewicz również i w tej muszę wspomnieć, że uwielbiam pióro autorki. Książka jest napisana lekkim i przyjemnym językiem, z ciekawymi opisami i nietandetnymi dialogami. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko, kompletnie tracąc poczucie czasu. 

Podsumowując, "Pensjonat marzeń" to bardzo dobra kontynuacja "Szkoły żon". Książka wciąga, bawi, ale przede wszystkim uczy i daje do myślenia. To książka o każdej i dla każdej z nas. Jeśli czytałyście "Szkołę żon" koniecznie sięgnijcie po kontynuację, a jeśli nie - zmieńcie to, a nie będziecie żałować! 

 

piątek, 29 lipca 2016

"Szkoła żon" Magdaleny Witkiewicz

Nadrabiam twórczość Magdaleny Witkiewicz. Z każdą kolejną książką, autorka po raz kolejny skrada moje serce. Dlatego też, dzisiaj na tapecie erotyczna książka - "Szkoła żon". Czy rzeczywiście szkoła wymyślona przez autorkę uczy jak być dobrą żoną?

Na początku lektury poznajemy Julię - świeżo upieczoną rozwódkę, która postanawia opić z przyjaciółkami odzyskanie wolności i rozpoczęcie nowego życia. Na imprezie dziewczyna bierze udział w loterii wizytówkowej i wygrywa tajemnicze zaproszenie do luksusowego SPA, które jest... szkołą żon. Julia na swój trzytygodniowy wyjazd może zabrać jedynie szczoteczkę do zębów i jedną parę bielizny. Na miejscu zapoznaje się z ofertą szkoły, która dotyczy nie tylko nauki gotowania czy makijażu, ale także zawiera liczne warsztaty erotyczne. Julia poznaje również inne kobiety, które także chcą się czegoś nauczyć i zmienić się dla swoich partnerów, a Szkoła zapewnia, że już nigdy żaden facet ich nie zostawi. Kuszące, prawda? 


Muszę przyznać, że już przed przeczytaniem, książka mnie bardzo intrygowała. Poprzednie książki autorki, które czytałam były piękne, mądre, wzruszały do łez i rozdzierały serce na kawałki. Byłam ciekawa, czy powieść o podłożu erotycznym mojej ulubionej polskiej autorki również mi się spodoba. Z ręką na sercu mówię, że na szczęście się nie rozczarowałam. 

Od dawna uważam, że każda powieść erotyczna jest schematyczna - coś na kształt Greya. Na szczęście Witkiewicz wybiega poza te schematy i serwuje nam nieszablonową książkę, z bardzo oryginalną fabułą. Owszem, jak na powieść erotyczną, znajdziemy w niej liczne sceny erotyczne, swoją drogą bardzo odważne i śmiałe, jednak nie tylko z tego składa się książka. Poruszane są niej życiowe kwestie, które naprawdę dają do myślenia, a tytułowa Szkoła Żon ma drugie dno. Szkoła ta nie tylko uczy tego,  jak być dobrą żoną czy kochanką, ale przede, jak być szczęśliwą i jak pokochać siebie oraz swoje ciało. 

 Jak już wcześniej wspomniałam, w książce znajdziemy dużo scen erotycznych. Szczerze mówiąc, każde spotkanie kobiety i mężczyzny w książce  kończyło się czymś więcej. Jednak sceny te nie były wulgarnie opisane jak w książkach takiego typu bywa, ale w sposób piękny, subtelny, czasami może odważny, ale zarazem nie wprawiający w zniesmaczenie. Ponadto kobieta nie jest tutaj traktowana jedynie jako rzecz czy obiekt seksualny, ale jak osoba najważniejsza i najcenniejsza na świecie, która zasługuje na chwile przyjemności i rozkoszy. 

Na ogromny plus zasługuje również kreacja bohaterów. Oprócz Julii poznajemy również 3 inne bohaterki, które chcą coś zmienić w swoim życiu. Każda z tych bohaterek jest inna, ma inną przeszłość, jednak my wszystkiego się dowiadujemy i perfidnie zaglądamy do ich życia. Osobowość każdej bohaterki jest bardzo dobrze opisana, przez co każda z kobiet jest równie ciekawa. Jadwiga jest pięćdziesięcioletnią nauczycielką, którą zdradza mąż. Kobieta nie wytrzymuje tego i postanawia zrobić wszystko, aby znów umieć rozpalić zmysły męża. Michalina - młodziutka dziewczyna, po uszy zakochana w swoim wybranku, dla którego porzuciła rodzinę. Chce w jak najlepszy sposób zaspokoić potrzeby swojego chłopaka w łóżku, a do Szkoły Żon przyjeżdża po to, aby umiejętność tą udoskonalić. Jest również Marta - szczęśliwa żona i matka. Szkoła Żon ma być dla niej odskocznią od codzienności, gdzie może pobyć tylko sama ze sobą i zastanowić się nad swoim największym kompleksem - nadwagą. 

Podsumowując, "Szkoła żon" to bardzo mądra, erotyczna powieść poruszająca ważne i życiowe problemy. Książka nie jest schematyczna, zmusza do refleksji, a w każdej bohaterce możemy znaleźć część siebie. Zdecydowanie polecam! 

 

wtorek, 26 lipca 2016

"Bez Ciebie" Agaty Przybyłek

Agata Przybyłek zadebiutowała rok temu komedią rodzinną "Nie zmienił się tylko blond". W marcu ukazała się kontynuacja powieści pt. "Nieszczęścia chodzą stadami". Teraz w moje ręce trafiła majowa powieść tej autorki. Książka ta zupełnie różni się od pozostałych. Dlaczego? Czytajcie dalej. 

Życie Katarzyny nie jest usłane różami. Najpierw niełatwe dzieciństwo, a później jeszcze gorsza dorosłość, kiedy to żyła w toksycznym małżeństwie z Collinem, który zrobił z jej życia piekło. Była bita i poniżana. Bita to może zbyt delikatne określenie. Była po prostu maltretowana i katowana. Aby temu zapobiec, starała się robić wszystko, aby sprostać wymaganiom męża: nie wychodziła z domu, nie miała znajomych, prała, sprzątała i gotowała. Wszystko musiało być idealne. Pewnego dnia coś nie wyszło, a mianowicie Katarzyna... nie posoliła ziemniaków. Colin zgotował jej piekło i ledwo żywą zostawił w pustym domu. W takim stanie kobietę znajduje teściowa - Lucy, i bez zastanowienia postanawia pomóc skrzywdzonej synowej. Z pomocą młodego lekarza Alana, Lucy zabiera Katarzynę do Toronto, gdzie dziewczyna po długiej rekonwalescencji staje na nogi i zaczyna nowe, bezpieczniejsze życie, a między nią i Alanem rodzi się nic porozumienia. Niestety... przeszłość daje o sobie znać...

Największym atutem "Bez ciebie" jest bezapelacyjnie wyśmienite pióro autorki. Przybyłek pisze pięknym, barwnym i kwiecistym językiem, przez to lektura staje się ogromną dawką przyjemności. Dodatkowo wszystkie dialogi, zachowania bohaterów, opisy miejsc i postaci są tak realistyczne, że czytając książkę miałam wrażenie, że oglądam naprawdę bardzo dobry film. Książka wciąga, trzyma w napięciu do samego końca, trudno jest się od niej oderwać. A jeśli chodzi o zakończenie - kompletnie się nie spodziewałam. W głowie kłębiła się tylko myśl: Dlaczego? a na kartkach książki zostawiłam litry łez. Czyż to nie wspaniałe?

Kolejnym plusem "Bez ciebie" jest kreacja bohaterów. Przybyłek włożyła wiele pracy i trudu aby ich nam przedstawić. Dzięki temu każdego z nich znamy od podszewki, wiemy o nich naprawdę wszystko, znamy ich przeszłość, która odciska swoje piętno na teraźniejszych zachowaniach. Autorka w kreacji postaci zastosowała również swoją wiedzę psychologiczną, którą możemy znaleźć np. w napadach paniki Katarzyny. 

"Bez ciebie" nie jest książką lekką. Przybyłek porusza w niej bardzo trudny i ważny temat przemocy domowej. Choć ta historia to fikcja literacka, wszyscy bardzo dobrze wiemy, że takie rzeczy się dzieją, a ofiary, z lęku przed oprawcą, są zazwyczaj zdane tylko na siebie. Książka ta pokazuje, że odejście od kata to jeszcze nie koniec problemu...

Podsumowując, "Bez ciebie" to dojrzała, wzruszająca powieść o tym, że czasem najlepsze, co można zrobić dla drugiej osoby, to pozwolić jej odejść. To książka, która gra nam na emocjach i rozrywa nasze serce na kawałki. Zdecydowanie polecam tę, jak i pozostałe, lżejsze książki Agaty Przybyłek. 


 
 A za książkę serdecznie dziękuję autorce! :)

Inne książki tej autorki recenzowane przeze mnie:

http://z-ksiazka-w-reku.blogspot.com/2016/09/grzechu-warta-agaty-przybyek.htmlhttp://z-ksiazka-w-reku.blogspot.com/2016/08/takie-rzeczy-tylko-z-mezem-agaty.html
 

niedziela, 26 czerwca 2016

"Zapach lawendy" Nina Harrington, Lynne Graham, Amanda Browning


 Na dworze gorąco, panują niemiłosierne upały. A na taką pogodę idealne są lekkie książki, które nie wymagają od nas myślenia, dzięki którym po prostu sobie odpoczniemy, leniwie leżąc na hamaku. "Zapach lawendy" nadaje się do tego idealnie. Jest to książka, za sprawą której autorki zabierają nas w podróż do Francji, bo właśnie tam dzieje się akcja trzech przedstawionych przez nie opowieści. 

"Słoneczne lato" Nina Harrington
Ella wraz ze swoim sześcioletnim synkiem Danem, mieszka na stałe w pięknym starym domu, otoczonym ogrodem. Opiekuje się posiadłością pod nieobecność właścicielki - Nicole. Dodatkowo dorabia sobie jeszcze grając na fortepianie. Opromieniony słońcem stary dom stał się dla niej pewnego rodzaju azylem, w którym w końcu po śmierci męża znalazła spokój i bezpieczeństwo. Inny stosunek do tego miejsca ma Sebastien, który przyjeżdża do Langwedocji na urodziny swojej macochy. Dla niego posiadłość jest źródłem bolesnych wspomnień z dzieciństwa. Na szczęście mężczyzna poznaje tam Elle, a jego życie zmienia się diametralnie.

"Miodowy miesiąc w Prowansji" Lynne Graham
 Billie odkąd tylko pamięta kochała swojego szefa. Dlatego też gdy w końcu zostaje zostaje jego żoną, jest najszczęśliwszą kobietą na świcie. Niestety los bywa okrutny, a marzenia, pomimo tego, że w końcu się spełniły, nie dają oczekiwanej satysfakcji. Mężczyzna ma zaniki pamięci i nie pamięta, że przed ślubem spędził noc z Billie, której to owocem jest dziecko. Gdy się o tym dowiaduje, zostawia kobietę samą w ich noc poślubną. Dodatkowo Billie jest strasznie zakompleksiona. Uważa się za gorszą, brzydszą od innych kobiet. Obawia się, że Aleksiej porzuci ją tak samo, jak pozostałe kobiety, bo ślubna obrączka nie jest żadną gwarancją wierności...

"Na południu Francji" Amanda Browning
Sofie z całego serca kocha swoje męża. Jednak gdy dostaje zdjęcie swojego męża z inną kobietą postanawia odejść, bez żadnych wyjaśnień. Znika bez słowa, bo uważa, że skoro Lucas ją zdradził, wspólne życie nie ma sensu. Mężczyzna odnajduje ją dopiero po 6 lat i dowiaduje się że ma syna. Proponuje wyrównań rachunki i na zawsze zamknąć ten rozdział. Zaprasza Sofie na wspólny wyjazd do malowniczego położonego zamku na południu Francji. 
 

Pomimo tego że opowiadania są zupełnie inne, ja nie czułam różnicy w języku, czy w stylu pisania czytając książkę. Autorki piszą bardzo podobnie, co mnie cieszy, bo długo "przerzucam się" z jednego stylu na drugi. Dodatkowo z książki wyczuwalny jest wspaniały klimat Francji i lata, który dodaje powieści "tego czegoś".

Z trzech opowiadań najbardziej podobało mi się drugie i trzecie, gdzie można było znaleźć mnóstwo miłości, pożądania i namiętności. Są pełne niedomówień i tajemnic,  w przeciwieństwie do pierwszego opowiadania, które jest lekkie, z szablonową historią, która nie wywołała we mnie żadnych emocji, i o której z pewnością za chwilę zapomnę.

Podsumowując, "Zapach lawendy" to bardzo dobra kobieta powieść, idealna na leniwe popołudnia. Nie porywa oryginalnością, ale za to jest lekka i nie wymaga używania szarych komórek.


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego   serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://www.harpercollins.pl/