środa, 31 sierpnia 2016

"Spacer po Wenecji" Lucy Gordon, India Grey

Wenecja to piękne miasto na wodzie, o którym słyszał chyba każdy. To gwarne i kolorowe miasto jest obiektem zachwytu. I to właśnie je autorki Lucy Gordon i India Grey wybrały na miejsce akcji swoich opowiadań. W ciekawy sposób zostałam zaproszona na spacer po Wenecji. Czy mi się podobało? 

"Spacer po Wenecji" to zbiór trzech opowiadań. To, co je łączy to przede wszystkim Wenecja i miłość.

Szklane serce w Wenecji Lucy Gordon
Główną bohaterką tego opowiadania jest Helena, która przyjeżdża do Wenecji w celu dopełnienia formalności spadkowych. Odziedziczyła bowiem po swoim mężu fabrykę szkła na wyspie Murano. Przypadkiem dowiaduje się, że właściciel konkurencyjnej fabryki planuje podstępem, wręcz za grosze, przejąć jej majątek. Helena nie chce mu na to pozwolić i decyduje się rzucić mu wyzwanie i dać nauczkę. Czy jej się to uda?

Karnawał w Wenecji Lucy Gordon
Już na samym początku opowiadania trafiamy na szalejącą burze w Wenecji. Pietro, podczas nawałnicy, zauważa przemoczoną kobietę, która ewidentnie potrzebuje pomocy. Pod wpływem chwili mężczyzna zaprasza ją do domu i się nią zajmuje. Podczas rozmowy Pietro poznaje dramatyczną historię Ruth i bez namysłu proponuje jej pomoc, zwłaszcza, że w tę historię jest zaplątany członek rodziny Pietra. Decyzja o pomocy zmieni jego życie mężczyzny o 180 stopni. 

Premiera w Wenecji India Grey
Lorenzo jest znanym reżyserem filmowym. Na przyjęciu poznaje Sarah, która okazuje się być właścicielką praw do powieści, którą mężczyzna od dawna chciał zekranizować. Za każdym razem, gdy pisał do Sarah w tej sprawie - ona odmawiała. Teraz nadarza się być może jedyna okazja, aby namówić kobietę do zmiany decyzji. To przyjemna misja głównie ze względu na to, że kobieta coraz bardziej mu się podoba. 

~*~

Każde z opowiadań liczy sobie ponad 100 stron. Pomimo tego że nie jest to dużo, ani przez chwilę nie odczuwałam, że to jest za mało. Wątki są dopracowane, fabuła bardzo dobrze i przemyślanie poprowadzona. Nie miałam wrażenia, że czytam streszczenia dobrej książki, ale dobre opowiadania, którym niczego nie brakuje. Autorki posługują się bardzo lekkim i przyjemnym językiem. Zachowana jest również spójność, która sprawiała, że nie musiałam "przestawiać się" na styl pisarski innej autorki, ponieważ obydwie pani piszą bardzo podobnie. 

Największym atutem książki, są opisy Wenecji, które skradły moje serce. Są one realistyczne i ciekawe. Bez problemu mogłam w wyobraźni przenieść się do Wenecji i razem z bohaterami płynąć gondolą, spacerować po gwarnych uliczkach i brać udział w karnawale. Niestety, fabuła opowiadań nie jest odkrywcza, wręcz banalna, a zakończenie przewidywalne i przesłodzone. Nie mniej jednak, dzięki temu książka jest idealną lekturą na upały, gdzie nie nie mamy ochoty zagłębiać się w fabułę czy przesłanie. Czasami każdy z nas potrzebuje szablonowych historyjek z happy endem, prawda?

Podsumowując, „Spacer po Wenecji” to dobra książka o miłości, zaufaniu i tajemnicach, o rozpoczęciu nowego życia z kimś nowym. To lekka lektura, przepełniona pięknymi i realistycznymi opisami, dzięki którym bez problemu możemy przenieść się do pięknej Wenecji.
 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego   serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://www.harpercollins.pl/

niedziela, 28 sierpnia 2016

"Dolina umarłych" Tess Gerritsen


"Dolina umarłych" to już ósma część cyklu o detektyw Rizzoli i doktor Isles. Mówiąc szczerze, jest to chyba najbardziej trzymająca w napięciu i mrożąca krew w żyłach książka z całej serii. Dlaczego? Czytajcie dalej recenzję. 

Doktor Maura Isles wraz ze znajomymi brała udział w konferencji patologów. Bo jej zakończeniu postanowiła zwiedzić z nimi okolicę. Niestety nie wszystko idzie po ich myśli. Wśród śnieżycy, na pustkowiu, ich samochód wypada z trasy i... znika bez śladu. Isles i jej znajomi nie mogą liczyć na żadną pomoc telefoniczną. Postanawiają sami odnaleźć drogę do jakiś mieszkańców. Po ciężkiej i długiej podróży podczas śnieżycy, trafiają na pewną wioskę - Królestwo Boże, w stanie Wyoming. Nie jest to jednak normalna wioska - nie ma w niej mieszkańców. Wygląda to tak, jakby rozpłynęli się w powietrzu. Porzucili wszystko: otwarte okna i drzwi, posiłki na stołach, zwierzęta i samochody.  

Kilka dni po konferencji zostaje odnaleziony samochód ze spalonymi ciałami. Wszystkie znaki wskazują, że wśród nich są szczątki Maury Isles. Jednak nasza niezastąpiona detektyw Rizzoli nie wierzy w śmierć przyjaciółki i rozpoczyna własne śledztwo. Czy zniknięcie Maury ma jakikolwiek związek z serią zbrodni popełnionych wcześniej w tej samej okolicy? Czy Isles i jej znajomi dadzą sobie radę w zamarzniętej, zaśnieżonej i opuszczonej wiosce? 

~*~

Po opisie fabuły widzicie, że Tess Gerritsen po raz kolejny zaskoczyła nas oryginalną fabułą. Wyobraźnia tej autorki nie zna granic. Jestem ciekawa czym nas jeszcze zaskoczy. Ponadto, autorka tę fabuła poprowadziła genialnie, zwracając uwagę na najmniejsze szczegóły. Akcja przez całą książkę pędzi jak konie w galopie. Nie ma czasu na odpoczynek. Fabuła cały czas trzyma w napięciu i puszcza dopiero na koniec. Dodatkowo, Tess Gerritsen nie oszczędziła nam w tym wypadku opisów i sytuacji, które naprawdę potrafią zmrozić krew w żyłach i sprawią, że pojawi się gęsia skórka. 

Szczególną rzeczą, na którą chciałabym jeszcze zwrócić uwagę, to kreacja pewnego bohatera - Douga, który jest znajomym Maury. Mężczyzna ten jest szczególny. Jego optymizm i nadzieja jest zaraźliwa. W każdej rzeczy doszukuje się czegoś dobrego, a każdą przeciwność losu traktuje jak kolejną przygodę. Bardzo pozytywna i pełna optymizmu postać, inna on pozostałych. Na koniec, jak w każdej recenzji, muszę jeszcze zwrócić uwagę na język, jakim przemawia do nas autorka. Jest on taki sam jak w poprzednich książkach - lekki, plastyczny i przyjemny. Zdecydowanie pobudza wyobraźnie i wyczula zmysły. To właśnie to sprawia, że miałam gęsią skórę. 

Podsumowując, "Dolina umarłych" to kolejna genialna książka Tess Gerritsen, trzymająca w napięciu do samego końca i mrożąca krew w żyłach. Oryginalna i niebanalna fabuła, zwroty akcji oraz przyjemny język - to tylko niektóre zalety książki. O reszcie przekonajcie się sami. 



Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję księgarni internetowej:

BookMaster

czwartek, 25 sierpnia 2016

"Kłamstwa" Diane Chamberlain

Nie sposób ukryć tego, że kłamstwa istnieją w naszym życiu. Ludzie kłamią, żeby komuś nie zrobić przykrości, albo dla własnego wygodnictwa. Kłamstwa jednak mają krótkie nogi i prędzej czy później i tak wszystko wyjdzie na jaw. A konsekwencje mogą być różne... Przede wszystkim kłamstwa psują relacje międzyludzkie. To właśnie pokazuje nam w swojej książce Diane Chamberlain. 

Maya i Rebecca Ward są siostrami i lekarkami. Niestety, to jedyne fakty, które je łączą. Kobiety są zupełnie inne. Maya należy do osób nieśmiałych, spokojnych i strachliwych. Jej życie do dom i spokojna praktyka lekarska prowadzona wspólnie z mężem Adamem. Maya ceni sobie rodzinę, pragnie dziecka, jednak... nie może donosić ciąży. Natomiast Rebecca jest przeciwieństwem siostry. Nie chce mieć dzieci, męża raczej też nie. Jest odważna i żywiołowa. lubi ryzyko i niebezpieczne sytuacje.

Gdy wybrzeże Karoliny Północnej uderza huragan o potężnej sile, Rebecca i Adam nakłaniają Mayę, aby wraz z nimi uczestniczyła w akcji ratowniczej. Niestety, helikopter, którym dziewczyna transportuje rannych do szpitala, rozbija się. Wszyscy myślą, że katastrofy nikt nie przeżył. Wspólna strata i rozpacz zbliża do siebie Rebeccę i Adama. Na początku szukają w sobie pocieszenie i wsparcia, a później także namiętności. Nie wiedzą niestety, że kilka mil od cywilizacji, na małej wyspie, ranna Maya utknęła wśród obcych ludzi, którym niekoniecznie może ufać... 



Książki Diane Chamberlain mają to do siebie, że są niezwykle oryginalne i nieszablonowe. Nigdy nie czytałam choć trochę podobnej historii. Również "Kłamstwa" to książka wyjątkowa. Autorka pokazuje w niej siostrzaną miłość, problem dotyczący zajścia w ciążę, a także wiele tajemnic i kłamstw rodzinnych, które mają ogromny wpływ na bliskich. Widać więc, że to książka życiowa i prawdziwa, pozbawiona jakiegokolwiek lukru i słodyczy. 

Na uwagę zasługuję również język autorki. Diane Chamberlain pisze bardzo plastycznie i kwieciście. Język jest lekki i przyjemny, książkę czyta się z przyjemnością. Autorka w bardzo dobry sposób opisała wszelkie akcje ratownicze, przez co książka stała się jeszcze bardziej autentyczna. Mówiąc szczerze, pozycja nie wciągnęła mnie od pierwszej strony, ale będąc w połowie, autorka tak zaczęła budować napięcie, tyle zaczęło się dziać, że od powieści nie mogłam się oderwać i musiałam ją skończyć.

Jeśli chodzi o narrację to autorka zastosowała bardzo ciekawy ciekawy zabieg. Narracja jest prowadzona na przemian, z punktu widzenia Rebeki i Mai. Natomiast ta pierwsza jest trzecioosobowa, a druga pierwszoosobowa. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką różnorodnością. 

Podsumowując, "Kłamstwa" to wzruszająca powieść o zaufaniu, zdradzie i wybaczaniu. O tajemnicach i kłamstwach, które niszczą więzi. Powieść mądra, życiowa i do bólu prawdziwa, z intrygującą i oryginalną fabułą.  Pozostanie w mojej głowie i w sercu na długo. Polecam! 



poniedziałek, 22 sierpnia 2016

"Zdradzony błękit" Sławomira Fryszkiewicza




Nasze życie składa się z wyborów. Tych trudniejszych i tych łatwiejszych. Począwszy na tym, co zjemy na śniadanie, a skończywszy na wyborze swojej drugiej połówki. Są decyzje, które należy przemyśleć, rozważyć wszystkie za i przeciw. Ale są również takie, które podejmujemy pod wpływem chwili, nie zważając na konsekwencje, pomimo tego, że mogą mieć wpływ na całe nasze życie. Przed taką decyzją został postawiony Paweł - główny bohater książki "Zdradzony błękit".

Paweł jest rozwodnikiem, trzydziestokilkuletnim nauczycielem języka angielskiego. Świeżo po rozwodzie postanawia wykorzystać należycie miesiąc urlopu, który mu pozostał i wyjeżdża do Krakowa, do znajomych. W pociągu spotyka pewną atrakcyjną blondynkę, która składa mu dość nietuzinkową propozycję. A mianowicie chce, aby Paweł wysiadł z nią na najbliższej stacji, gdzieś w środkowej Polsce. Początkowo Paweł kategorycznie odmawia. Ale jednak w ostatniej chwili decyduje się i opuszcza pociąg wraz z nieznajomą. Czy to była dobra decyzja? Jakie niesie ze sobą konsekwencje? 

~*~

To kolejna króciutka książka, która trafiła w moje ręce. Liczy nieco ponad 90 stron. Czy to wystarczającą dużo? O ile w innych książkach mała ilość stron mi nie przeszkadzała i nie miałam wrażenia, że książka jest za krótka, bo wszystko co trzeba było w niej zawarte, o tyle w tej książce jest inaczej. Książka jest zdecydowanie za mało rozbudowana. Wszystko dzieje się za szybko. Muszę przyznać, że nie nadążał na akcją. Czułam, jakbym czytała obszerne streszczenie książki z potencjałem. Bo ta książka naprawdę ma potencjał. Nie jest to może górnolotna fabuła, ale nie można jej zarzucić, że jest zła, bo nie jest. Pomimo tego, że wszystko działo się za szybko, to powieść jest dobrze napisana, lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem. 

Podsumowując, "Zdradzony błękit" to książka, która nadaje się na leniwe, gorące popołudnia. Godzinka i książka przeczytana. To powieść, która niesie ze sobą tajemnicę: czy przypadkowe spotkanie jest rzeczywiście przypadkowe? A może to uknuta w szczegółach intryga? 



Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:
Fanpage wydawnictwa: KLIK

piątek, 19 sierpnia 2016

"Pensjonat marzeń" Magdaleny Witkiewicz

"Pensjonat marzeń" to kontynuacja bardzo znanej powieści Magdaleny Witkiewicz - "Szkoła żon", w której to autorka poruszała bardzo życiowe tematy i przemycała wiele rad dla kobiet, które mają pomóc w odnalezieniu szczęścia przede wszystkim dla siebie. Bardzo polubiłam bohaterki "Szkoły żon". Ciekawa ich dalszych losów, sięgnęłam po "Pensjonat marzeń". 

Powracamy więc do losów Jadwigi, Julii, Michaliny i Marty. Jadwiga po Szkole Żon zaczęła wierzyć w siebie. Mąż nadal ją zdradza, ale również i na jej drodze pojawia się miły pan nieznajomy. Julia - wiedzie szczęśliwe życie z Konradem, ale nadal nie chce za niego wyjść. Michalina wreszcie znalazła swoją miłość i pracę, która daję jej satysfakcję. Jest również Marta, której wreszcie udało się zrzucić kilka kilogramów. W książce poznajemy również postać Agnieszki - trenerki Marty, która też ma wiele problemów. 

Ponadto ich życie nie zmieniło się tylko pod względem miłości. Ewelina (właścicielka Szkoły Żon) chce otworzyć drugą taką Szkołę. Wszystkie dziewczyny postanawiają się w to zaangażować i biorą sprawy w swoje ręce. Idealnym miejscem na założenie Szkoły Żon okazuje się podupadły hotel w kaszubskich lasach, który w bardzo szybkim tempie nasi bohaterowie chcą zamienić w Pensjonat Marzeń. Cudowne, piękne i magiczne miejsce wiąże ze sobą bardzo smutną, romantyczną  historię. Kobiety muszą zrobić wszystko, aby hotel stał czymś przytulnym hotelem otoczonym pięknym ogrodem. W przeciwnym razie wszystko przepadnie... Czy mimo tych przeszkód kobiety dadzą sobie radę?


"Pensjonat marzeń" to naprawdę bardzo dobra kontynuacja pierwszej części. Rzadko się zdarza tak, że druga część bestselleru jest utrzymana na poziomie pierwszej. Zazwyczaj jest ona pisana na siłę, i to czuć, kiedy się ją czyta. Na szczęście nie jest tak w przypadku Magdaleny Witkiewicz, bo obydwie książki są równie dobre. Historie wciągają, losy bohaterów są bardzo ciekawe i do bólu prawdziwe. Nie ma słodkości, upiększania. Jest natomiast prawdziwe życie, które czasami daje się we znaki. Z każda z historii jest inna, ale wszystkie są tak samo dobre. Nie potrafiłabym powiedzieć, który wątek podobał mi najpierw, bo wszystkie były równie wciągające, a przede wszystkim każdy wątek, każda historia czegoś uczy i daje do myślenia. 

Zasadniczą różnicą między "Szkołą żon" a "Pensjonatem marzeń" są sceny erotyczne, a dokładniej ich ilość. W pierwszej części było ich naprawdę dużo. Każde spotkanie mężczyzny i kobiety kończyło się czymś więcej. Natomiast w drugiej części nadal są sceny seksu, ale już nie tak liczne. Autorka bardziej skupia się problemach bohaterów, zachowaniach, relacjach i związkach, a nie na ich życiu łóżkowym. 

Jak w każdej recenzji książki Magdaleny Witkiewicz również i w tej muszę wspomnieć, że uwielbiam pióro autorki. Książka jest napisana lekkim i przyjemnym językiem, z ciekawymi opisami i nietandetnymi dialogami. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko, kompletnie tracąc poczucie czasu. 

Podsumowując, "Pensjonat marzeń" to bardzo dobra kontynuacja "Szkoły żon". Książka wciąga, bawi, ale przede wszystkim uczy i daje do myślenia. To książka o każdej i dla każdej z nas. Jeśli czytałyście "Szkołę żon" koniecznie sięgnijcie po kontynuację, a jeśli nie - zmieńcie to, a nie będziecie żałować! 

 

wtorek, 16 sierpnia 2016

"Takie rzeczy tylko z mężem" Agaty Przybyłek


Dzisiaj na tapecie kolejna recenzja książki autorstwa  młodej, ale jakże zdolnej Agaty Przybyłek. Tym razem, po pełnej bólu i rozpaczy książce "Bez ciebie", Przybyłek serwuje nam wspaniałą komedię, która może poprawić humor w najbardziej pechowy i smutny dzień. A to wszystko za sprawą pewnej Zuzanny, która czuje się zaniedbana przez męża. 

Zuzanna ma prawie wszystko, czego chce kobieta: męża, wspaniałe dziecko, dom z ogródkiem blisko rodziny i pracę jako przedszkolanka. Czego jej zatem brakuje? Odpowiedź jest prosta - uwagi męża. Ludwik jest zapalonym historykiem i uwielbia szukać różnych skarbów z kolegami, zapominając o rodzinie. Zuzanna, za sprawą pewnej pani psycholog Matyldy Mak, uświadamia sobie, że nie można tak żyć. Musi coś zrobić, aby mąż znowu zaczął ją zauważać. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i niczym lwica walczy o swoje małżeństwo. To nie jest jednak takie proste, zwłaszcza kiedy na horyzoncie pojawia się pociągający wuefista, który non stop prawi Zuzannie komplementy... Co z tego wyniknie? Koniecznie przeczytajcie! 


Pomimo tego, że Agata Przybyłek mężatką nie jest, to napisała bardzo dobrą komedię o problemach i rutynie w małżeństwie. Pokazuje to, że autorka jest wspaniałą obserwatorką i wszystkie zaobserwowane trudności i radości życiowe potrafi perfekcyjnie przenieść na kartki papieru. A wszystko to jest możliwe za pomocą wspaniałego języka, lekkiego, przyjemnego, krótko mówiąc swojskiego, bez żadnych udziwnień, w szczególności w dialogach. Dodatkowo, Przybyłek potrafi stworzyć bardzo dobre opisy, pełne metafor i porównań, których nie powstydziłby się poeta z górnej półki. Po prostu brawo!  Warto również wspomnieć, że oprócz problemów w małżeństwie Agata Przybyłek porusza również problem nietolerancji na wsi. Sama pochodzę ze wsi i wiem, jak traktowane i obgadywane są osoby, które się czymś wyróżniają, są oryginalnie, generalnie odbiegają od powszechnie panującego schematu. Podobnie jest w książce Przybyłek - ktoś, kto ubiera się na czarno, lubi mocniejszy makijaż, od razu jest uważany za satanistę albo muzułmanina. 

Pomimo tego, że Agata Przybyłek w swojej najnowszej książce porusza trudny i do bólu życiowy temat (bo która para nie popada w rutynę? Chyba każda!), to całą historię oblewa dużą ilością humoru, który nadaje książce niesamowitej lekkości. Z lekturze znajdziemy nie tylko komizm słowny, ale także sytuacyjny. Z tego też powodu, podczas czytania po prostu nie można się nie śmiać. Jak zapewnia okładka książki: porządna dawna uśmiechu gwarantowana! 

Podsumowując, jeśli macie zły humor, facet Was wkurzył, samochód się zepsuł, albo zamiast ciasta wyszedł zakalec - bez zastanowienia sięgnijcie po "Takie rzeczy tylko z mężem", a humor w mig się Wam poprawi. A może w głównej bohaterce odnajdziecie siebie i również z zapartym tchem zaczniecie walczyć o swoją drugą połówkę? Kto wie? 




Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję autorce!

 Inne książki tej autorki recenzowane przeze mnie:
http://z-ksiazka-w-reku.blogspot.com/2016/07/bez-ciebie-agaty-przybyek.htmlhttp://z-ksiazka-w-reku.blogspot.com/search/label/Agata%20Przyby%C5%82ek