Akcja nowej powieści Diane Chamberlain toczy się w roku 1944, kiedy to młoda Tess DeMell, marząca o byciu pielęgniarką, niespodziewanie zrywa zaręczyny z miłością swojego życia, pali za sobą wszystkie mosty i wyprowadza się do małego miasta na południu Stanów Zjednoczonych, aby tam poślubić człowieka, którego widziała raz w życiu, ale za to zmienił je o 180 stopni. Henry jest człowiekiem bogatym, posiadającym własną fabrykę mebli. Jest także mężczyzną skrytym a ich małżeństwo, istnieje tylko na papierku. Dziewczyna musi poradzić sobie z nową rzeczywistością - jest zupełnie sama, szykanowana i niechciana przez teściową i otoczenie. W dodatku cały czas kocha swojego byłego narzeczonego...
~*~
Już od dawna uwielbiam książki Diane Chamberlain i z niecierpliwością wyczekuję kolejnych. Autorka zawsze porusza w nich trudne, czasami nawet kontrowersyjne tematy, zmuszające do refleksji. Po lekturze za każdym razem nasuwa się pytanie: „Co ja bym zrobiła na miejscu bohatera”, co sprawia, że książki nie da się ot tak odłożyć i sięgnąć po następną. Nie, jej książki pozostają w głowie na długo. I tak jest tym razem. Po raz kolejny Diane Chamberlain serwuje nam niezwykle oryginalny pomysł na fabułę. Wprowadza nas w świat bohaterki, która przez jedną noc, przez jeden kieliszek za dużo, zniszczyła wszystko, co dotychczas miała - świetlaną przyszłość pielęgniarki, kochającego narzeczonego, wspaniałą matką. W zamian za to otrzymała małżeństwo bez miłości, odrzucenie i niechęć otoczenia. Tess stara się z tym wszystkim walczyć i przekonać do siebie bliskich męża. Wraz z biegiem stron możemy zauważyć przemianę głównej bohaterki - od dziewczyny, która z rozpaczy była zmuszona poślub nieznajomego mężczyznę, która chciała się przypodobać wszystkim wokół, aż po pewną siebie, profesjonalną pielęgniarkę, która wie czego chce i do tego dąży, pomimo przeciwności.
Historia przedstawiona w książce jest naprawdę wspaniała i niezwykle wciągająca. Bardzo żałuję, że nie mogę powiedzieć Wam więcej na temat fabuły, co by Was jeszcze bardziej zachęciło do przeczytania tej powieści. Mogę jeszcze dodać, że autorka stanęła na wysokości zadania i napisała pozycję w lekki, charakteryzujący ją sposób, co sprawiło, że nie zauważałam ilości przeczytanych stron i przesuwających się wskazówek na zegarze.
Po lekturze mogę stwierdzić, że książka jest dopracowana pod każdym względem. Autorka nie tylko stworzyła spójną, autentyczną całość, bijącą emocjami i zmuszającą do refleksji, ale także przeprowadziła dokładny research tamtych lat. Ileż ja się dowiedziałam z tej książki! I to w ciekawy i nienachalny sposób. Nie miałam pojęcia o tym, że uważano, iż 10 papierosów dziennie w czasie ciąży to nie jest wcale dużo, ani o okropnych karach za poślubienie kolorowej osoby.
Podsumowując, „Skradzione małżeństwo” to wspaniała, wciągająca, niezwykle dopracowana i ciekawa książka, którą musicie przeczytać. Jestem pewna, że nie będziecie się mogli od niej oderwać i będziecie pod wrażeniem zakończenia tej historii!
Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:
