niedziela, 19 kwietnia 2020

"Dom czwarty" Katarzyny Puzyńskiej



„Dom czwarty” to siódmy tom sagi o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej. Co nowego u naszych bohaterów? Klementyna Kopp po czterdziestu latach postanawia wrócić w rodzinne strony. A to wszystko za sprawą jej matki, która poprosiła ją o przyjrzenie się sprawie pewnego morderstwa. Niestety w drodze na miejsce po prostu znika bez śladu. Mieszkańcy Złocin są zgodni – Klementyna nigdy nie dotarła do miasteczka. Jednak aspirant Daniel Podgórski odkrywa, że było inaczej. Skąd więc te kłamstwa? Co tak naprawdę przydarzyło się Klementynie? Okazuje się, że to dopiero wierzchołek góry lodowej. W międzyczasie pojawiają się przerażające graffiti z czarną szubienicą i podrzucane martwe ptaki. Pojawia się także pytanie – jaki związek z tym wszystkim ma okrutna egzekucja, która została dokonana nad jeziorem Bachotek w październiku 1939 roku?

Książki Katarzyny Puzyńskiej charakteryzują się bardzo wyważonym połączniem kryminału z powieścią obyczajową, co od pierwszego tomu skradło moje serce. Mamy tutaj świetne zagadki kryminalne, utrzymywanie w napięciu, zwroty akcji, ale także bardzo dobrze stworzonych bohaterów pod względem psychologicznym i wiele wątków społecznych. W tym tomie nie jest inaczej. „Dom czwarty” to pozycja, w której Katarzyna Puzyńska pokusiła się o wątek historyczny z II Wojny Światowej, kiedy to nad jeziorem Bachotek została dokonana egzekucja. Generalnie nie przepadam w książkach za tym wątkiem, ale tutaj autorka tak go umiejętnie i z odpowiednią dozą wplotła, że zupełnie mi on nie przeszkadzał. W książce tej mamy również motyw żałoby i przemiany głównego bohatera. Daniel Podgórki zmienił się o 180 stopni! Aspirant w dość specyficzny sposób radzi sobie w bólem i cierpieniem. Z dającego się lubić policjanta stał się postacią odpychającą i nie wzbudzającego współczucia. Z psychologicznego puntu widzenia każdy inaczej przeżywa żałobę, więc miejmy nadzieję, że na kartkach powieści pojawi się jeszcze „stary” Daniel.


Lubicie książki Katarzyny Puzyńskiej? Czytaliście "Dom czwarty"? 


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Portalowi: 



wtorek, 14 kwietnia 2020

"Wyśniłam cię, córeczko" Diane Chaberlain


Wyśniłam cię, córeczko” to poruszająca historia matki, która decyduje się wyruszyć w nieznane, aby ratować życie upragnionego dziecka. Główną bohaterką książki jest Carly Sears – młoda wdowa po żołnierzu, który zginął w Wietnamie. Kobieta będąc w ciąży dowiaduje się, że jej nienarodzona córeczka cierpi na nieuleczalną wadę serca. Z racji tego, że jest rok 1970 medycyna nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięta, aby lekarze mogli wyleczyć dziecko. Szwagier Carly jest fizykiem z tajemniczą przeszłością. Zdradza kobiecie, że istnieje sposób, aby uratować maleństwo, ale będzie to wymagać od niej ogromnej siły i odwagi a nawet zaryzykowania życia.

Uwielbiam książki Diane Chamberlain. Nie tylko za to, że są wspaniale napisane i czyta się je bardzo szybko, ale przede wszystkim za to, że autorka porusza w nich niezwykle ważne, trudne i pełne dylematów tematy. Muszę przyznać, że jest to książka inna od pozostałych dlatego też podchodziłam do niej dość sceptycznie. Nie sądziłam, że taka tematyka mi się spodoba. „Wyśniłam cię, córeczko” to książka może trochę nierealistyczna, może trochę oderwana od rzeczywistości, ponieważ porusza temat podróży w czasie. Ale pomimo tego, powieść wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Niesamowicie wciągnęłam się w historię Carly. Dzięki temu, że podróż w czasie jest niebezpieczna, książka od samego początku trzyma w napięciu i dostarcza wielu emocji. Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę. Pomimo tego że nie lubię fantastyki, taki motyw zupełnie mi nie przeszkadzał.

„Wyśniłam cię, córeczko” to powieść iście niezwykła, przekraczająca granice gatunków, opowieść o walce, jaką musi stoczyć młoda matka, aby uratować życie nienarodzonego jeszcze dziecka i rodzinę. Diane Chamberlain w tej powieści wykracza poza granice nauki i wiary, aby stworzyć niezapomnianą powieść. Polecam!











Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Portalowi: 

poniedziałek, 10 lutego 2020

"Iluzjonista" Remigiusza Mroza

„Iluzjonista” to kontynuacja „Behawiorysty” Remigiusza Mroza. Z racji tego, że pierwsza część cyklu to dla mnie najlepsza książka autora i uważałam, że nie powinna być kontynuowana,  podchodziłam do niej dość sceptycznie. Jednak moja ciekawość zwyciężyła i ta oto mam za sobą lekturę „Iluzjonisty”.

Autor przedstawia nam fabułę w dwóch płaszczyznach. Pierwsza z nich to rok 1988, kiedy to Gerard Edling prowadził śledztwo zakończone ujęciem i skazaniem sprawcy. Z powodu tajemniczego charakteru a także specyficznego zachowania, morderca był nazywany Iluzjonistą – zabijał tak, aby dowody obarczały inne osoby. Jego ofiary nie łączyło nic poza wypalonym znakiem zapytania na skórze.  Druga płaszczyzna książki to wydarzenia ponad trzydzieści lat później. Wtedy to na jednym z opolskich kąpielisk zostaje odnalezione ciało z dokładnie takim podpisem, jakiego używał Iluzjonista. Również sposób działania sprawcy jest łudzący podobny do tego sprzed trzydziestu lat. Niestety dochodzenie utrudnia fakt, iż akta dawnej sprawy zniknęły, a osoby, które miały z nią jakikolwiek związek albo milczą, albo znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Jedyną osobą, która jest w stanie pomóc prokuraturze jest Edling skrywający własne tajemnice związane z dawnymi wydarzeniami.

Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony naprawdę mi się podobała. Autor znowu zaskoczył genialną, oryginalną i dopracowaną fabułą. Pozycja trzymała mnie w napięciu i z zapartych tchem czytałam o sztuczkach Iluzjonisty i wraz z bohaterami rozwiązywałam zadawane im zagadki. Ale z drugiej strony czegoś mi w tej książce zabrakło. Czegoś tak bardzo istotnego co sprawia, pomimo tego, że to naprawdę dobra pozycja, że przy „Behawioryście” „Iluzjonista” wypada dość blado. Chyba po prostu nie jest tak brutalna, tak wstrząsająca i działająca na psychikę.

A Wy czytaliście „Iluzjonistę”? Planujecie?



Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Portalowi: 

sobota, 28 grudnia 2019

"Łaskun" Katarzyny Puzyńskiej


„Łaskun” to już kolejny, szósty tom sagi o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej. Znowu mamy do czynienia jednocześnie z powieścią i kryminałem, ale tym razem autorka, bardziej niż w poprzednich częściach, rozwinęła wątek psychologiczny.


Przechodząc do fabuły -  dom bezrobotnego sędziego stał się miejscem makabrycznej inscenizacji. Morderca z rozczłonkowanych zwłok prawnika i nieznanej kobiety stworzył pewnego rodzaju lalkę. Już na początku dochodzenia policja znajduje na miejscu zbrodni dowód, który wskazuje, że z morderstwem mógł mieć coś wspólnego Daniel Podgórki. Jego sytuacje pogarsza okrycie tożsamości drugiej ofiary oraz to, że policjant zaczął się ukrywać. Czy skoro Podgórki jest niewinny, to czemu ucieka? A może ktoś z komendy chce go wrobić w podwójne morderstwo?  

W „Łaskunie” mamy do czynienia z naprawdę makabrycznymi scenami. Autorka bardzo się postarała, aby opisy jak najbardziej oddawały rzeczywistość. Krew, postać stworzona z części ciała sędziego i kobiety – wszystko to naprawdę może przyprawić o mdłości.

Kolejnym plusem jest wątek psychologiczny. Jest on naprawdę rozbudowany, szczególnie w końcowej części powieści, co w poprzednich częściach, z tego co pamiętam, nie miało miejsca. Poza tym, jest on naprawdę bardzo dobrze poprowadzony. Za każdym razem gdy autorka poruszała ten wątek miałam wypisane na twarzy jedno wielkie „wow!”. Dzięki tym psychologicznym aspektom książki, jest ona naprawdę wyjątkowa, a zakończenie ciężkie do przewidzenia. Myślę, że zapamiętam tę książkę na długo.

Minusem natomiast jest długość powieści Pozycja ta liczy sobie ponad 800 i myślę, że jest to opasłe tomisko. To znaczy, precyzując, nie przeszkadza mi sama jej objętość, ale to, że czytając mając wrażenie, że niektórych rozdziałów mogłoby nie być, bo kompletnie nic nie wnosiły do fabuły. Również samo prowadzenie śledztwa wydłużało całość, czasami było nudne i mdłe.

Aż czasami miałam ochotę wstrząsnąć tymi policjantami, żeby się ogarnęli i wzięli do roboty, bo kobiety ze wsi wiedziałaby więcej niż oni po kilkunastu przesłuchaniach. Dlatego też uważam, że jest to najsłabsza część cyklu. Nie jest to zła książka, oczywiście, że nie! Po prostu poprzednie czytałam z większą przyjemnością, aczkolwiek wątek psychologiczny w tej części do mistrzostwo! Więc jeśli znacie ten cykl to koniecznie sięgnijcie po „Łaskuna”. Jeśli nie – zacznijcie od „Motylka”. 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Portalowi: 


środa, 3 kwietnia 2019

„Szept syberyjskiego wiatru” Doroty Gąsiorowskiej



Główną bohaterką książki jest Kalina, która zaraz po tym, jak została oszukana przez wspólniczkę musi spłacać długi, wraca do Polski po wielu latach nieobecności i rozpoczyna pracę w fabryce porcelany. Właścicielką tego przedsiębiorstwa jest jej babcia, z którą kobieta nie miała najlepszych stosunków. W drożeniu się w nowe obowiązki pomaga Kalinie Sergiusz - prawa ręka starszej kobiety. Początkowo mężczyzna nie jest pozytywnie nastawiony do głównej bohaterki. Jednak z biegiem czasu, gdy się lepiej poznają, ich relacja nieco się ociepla. Pewnego dnia Kalina zostaje poproszona przez babkę o odebranie dziwnej przesyłki w Petersburgu. W podróży ma jej towarzyszyć Sergiusz. Dwie tajemnice - babki i Sergiusza - splecione ze sobą, zaniosą Kalinę aż na Syberię. To właśnie tam dziewczyna będzie musiała obrać własne serce. 



poniedziałek, 1 kwietnia 2019

„Martwe dziewczyny" Graeme Cameron

Główną bohaterką książki jest Alisha Green - detektyw, która podczas pewnej policyjnej akcji przeciwko seryjnemu mordercy, została dość poważnie ranna. Po dwóch miesiącach dochodzenia do siebie w końcu wraca do pracy. Jest zdeterminowana, aby dopaść psychopatę, który chciał ją dołączyć do swojej kolekcji martwych kobiet. Niestety śledztwo to utrudnia fakt, iż Ali nie do końca jeszcze wydobrzała, ma kłopoty z pamięcią. Dodatkowo czasami nie jest w stanie określić, co jest wytworem jej wyobraźni, a co wydarzyło się naprawdę. Wydaje się, że w konfrontacji z mordercą, który umiejętnie zaciera ślady, kobieta nie ma szans. Jednak kieruje nią coś nie do opisania. Chce nie tylko uratować swoje życie, ale także pomścić śmierć wszystkich bestialsko zamordowanych kobiet. 




wtorek, 26 marca 2019

„Utopce” Katarzyny Puzyńskiej


„Utopce” to piąty tom sagi o Lipowie. Tym razem autorka przenosi nas do tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego roku do wsi Utopce, która jest tak bardzo mroczna i specyficzna, że niezwykle łatwo jest uwierzyć mieszkańcom, iż zabójstwa pewnego ojca i syna dokonał wampir. Tę zagadkę trzydzieści lat później próbuje rozwiązać Daniel Podgórski, Klementyna Kopp i reszta ekipy. Czy uda im się odkryć tożsamość mordercy? A może tylko obudzą przyczajonego przez lata wampira i nic nie będzie już w stanie powstrzymać nadchodzącego zła? Policjantom zadania nie ułatwia fakt, że każdy z nich ma swoje problemy w życiu prywatnym, które w bardzo dużym stopniu wpływają na ich pracę.






wtorek, 12 marca 2019

„Umorzenie” Remigiusza Mroza


„Umorzenie” to już dziewiąta część cyklu o niepowtarzalnej Joannie Chyłce. Tym razem na drodze prawników staje "idealny" mąż i ojciec, który bestialsko zamordował żonę i dzieci. Dlaczego to zrobił? Co sprawiło, że ze wspaniałego, kochającego męża przerodził się w potwora? Chyłka ma świadomość, że z pewnych względów każda sprawa może okazać się tą ostatnią. Podejmuje się więc obrony oskarżonego pomimo tego że mężczyzna od razu przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Sprawa wydaje się być przegrana gdyby nie fakt, że sprawca ma dość solidne alibi, które działa na jego korzyść i może doprowadzić do uniewinnienia. Sam jednak twierdzi, że zostało ono sfabrykowane. 



poniedziałek, 25 lutego 2019

„Latarnia z Kiss River” Diane Chamberlain

„Latarnia z Kiss River” to druga, zaraz po „Światło nie może zgasnąć” część cyklu Kiss River. Autorka zabiera nas w lata 40. XX wieku gdzie nastoletnia Elizabeth Poor - córka latarników, zakochuje się w żołnierzu Straży Wybrzeża - Sandym. Cały świat jest pogrążony w wojnie, a w Kiss River działa szpieg. Elizabeth wpada na jego trop po czym znika. Druga część fabuły to losy Giny Higgins - mądrej, pięknej nauczycielki, która przemierza setki kilometrów, aby dostać się do Kiss River i zbadać słynną latarnię. Niestety na miejscu dowiaduje się, że została ona całkowicie zniszczona przez sztorm, a jej imponującą soczewkę, na której tak zależało kobiecie, pochłonął ocean. Zawiedzioną Ginę przyjmują pod swój dach Lacey i jej brat Clay, ale kobieta nadal ukrywa przed wszystkimi prawdziwy motyw swojej wizyty. Gdy jednak zakocha się w Clayu, przekona się, że jej kłamstwa mogą zniszczyć kiełkującą miłość... 

sobota, 16 lutego 2019

„Bezbronne” Taylor Adams


Darby to studentka sztuki z Boulder, która podczas okropnej śnieżycy wraca z uniwersytetu do domu. Niesprzyjająca pogoda sprawiła, że dziewczyna została uwięziona na odludziu, a najbliższą noc będzie musiała spędzić przy autostradzie z czterema obcymi osobami i bez żadnego kontaktu ze światem. Podczas rozglądania się po parkingu odkrywa, że w jednym z aut zostało uwięzione dziecko, dziewczynka. Darby nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że wbrew swej woli została wplątana w przestępcze plany. 

„Bezbronne” to naprawdę bardzo dobry thriller, mroczny i tajemniczy. Śnieżyca, odludzie i brak zasięgu tworzą niesamowity, oryginalny klimat, który sprawiał, że czasami nawet sama bałam tego, co za chwilę się wydarzy. Dreszczyk emocji, niepewność i lekki strach – to właśnie to towarzyszyło mi podczas lektury. „Bezbronne” to pozycja z bardzo przemyślaną, ciekawą i oryginalną fabuła. Autor również postarał się o to, abyśmy do samego końca nie ufali bohaterom, nie wiedzieli kto jest dobry, a kto zły. Skutecznie wodzi nas za nos, bawi się z nami w kotka i myszkę oraz wysyła mylne sygnały. Naprawdę, lektura tejże książki to ogromna przyjemność! 

Nie sposób przejść obojętnie obok tego, że akcja książki dzieje się praktycznie tylko w jedną noc. Większość z Was pewnie pomyśli, że co może się dziać przez kilka godzin, jak z tego można zrobić pełno gabarytową książkę. Można! Przez tę jedną noc w książce dzieje się więcej aniżeli w innych thrillerach przez tydzień. Akcja trzyma w napięciu od deski do deski i nie powala nawet na chwilę odpocząć. 

Jeśli szukacie bardzo dobrego thrillera, z ciekawą, trzymającą w napięciu akcją, z dobrze wykreowanymi bohaterami to ta książka jest dla Was. 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:

 
http://otwarte.eu/

niedziela, 9 grudnia 2018

„W ułamku sekundy” Alex Kava

„W ułamku sekundy” to druga część cyklu o Maggie O'Dell - agentce specjalnej FBI, która znowu musi zmierzyć się z niewyobrażalnie okrutnym mordercą jakim jest Albert Stucky. Został on nazwany Kolekcjonerem. Po tym jak udało mu się uciec z więzienia znowu bawi się z agentką w kotka i myszkę. Maggie wznawia polowanie na psychopatę, jednak to nie jest takie proste, kiedy on za każdym razem jest od niej o krok szybszy. 


~*~

poniedziałek, 19 listopada 2018

„Gus” Kim Holden


Tytułowego Gus'a mogliśmy poznać  już w „Promyczku” - wspaniałej, niezwykle wzruszającej książce Kim Holden. Główny bohater to najlepszy przyjaciel Kate, na którego ta wspaniała dziewczyna miała ogromny wpływ. Teraz, po jej stracie Gus nie może dojść do siebie. Staje się wrakiem człowieka. Ulgę w tym bólu psychicznych przynosi mu alkohol, narkotyki i przygodny seks. Powieść, to historia chłopaka, który po stracie najlepszej przyjaciółki a zarazem miłości życia stara się pozbierać i rozpocząć wszystko od nowa z kobietą, która również została skrzywdzona przez życie. 


poniedziałek, 12 listopada 2018

„Z jednym wyjątkiem” Katarzyny Puzyńskiej




W Lipowie już na dobre zagościła wiosna. Rozgrzewa nie tylko powietrze, ale także serce Daniela Podgórkiego, który zamierza oświadczyć się swojej wybrance. Tymczasem zostaje zamordowana pewna kwiaciarka, a sprawą zabójstwa zajmuje się właśnie Daniel i Klementyna Kopp. Zespół musi poradzić sobie z trudnymi pytaniami - kto mógł życzyć śmierci samotnej starszej pani? Dlaczego wytatuował na jej piersi trudny do odszyfrowania napis? I co ma z tym wspólnego historia pewnej pary młodych ludzi sprzed ponad stu sześćdziesięciu lat? 

~*~

„Z jednym wyjątkiem” to czwarta część sagi o Lipowie, którą jestem oczarowana. Książki Katarzyny Puzyńskiej to powieści kryminalne z dość obszernie rozwiniętym wątkiem obyczajowym. Tym razem autorka przedstawia nam bardzo ciekawą zagadkę, która ma wiele wspólnego z ... szachami. I z parą młodych ludzi, żyjących ponad sto sześćdziesiąt lat temu. Kryminał ten naprawdę bardzo mi się podobał. Sprawiał, że zapominałam o całym świecie i bez reszty zatracałam się w świecie bohaterów. Zagadka całkowicie mnie pochłonęła i z niecierpliwością czekałam na zakończenie. Pomimo tego, że „Z jednym wyjątkiem” jest książką świetnie napisaną i czytało się ją przyjemnie i szybko, to jednak miałam wrażenie, że jest ona zbyt obszerna i rozwlekła. Dość sporą część zajmują relacje z odprawy, gdzie za każdym razem jest podsumowywane śledztwo. Moim zdaniem wprowadza to liczne powtórzenia i spowalnia akcję, która już jest spowolniona przez wątek obyczajowy, ale to akurat mi się podoba. 

Akcja kryminału jest prowadzona w trojaki sposób. Przede wszystkim mamy główny wątek, w którym prowadzone jest śledztwo. Po drugie mamy wątek poboczny, który dzieje się w dalekiej przeszłości. I tutaj brawa dla Katarzyny Puzyńskiej za dopasowanie języka do tamtych czasów. Po trzecie mamy listy zabójcy, w których opisuje swoje odczucia związane z morderstwem. 

Podsumowując, „Z jednym wyjątkiem” to bardzo dobry kryminał z wątkiem obyczajowym, choć może trochę zbyt obszernym. Czyta się go z przyjemnością i z niecierpliwieniem. Nie mogę się już odczekać, kiedy znowu przeniosę się do wspaniałego, aczkolwiek niebezpiecznego Lipowa. 




piątek, 2 listopada 2018

„Z każdym oddechem” Nicholas Sparks


Hope to trzydziestosześcioletnia kobieta, która od sześciu lat żyje w dość burzliwym związku, a spełnienie marzenia o ślubie i dzieciach nadal jest odkładane na później. Jej ojciec natomiast cierpi na poważną chorobą. Dlatego też kobieta wykorzystuje przyjazd na wesele przyjaciółki i postanawia odciąć się od wszystkiego, spędzić tydzień w wakacyjnym domu w Sunset Beach i spokojnie zastanowić się nad swoją przyszłością. Drugim bohaterem książki jest Tru - przewodnik safari, który do Sunset Beach przyjechał po to, aby poznać ojca i dowiedzieć się więcej o młodości swojej matki. Gdy drogi tych dwojga obcych sobie ludzi niespodziewanie się krzyżują, wybucha między nimi żarliwe uczucie. Jednak sielanka nie trwa wiecznie i wkrótce będą zmuszeni dokonać trudnego wyboru: oddać się tej pięknej miłości czy spełnić obowiązek wobec rodziny? Posłuchać głosu serca czy rozsądku? 

~*~

Do książek Nicholasa Sparksa mam ogromny sentyment. Niestety dwie ostatnie powieści tego autora były dość słabe. Nie chodzi tylko o fabułę, której już nawet nie pamiętam, ale przede wszystkim o sam sposób ich napisania - czułam, jakby książki te były twórczości kogoś innego. Dlatego też bałam się nowej pozycji Sparksa. Bałam się kolejnego rozczarowania. Na szczęście mnie to nie spotkało! „Z każdym oddechem” to powrót mojego idola! Książka ta jest po prostu piękna, przeurocza i otulająca. A ocean i  spacery na plaży nadaje jej niesamowitego klimatu. Powieść ta jest również napisana w charakterystyczny dla tego autora sposób - mało dialogów, ale za to duża ilość pięknych opisów, które ani przez moment nie nudzą. Sam pomysł na książkę również jest bardzo dobry. Wykorzystanie motywu skrzynek i listów jest strzałem w dziesiątkę i nadaje książce tego czegoś. Historia, choć może trochę bajkowa, udowodnia, że Sparks jest mistrzem pisania o miłości i nie ma szans, żeby ktoś do zdetronizował. Ponadto powieść ta nie tylko wciąga i nie chce się jej odłożyć i wyjść z tego świata, ale także wzrusza do łez - jak na tego autora przystało. Totalnie łamie serce.To przepiękna historia o prawdziwej miłości, aż do śmierci.

Dość lukrowania, czas na wady. Po pierwsze - schematyczność. Pomimo tego, że fabuła bardzo mi się podobała to nie ma co ukrywać - była bardzo, ale to bardzo schematyczna. Szczególnie początek. Kobieta i mężczyzna poznają się, idą na spacer na plażę, następnie organizują kolacje u któregoś z nich, a po niej siadają na werandzie i delektują się wieczorem. Później ich znajomość się rozwija. Znacie to? Ja miałam wrażenie, że gdzieś to już czytałam. I to w kilku książkach Sparksa. Co do zakończenia - jest dość przewidywalne i typowe dla tego autora, jednak muszę przyznać, że w tym aspekcie odbiegł trochę od swej schematyczności. 

Kolejną wadą jest jej wydanie. Gdy tylko otworzyłam swój egzemplarz w mojej głowie pojawiły się słowa: "co oni zrobili z tą książką?". Chodzi mi o to, że jest inaczej wydana. Inny, gorszy papier, nie biały a pożółkły. Dodatkowo, ilość tekstu w starym wydaniu jest o 1/4 większa niż w tym, co sprawia, że książka ta ma niby ponad 360 stron a tak naprawdę liczy sobie o prawie 100 stron mniej. Bardzo nie lubię takiego nadmuchania. I już wiem, czemu udało mi się ją przeczytać w jeden dzień... 

Podsumowując, „Z każdym oddechem” to bardzo dobra książka, którą musi przeczytać każda osoba lubiąca powieści Nicholasa Sparksa. Ale nie tylko! To także pozycja dla tych, którzy lubią wzruszające, trochę bajkowe, łzawe historie o miłości, napisane w sposób... po prostu piękny. Pomimo kilku wad - polecam. 


środa, 24 października 2018

„Skradzione małżeństwo” Diane Chamberlain


Akcja nowej powieści Diane Chamberlain toczy się w roku 1944, kiedy to młoda Tess DeMell, marząca o byciu pielęgniarką, niespodziewanie zrywa zaręczyny z miłością swojego życia, pali za sobą wszystkie mosty i wyprowadza się do małego miasta na południu Stanów Zjednoczonych, aby tam poślubić człowieka, którego widziała raz w życiu, ale za to zmienił je o 180 stopni. Henry jest człowiekiem bogatym, posiadającym własną fabrykę mebli. Jest także mężczyzną skrytym a ich małżeństwo, istnieje tylko na papierku. Dziewczyna musi poradzić sobie z nową rzeczywistością - jest zupełnie sama, szykanowana i niechciana przez teściową i otoczenie. W dodatku cały czas kocha swojego byłego narzeczonego...

~*~

Już od dawna uwielbiam książki Diane Chamberlain i z niecierpliwością wyczekuję kolejnych. Autorka zawsze porusza w nich trudne, czasami nawet kontrowersyjne tematy, zmuszające do refleksji. Po lekturze za każdym razem nasuwa się pytanie: „Co ja bym zrobiła na miejscu bohatera”, co sprawia, że książki nie da się ot tak odłożyć i sięgnąć po następną. Nie, jej książki pozostają w głowie na długo. I tak jest tym razem. Po raz kolejny Diane Chamberlain serwuje nam niezwykle oryginalny pomysł na fabułę. Wprowadza nas w świat bohaterki, która przez jedną noc, przez jeden kieliszek za dużo, zniszczyła wszystko, co dotychczas miała - świetlaną przyszłość pielęgniarki, kochającego narzeczonego, wspaniałą matką. W zamian za to otrzymała małżeństwo bez miłości, odrzucenie i niechęć otoczenia. Tess stara się z tym wszystkim walczyć i przekonać do siebie bliskich męża. Wraz z biegiem stron możemy zauważyć przemianę głównej bohaterki - od dziewczyny, która z rozpaczy była zmuszona poślub nieznajomego mężczyznę, która chciała się przypodobać wszystkim wokół, aż po pewną siebie, profesjonalną pielęgniarkę, która wie czego chce i do tego dąży, pomimo przeciwności. 

Historia przedstawiona w książce jest naprawdę wspaniała i niezwykle wciągająca. Bardzo żałuję, że nie mogę powiedzieć Wam więcej na temat fabuły, co by Was jeszcze bardziej zachęciło do przeczytania tej powieści. Mogę jeszcze dodać, że autorka stanęła na wysokości zadania i napisała pozycję w lekki, charakteryzujący ją sposób, co sprawiło, że nie zauważałam ilości przeczytanych stron i przesuwających się wskazówek na zegarze. 

Po lekturze mogę stwierdzić, że książka jest dopracowana pod każdym względem. Autorka nie tylko stworzyła spójną, autentyczną całość, bijącą emocjami i zmuszającą do refleksji, ale także przeprowadziła dokładny research tamtych lat. Ileż ja się dowiedziałam z tej książki! I to w ciekawy i nienachalny sposób. Nie miałam pojęcia o tym, że uważano, iż 10 papierosów dziennie w czasie ciąży to nie jest wcale dużo, ani o okropnych karach za poślubienie kolorowej osoby. 

Podsumowując, „Skradzione małżeństwo” to wspaniała, wciągająca, niezwykle dopracowana i ciekawa książka, którą musicie przeczytać. Jestem pewna, że nie będziecie się mogli od niej oderwać i będziecie pod wrażeniem zakończenia tej historii! 

        Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu: 

poniedziałek, 22 października 2018

„Diabelski młyn” Darii Orlicz


Akcja powieści dzieje się w niewielkim nadmorskim miasteczku, które tylko na pozór wydaje się być sielskim miejscem. W rzeczywistości jest pełne osób bez skrupułów, którzy czasami nawet dla kaprysu krzywdzą innych. W pozycji tej znajdziemy różne zagadki - śmierć ciężarnej Litwinki, porwanie kobiety sprzed klubu fitness, gwałt turystki i szantaż miejscowego prawnika. Czy za tym wszystkim stoi jedna osoba? Odpowiedź na to pytanie musi znaleźć młodszy aspirant Krzysztof Bugaj, który boryka się z własnymi problemami - jest seksoholikiem rozdartym między rozchwianą emocjonalnie żoną a zaborczą kochanką. 

~*~

Muszę przyznać, że książka naprawdę mną wstrząsnęła. Jeśli spodziewacie się lekkiej i przyjemnej lektury to niestety - tutaj tego nie znajdziecie. „Diabelski młyn” to ciężka, trudna i wstrząsająca pozycja. Jest pełna moralnego brudu, tajemnicy, zakłamania oraz przelanej krwi. Autorka przedstawia nam kilku bohaterów. Mówiąc szczerze, czasami gubiłam się kto jest kim, ale ważne jest to, że każdy z nich jest „jakiś”. Każdy z nich ma wady, skrywa jakąś tajemnicę, ale przede wszystkim ma coś lub kogoś na sumieniu. Daria Orlicz nie boi się poruszać w swojej książce bardzo trudnych i kontrowersyjnych tematów. Nie jest to tylko zwykły kryminał. To także pozycja, która bierze na tapet temat pedofilii, zdrady, gwałtu, przedwczesnego macierzyństwa i uzależnienia od seksu. Generalnie książka ta jest bardzo autentyczna, jednak niektóre zachowania bohaterów wydawały mi się irracjonalne. Ponadto autorka postarała się o klimat pozycji - mroczny, tajemniczy, przerażający. 

W książce brakowało mi natomiast większego nacisku na zagadkę kryminalną i więcej zwrotów akcji. Oprócz tego, wszystko było na swoim miejscu - trzymanie w napięciu i wartka akcja. Nie nudziłam się ani przez chwilę.

Podsumowując, „Diabelski młyn” to dobra, trudna i ciężka książka o naiwnej ufności, za którą czasami trzeba zapłacić bardzo wysoką cenę, a nawet tę najwyższą. To również pozycja o dramacie tych, którzy zbyt pochopnie zapraszają do swojego życia obce osoby, które mogą to życie zrujnować. 



Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu: 

http://www.harpercollins.pl/

niedziela, 7 października 2018

„Kontratyp” Remigiusza Mroza


Annapurna to ośmiotysięcznik, dziesiąty co do wysokości szczyt Ziemi. W drodze na nią ginie troje polskich wspinaczy. Jednak ekipy ratunkowe odnajdują tam tylko poskręcane, przysypane śniegiem liny, nic więcej. Po kilku tygodniach jedyna członkini wyprawy pojawia się na granicy nepalsko-tybetańskiej, po czym zostaje zatrzymana. Śledczy z Polski przywożą ją do kraju i oskarżają o morderstwo swoich towarzyszy. Nasuwa się pytanie - co wydarzyło się w drodze na Annapurnę? I skąd śledczy mają dowody, które obciążają wspinaczkę? Oprócz dojścia do prawdy Joanna Chyłka musi poradzić sobie z własnymi problemami i groźbami od człowieka, który twierdzi, że to on niegdyś zaatakował ją kwasem... 



Myślę, że nie ma co za dużo rozpisywać się o tej książce. Wiadomo - Mróz to klasa sama w sobie. „Kontratyp” to już ósma część cyklu o Joannie Chyłce. Jest to jednocześnie jedna z najlepszych części. Autor zdecydowanie utrzymuje poziom, a nawet daje nam jeszcze więcej. Wątek kryminalny - genialny. Obyło się na szczęście bez zbyt zagmatwanych zagadek. Książka trzymała w napięciu od początku do samego końca. Naprawdę nie mogłam się od niej oderwać czytając ją do 1 w nocy. Z niecierpliwością czekałam na TO zakończenie, o którym tyle się naczytałam. Kiedy zostały mi dwie strony, nadal czekała. Jedna strona - panika, gdzie to super zakończenie? Pół strony - nadal nic. Ostatnie kilka linijek? - wow! Jestem zmiażdżona i jak najszybciej chcę kolejną część. Jeśli zaś  chodzi o wątek obyczajowy - robi się ciekawie. I będzie ciekawiej, w to nie wątpię. 

Nie jestem jednak w stanie ocenić, czy książka jest poprawna merytorycznie. Zwyczajnie się na tym nie znam. Jednego jestem pewna - dużo się z tej książki dowiedziałam. Za każdym razem, gdy czytam pozycję Remigiusza Mroza jestem pod wrażeniem tego, ile pracy włożył w research do książki. Ogromne brawa i pokłony! 

Podsumowując, „Kontratyp” to genialna książka, po którą musi sięgnąć każdy to lubi tę serię. Jeśli jej jeszcze nie znacie- ja się pytam, na co Wy jeszcze czekacie? Jestem pewna, że można już odwołać ekipę sprzątającą - Remigiusz Mróz pozamiatał swoją najnowszą książką. 


Inne książki tego autora zrecenzowane przeze mnie:

Cykl z Joanną Chyłką:

Tetralogia z komisarzem Forstem:

Pozostałe: 

niedziela, 16 września 2018

„Rok we mgle” Michelle Richmond



Abigail jest narzeczoną Jake'a i razem z nim wychowuje jego sześcioletnią córeczkę - Emmę, którą uwielbia. Wiedzie im się nieomal jak w bajce, a Abby w końcu, po traumatycznej przeszłości, odnalazła spokój i miłość. Pewnego mglistego  dnia główna bohaterka wybrała się z Emmą na spacer po plaży. Jako zapalona fotografka zaczęła robić zdjęcia. Wystarczyło dłuższe spojrzenie w obiektyw, na nieżywą fokę, aby kobieta straciła z oczu córkę narzeczonego. Zrozpaczona Abigail nie miała pojęcia, co się stało z Emmą - czy została porwana, czy się utopiła, a może zaginęła gdzieś we mgle. Jedno było pewne - stała się tragedia. 

Poszukiwania dziewczynki trwały bardzo długo, na czym ucierpiał związek Abigail i Jake'a. Kobieta za wszelką cenę starała przypomnieć sobie każdy, nawet najmniejszy szczegół z tego feralnego dnia, robiła notatki, chodziła do hipnotyzera i na terapię. Nawet gdy Jake'a się poddał i pogodził się z utratą córki, ona nadal wierzyła i działała. Z jakim skutkiem? Musicie przekonać się sami. 

~*~

Ogólnie rzecz biorąc, książka nie przypadła mi do gustu i czułam ogromne rozczarowanie. Miałam dostać bardzo dobry thriller z ogromnym trzymaniem w napięciu - jak czytamy na okładce, a dostałam mdłą, nijaką powieść, nad którą się męczyłam i którą co stronę miałam ochotę odłożyć. Ja naprawdę się przy tej książce nudziłam. Zawiodła mnie przede wszystkim akcja, która była bardzo powolna i monotonna. Moim zdaniem można by wyciąć środek książki, bo to właśnie tam zupełnie nic się nie działo. Powieść jest pełna przemyśleń głównej bohaterki, których po pewnym czasie miałam dosyć. Nie ma tam zaciętych, dynamicznych poszukiwań Emmy, jakiejkolwiek zagadki, która przyciągnęłaby czytelnika, żadnych zwrotów akcji. Oprócz wyrzutów sumienia i wcześniej wspomnianych przemyśleń w tej książce nie ma nic. 

Ponadto bohaterowie nie wydawali mi się być autentyczni. Nie cierpiałam z nimi po stracie dziecka, nie rozpaczałam, nie byłam smutna czy poruszona. A wszystko to przez to, że z książki nie biły takie emocje, ja zwyczajnie nie czułam, żeby oni cierpieli. Jedynym plusem pozycji jaki dostrzegam, jest jej niewątpliwy klimat - mroczny, tajemniczy i mglisty, czasami wręcz przyprawiający o ciarki. 

Podsumowując, „Rok we mgle” to moim zdaniem przeciętna książka, przy której się niemiłosiernie nudziłam. Nudna, powolna, melancholijna akcja sprawiła, że nie raz miałam ochotę ją odłożyć. Uważam jednak, że pozycja ta, może znaleźć swoich zwolenników, więc ani jej nie polecam, ani nie odradzam. 

Premiera: 19.09.2018 r. 



Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:
 
http://otwarte.eu/

niedziela, 9 września 2018

„W żywe oczy” JP Delaney


Kłamstwo nie jest Claire obce ani straszne, bowiem kłamie zawodowo. Jest aktorką bez reszty wcielającą się w osobę, którą gra, a właściwie staję się tą osobą. Pracuje dla pewnej firmy prawniczej, a jej zadaniem jest demaskowanie niewiernych mężów i dostarczać żonom dowodów zdrady. Pewnego wieczoru dostaje zlecenie innego rodzaju. Potencjalny niewierny mąż, wykładowca Patrick Fogler, nie jest nią zainteresowany, nie ulega jej urokowi, a także jej manipulacji. Kiedy żona profesora zostaje zamordowana, życie Claire zmienia się o 180 stopni. Kobiecie zaproponowano rolę życia, a jej „partnerem z planu” jest właśnie Patrick, który zostaje oskarżony nie tylko o zamordowanie żony, ale także o serię innych zabójstw. Czy Patrick jest jeszcze lepszym aktorem i kłamcą niż Claire? 

~*~

Bo dość szybkim przeczytaniu „W żywe oczy” bezapelacyjnie mogę stwierdzić, że ta książka jest wspaniała! Nie spodziewałam się tego, że ten thriller aż tak mi się spodoba. Przede wszystkim jestem zafascynowana samym pomysłem na fabułę. Nigdy nie czytałam choćby trochę podobnej pozycji. Mogę więc stwierdzić, że nieszablonowość oraz oryginalność to ogromny atut tej książki. Jednak największą zaletą jest sposób jej napisania. Autor zdecydowanie nie zmarnował potencjału swojego dzieła. Akcja już od samego początku trzyma w napięciu i do samego końca pędzi galopem. Od książki naprawdę trudno mi się było oderwać i czytałam ją w każdej wolnej chwili. A to wszystko za sprawą prowadzenia fabuły i kreacji bohaterów. Delaney daje nam sprzeczne sygnały i wskazówki, bawi się z nami w kotka i myszkę, a przede wszystkim perfidnie wodzi za nos. Do samego końca nie byłam pewna któremu bohaterowi powinnam ufać, który mówi prawdę a który kłamie, który jest tym dobrym a który tym złym. Ta książka to prawdziwy rollercoaster emocji i sprawiła, że miałam ogromny mętlik w głowie, oczywiście w sensie pozytywnym. Na brawa zasługuje nie tylko kreacja bohaterów i to, że są oni genialnie wykreowani pod względem psychologicznym, ale także research autora. W książce możemy znaleźć wiele informacji na temat wierszy Baudelaire'a oraz psychiatrii. 

Ciekawą informację można przeczytać w Podziękowaniach. Dowiadujemy się stamtąd, że siedemnaście lat temu została napisana przez autora podoba powieść, o tej samej tematyce jednakże z innym tytułem i pod innym nazwiskiem. Thriller ten nie sprzedawał się najlepiej. Na szczęście sukces bestsellerowej „Lokatorki” umożliwił autorowi wydanie pozycji „W żywe oczy” - książki zbudowanej na tym pomyślę, co poprzednia, jednak z inną fabułą i konstrukcją postaci. 

Podsumowując, „W żywe oczy” to wspaniała książka, którą musicie przeczytać. Autor tak mąci nam w głowie i gra na emocjach, że od pozycji nie można się oderwać. Po tak udanej lekturze chce więcej! W najbliższym czasie koniecznie muszę sięgnąć po „Lokatorkę”. 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:
 
http://otwarte.eu/