Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmiech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmiech. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 marca 2016

"Moralność pani Piontek" Magdaleny Witkiewicz


"Najważniejsze było życie. Tu i teraz. Z najbliższymi."

 Chyba zdążyłam już się zakochać w twórczości Pani Magdaleny Witkiewicz. I jak możecie zauważyć coraz częściej czytam jej książki. Jestem z nich bardzo zadowolona. Książka, którą ostatnio czytałam to "Moralność pani Piontek". Tak, Piontek. Jest to kolejna pozycja, przy której świetnie się bawiłam, a jednocześnie wzruszyłam.

      "Moralność pani Piontek" to historia ginekologa Augustyna Poniatowskiego i jego upiornej mamuśki, nazywanej przez niego harpią i piranią - Gertrudy Poniatowskiej, z domu Piontek. Gertruda to ekscentryczna kobieta, która zawsze musi postawić na swoim. Jest nadopiekuńczą matką, przewrażliwioną żoną i lekarką. Marzyła o tym, aby jej syn został laryngologiem. Ale że do zawodu zabierał się (cytuję) "od dupy strony" - na złość matce został ginekologiem, z resztą, cieszącym się dobrą opinią. Gertruda ma bzika na punkcie butów, porcelanowych filiżanek i oczywiście swojego syna Augustyna, którego kocha ponad życie. Jednak syn chce w końcu uwolnić się od nadopiekuńczej matki i wyprowadza się z domu. Przez przypadek zamieszkuje z Anulą - studentką marketingu, nazywaną przez Gertrudę zwyczajnie lafiryndą ( prawdę mówiąc, Ania z lafiryndą nie ma nic wspólnego). 
      Romuald - mąż Gertrudy i ojciec Augustyna, ma dosyć swojej żony. Co rusz wymyśla sposoby, aby pozbyć się żony, a raczej, tak ją zdenerwować, żeby sama od niego odeszła. W tym planie pomaga mu Przebrzydły Cyryl - przyjaciel Augustyna. Cyryl jest częstym gościem w mieszkaniu Augustyna i Anuli, a można nawet powiedzieć, że jest tam częściej niż sam pan ginekolog. Oczywiście ma w tym swój interes. 


      Specjalistka od szczęśliwych zakończeń mnie nie zawiodła. Czytając lekturę już od pierwszych stron się uśmiechałam, bo jak tu się nie śmiać czytając tak zabawną charakterystykę Gertrudy, która ma bzika na punkcie butów z jak najwyższym obcasem? Nawet do trumny kupiła sobie szpilki! Najwyższe! Dla większego efektu z czerwoną podeszwą, a co!
      "Moralność pani Piontek" jest humorystyczną książką, napisaną lekkim, potocznym językiem. Za to właśnie uwielbiam twórczość pani Witkiewicz. Książka wciąga bez reszty, czyta się ją bardzo szybko. Akcja jest bardzo dynamiczna, wręcz galopuje! I to bardzo szybko.
      Bardzo podoba mi się sposób, w jaki pani Witkiewicz wykreowała bohaterów. Wprost doskonały, bo każdy z nich jest inny. Gertruda - kobieta z piekła rodem, która zawsze stawia na swoim. W małżeństwie nie jest głową ani szyją - jest tym i tym. Maskuje swoje pochodzenia i wszystkich przekonuje, że pochodzi z TYCH Poniatowskich. Natomiast jej mąż Romuald, to typowy pantoflarz. Nie sprzeciwia się żonie, robi to, co mu każe. Biedaczek boi się nawet powiedzieć, że nie lubi pić kawy z filiżanki, że wolałby ze zwykłego kubka. Zwyczajnie siedzi jak mysz pod miotłą. Augustyn to przeciwieństwo Romualda. Twardo stąpa po ziemi i potrafi sprzeciwić się matce, której nic a nic się to nie podoba. 
      W lekturze nie oczekujcie tylko śmiechu. Czeka na Was również nutka goryczy. Autorka w powieści porusza trudny i bardzo ważny temat, który skłania do refleksji. Ale o tym nie mogę Wam więcej powiedzieć. 
      Podsumowując, "Moralność pani Piontek" to humorystyczna książka pełna pomyłek. Jest to powieść z przesłaniem, o miłości i nadopiekuńczości, a również o tym, że zaczynamy coś doceniać wtedy, kiedy możemy to stracić. Lektura bardzo mnie odprężyła i zrelaksowała. Dzięki niej nabrałam apetytu na kolejne powieści pani Witkiewicz. A "Moralność pani Piontek" - książkę słodko - gorzką zdecydowanie polecam!  



niedziela, 28 lutego 2016

"Awaria małżeńska" Magdalena Witkiewicz i Natasza Socha

 "Jednego bowiem nie można kobietom odmówić - potrafią tak skołować przeciwnika, że koniec końców, samo dochodzi do wniosku, iż jest skończoną świnią."


      To było do przewidzenia, że z połączonych sił Magdaleny Witkiewicz i Nataszy Sochy musi wyjść coś wspaniałego. I nie zawiodłam się, bo bez dwóch zdań - wyszło. To chyba jedyna książka, przy której tak świetnie się bawiłam i co chwila się śmiałam, bo jak tu się nie śmiać, skoro wszystko jest tak bardzo prawdziwe? Książka pokazała, w jaki sposób biedny, rudy kotek może naprawić aż dwa małżeństwa!  
       Ewelina i Justyna to dwie mężatki, każda z dwójką dzieci, niezadowolone ze swojego małżeństwa. Wiecznie narzekają na swoich mężów, krytykują, a jedna z nich nawet wyrzuciła męża z domu. Ich losy łączy autobus linii 122, a bardziej wypadek tego autobusu, w którym jechały kobiety. Przyczyną wypadku był wcześniej wspomniany kot (a może raczej przypalona fasola?), który stracił swoje ostatnie życie. Połamane kobiety trafią na jedną salę do szpitala na długi czas. Teraz ich obowiązki muszą przejąć mężowie, którzy są kompletnie zieloni w temacie zajmowania się domem. Kobiety są przerażane i pewne, że mężczyźni nie poradzą sobie w nowej roli, szczególnie gdy zbliża się początek nowego roku szkolnego. 
      Początkowo rzeczywiście mężczyźni radzą sobie kiepsko, bo jak pogodzić tu dwójkę dzieci, pracę, dom, sprzątanie i pranie? Na dodatek robienie ludzików z kasztanów i zwierzątek z ziemniaka? A co się stanie gdy do tego dołożymy jeszcze brak pomocy ze strony teściów?
      Jak wszystkie dobrze wiemy, mężczyźni to nie kobiety i nie mają podzielności uwagi, w przeciwieństwie do nas nie potrafią robić 1000 rzeczy na raz. Dlatego też Sebastian i Mateusz nie odnajdują się w nowej roli, wszystko im nie wychodzi, bo nie mają wprawy w zajmowaniu się domem, co więcej ich relacje z dziećmi też nie są najlepsze. Jednak z biegiem czasu wszystko się zmienia. Mężczyźni radzą sobie lepiej, uczą się na błędach i wiedzą, że mleka nie stawia się na ostatniej półce na drzwiach lodówki. Sięgają również po pomoc tajemniczej pani ornitolog - Dżesiki, która czasami pomaga im w domowych obowiązkach. 



      Autorki w swojej książce wykreowały wspaniałych bohaterów o różnych charakterach, którzy nie są mdli ani nudni. Nudne nie są także dialogi, wręcz przeciwnie - kipią humorem i dowcipem. Pod koniec powieści, bohaterowie przechodzą swoistą przemianę. Każde z nich zauważa wcześniej popełniane błędy, brak zrozumienia i wsparcia, dzięki czemu rudemu kotkowi naprawdę udało się uratować 2 małżeństwa. Co więcej ojcowie zbliżają się do dzieci, bawią się z nimi, a gdy sytuacja tego wymaga, uczą się robić na drutach i słuchają audiobooków o znanym piłkarzu.
      Książka jest oczywiście napisana fajnym, prostym i swojskich językiem. Autorki zdecydowanie mają lekkie pióra. Powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie, w dodatku są liczne powody do śmiania, bo z niektórych sytuacji naprawdę nie można się nie śmiać.

      Podsumowując, "Awaria małżeńska" to przezabawna i przedowcipna powieść o panujących stereotypach. Jeśli chcecie spędzić miłe popołudnie z kilogramową dawką śmiechu i z ponad 300 stronicami dobrze napisanej komedii to zdecydowanie sięgnijcie po "Awarię małżeńską". Gwarantuję, że nie będziecie żałować! 



Wydawnictwo: Filia
Kategoria: Literatura współczesna/Komedia
Liczna stron: 376
Moja ocena: 9/10

 Będzie mi bardzo miło, jeśli polubicie mnie na facebooku :)

https://www.facebook.com/Z-ksi%C4%85%C5%BCk%C4%85-w-r%C4%99ku-943355962445423/