piątek, 2 listopada 2018

„Z każdym oddechem” Nicholas Sparks


Hope to trzydziestosześcioletnia kobieta, która od sześciu lat żyje w dość burzliwym związku, a spełnienie marzenia o ślubie i dzieciach nadal jest odkładane na później. Jej ojciec natomiast cierpi na poważną chorobą. Dlatego też kobieta wykorzystuje przyjazd na wesele przyjaciółki i postanawia odciąć się od wszystkiego, spędzić tydzień w wakacyjnym domu w Sunset Beach i spokojnie zastanowić się nad swoją przyszłością. Drugim bohaterem książki jest Tru - przewodnik safari, który do Sunset Beach przyjechał po to, aby poznać ojca i dowiedzieć się więcej o młodości swojej matki. Gdy drogi tych dwojga obcych sobie ludzi niespodziewanie się krzyżują, wybucha między nimi żarliwe uczucie. Jednak sielanka nie trwa wiecznie i wkrótce będą zmuszeni dokonać trudnego wyboru: oddać się tej pięknej miłości czy spełnić obowiązek wobec rodziny? Posłuchać głosu serca czy rozsądku? 

~*~

Do książek Nicholasa Sparksa mam ogromny sentyment. Niestety dwie ostatnie powieści tego autora były dość słabe. Nie chodzi tylko o fabułę, której już nawet nie pamiętam, ale przede wszystkim o sam sposób ich napisania - czułam, jakby książki te były twórczości kogoś innego. Dlatego też bałam się nowej pozycji Sparksa. Bałam się kolejnego rozczarowania. Na szczęście mnie to nie spotkało! „Z każdym oddechem” to powrót mojego idola! Książka ta jest po prostu piękna, przeurocza i otulająca. A ocean i  spacery na plaży nadaje jej niesamowitego klimatu. Powieść ta jest również napisana w charakterystyczny dla tego autora sposób - mało dialogów, ale za to duża ilość pięknych opisów, które ani przez moment nie nudzą. Sam pomysł na książkę również jest bardzo dobry. Wykorzystanie motywu skrzynek i listów jest strzałem w dziesiątkę i nadaje książce tego czegoś. Historia, choć może trochę bajkowa, udowodnia, że Sparks jest mistrzem pisania o miłości i nie ma szans, żeby ktoś do zdetronizował. Ponadto powieść ta nie tylko wciąga i nie chce się jej odłożyć i wyjść z tego świata, ale także wzrusza do łez - jak na tego autora przystało. Totalnie łamie serce.To przepiękna historia o prawdziwej miłości, aż do śmierci.

Dość lukrowania, czas na wady. Po pierwsze - schematyczność. Pomimo tego, że fabuła bardzo mi się podobała to nie ma co ukrywać - była bardzo, ale to bardzo schematyczna. Szczególnie początek. Kobieta i mężczyzna poznają się, idą na spacer na plażę, następnie organizują kolacje u któregoś z nich, a po niej siadają na werandzie i delektują się wieczorem. Później ich znajomość się rozwija. Znacie to? Ja miałam wrażenie, że gdzieś to już czytałam. I to w kilku książkach Sparksa. Co do zakończenia - jest dość przewidywalne i typowe dla tego autora, jednak muszę przyznać, że w tym aspekcie odbiegł trochę od swej schematyczności. 

Kolejną wadą jest jej wydanie. Gdy tylko otworzyłam swój egzemplarz w mojej głowie pojawiły się słowa: "co oni zrobili z tą książką?". Chodzi mi o to, że jest inaczej wydana. Inny, gorszy papier, nie biały a pożółkły. Dodatkowo, ilość tekstu w starym wydaniu jest o 1/4 większa niż w tym, co sprawia, że książka ta ma niby ponad 360 stron a tak naprawdę liczy sobie o prawie 100 stron mniej. Bardzo nie lubię takiego nadmuchania. I już wiem, czemu udało mi się ją przeczytać w jeden dzień... 

Podsumowując, „Z każdym oddechem” to bardzo dobra książka, którą musi przeczytać każda osoba lubiąca powieści Nicholasa Sparksa. Ale nie tylko! To także pozycja dla tych, którzy lubią wzruszające, trochę bajkowe, łzawe historie o miłości, napisane w sposób... po prostu piękny. Pomimo kilku wad - polecam. 


1 komentarz:

  1. Ja ze Sparksem mam taki problem, że o ile jego książki są OK to zawsze o wiele bardziej podobają mi się filmy na podstawie jego tytułów. Zawsze jak wychodzi jakaś nowa powieść to czytam ale po latach właśnie wychodzi to, że one są do siebie meeeeega podobne.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już tu jesteś, drogi Czytelniku, to zostaw po sobie jakiś ślad - najlepiej w postaci komentarza. Dodaj link do swojego bloga, ułatwisz mi odwiedziny :)