Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 października 2016

"Szansa na życie" Diane Chamberlain


Miłość matki do dziecka, moim zdaniem, jest miłością najpiękniejszą, dla której człowiek jest gotów zrobić wszystko - szczególnie matka. To właśnie ona potrafi jak lwica walczyć o swoje dziecko i jak nikt inny znać jego potrzeby. Taki właśnie temat porusza Diane Chamberlain w książce "Szansa na życie". 

Janine Donohue jest rozwódką, matką ośmioletniej Sophie. Na przekór wszystkim, kobieta zgodziła się, aby córka razem z zastępem zuchów pojechała na dwudniowy biwak. Niestety z wyjazdy dziewczynka nie wraca.  Sophie nie jest jak inne dziewczynki w jej wieku. Cierpi ona na bardzo rzadką chorobę nerek. Lekarze nie wróżą jej długiego życia, a nawet to krótkie jest męczące, skupione na szpitalach i dializach. Dlatego też Janine, znowuż wbrew wszystkim, postanawia podjąć ostatnią próbę uratowania swojej córki i wpisuje ją na eksperymentalną terapię. Lek musi być podawany w konkretnych dniach, a bez niego dziewczynka długo nie przetrwa. Wszyscy stracili już nadzieję, że znajdą dziewczynkę żywą. Natomiast matczyna intuicja podpowiada Janine, że Sophie żyje, ale czasu jest niewiele. Jak lwica, na własną rękę zaczyna szukać swojej córeczki. Czy zdąży? 

 Diane Chamberlain jest po prostu mistrzynią. Uwielbiam jej prozę. "Szansa na życie" to kolejna książka, którą jestem oczarowana. Nie jest to pozycja należąca do tych "lekkich" ale zdecydowanie do tych mądrych i życiowych. W książce tej, prowadzone są dwa wątki - ten z Janine, jej córką i poszukiwaniami, oraz Zoe - wątek pewnej bardzo znanej aktorki i jej córki. Obydwa wątki są równie dobre. Z zapartym tchem czekałam, aż w końcu się one połączą. Byłam również ciekawa, co one mają ze sobą wspólnego, bo na początku wydawało się, że niewiele. Ale tradycyjnie Chamberlain mnie nie zawiodła. Stworzyła oryginalną fabułę, pełną tajemnic. Lekki język jakim posługuje się autorka sprawia, że wszystko przeżywałam razem z Janine, i ramię w ramię szukałam z nią córki. Powieść wzrusza do bólu. Jak tu się nie wzruszyć, kiedy ośmioletnia, chora dziewczynka może umrzeć w ogromnym lesie, pozostawiona na pastwę dzikich zwierząt? 

Diane Chamberlain w swojej książce skupia się nie tylko na poszukiwaniu Sophie, ale także na relacjach rodzinnych, a przede wszystkim tych matka - córka. Janine nie ma dobrego kontaktu ze swoją matką, jest zawsze przez nią krytykowana, od dzieciństwa. Natomiast dla swojej córki, jest matką idealną. Dba o nią, do ostatniego tchu szuka rozwiązania, aby córce żyło się lepiej, zgadza się na eksperyment. Robi wszystko aby nie popełnić błędów swojej matki. Natomiast Zoe jest matką ślepo wierzącą swojemu dziecku. Nie wierzy, aby córka mogła kogoś zabić, i za wszelką cenę chcę ją wyciągnąć z więzienia. Nie dopuszcza do siebie myśli, że córka tak naprawdę może być chora psychicznie. Widzicie więc, że autorka w perfekcyjny sposób kreuje bohaterów. Nie są oni nudni i mdli, ale każdy z nich jest inny i ma swoją bogatą historię.

Podsumowując, "Szansa na życie" to genialna książka o tym, ile matka jest gotowa zrobić dla swojego dziecka. Książka wzrusza do bólu swoją autentycznością. Pokazuje świat i bohaterów takimi, jakimi są. Przeczytałam ją w mig, z niecierpliwością i w doskonale stworzonym napięciu. Zdecydowanie polecam! 

 

sobota, 11 czerwca 2016

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes


"Nikt nie chcę, żeby mu opowiadać, że się boisz, że cię boli albo, że boisz się, że umrzesz"


Nie wiem czy moją recenzję można nazwać typową recenzją. Jest to raczej hymn pochwalny, bo książką "Zanim się pojawiłeś" jestem oczarowana. Zakochałam się w niej od pierwszych stron, całkowicie zawładnęła moim sercem i pozostanie tam na długo. Jeśli spodziewacie się tandetnego romansidła to zdecydowanie pozytywnie się rozczarujecie. Nie zawsze w życiu wszystko idzie po naszej myśli. W sumie, zazwyczaj tak jest. Zawsze wydarzy się coś, co zmieni nasze plany. Gorzej, jak to jest choroba, która przykuwa do wózka.

Lou Clark to  dwudziestosześcioletnia kobieta, której w pewnym sensie zawalił się świat - straciła pracę, którą lubiła. Niestety to dzięki jej wypłacie rodzinie udało się wiązać koniec z końcem. Dziewczyna zaczyna szukać pracy, jednak to nie jest takie proste zadanie, bo ofert nie ma zbyt wiele. Gdy już straciła nadzieję, że nie będzie musiała pracować z drobiem, pojawiła się bardzo intrygująca i nietypowa oferta pracy - pół roczny etat dla osoby, która ma dotrzymywać towarzystwa niepełnosprawnemu mężczyźnie.  Lou przyjęła ofertę i tak zaczęła się znajomość dziewczyny i Will'a Traynor'a.

Mężczyzna jest sparaliżowany od szyi w dół. Potrzebuje stałej opieki, gdyż nic nie może przy sobie zrobić. W dodatku nie jest on w najlepszym stanie psychicznym. Jednak nie zawsze tak było. Kiedy był zdrowy uwielbiał swoje życie, czerpał z niego garściami. Miał wszystko, czego potrzebuje młody człowiek. Niestety wypadek zmienił jego życie o 180 stopni. Z energicznego mężczyzny Will stał się sarkastycznym, uzależnionym od łaski i niełaski innych, trzydziestoparolatkiem.  

Z początku znajomość Will'a i Lou nie była usłana różami. Mężczyzna nienawidził dziewczyny, był dla niej niemiły i chamski. Lou znosiła to cierpliwie, choć nieraz miała ochotę zrezygnować z pracy. Jednak po tym, jak jej ojciec stracił pracę, stała się jedynym żywicielem rodziny. W związku z tym, z pracy nie mogła zrezygnować i robiła wszystko, aby ograniczyć kontakty z mężczyzną do minimum. 

Wszystko się zmienia, kiedy dziewczyna dowiaduje się z jakiego powodu została zatrudniona i jaka jest jej właściwa rola w tym wszystkim. Zaczyna się wyścig z czasem. Kto go wygra? Will czy Lou? 



Głównym narratorem w książce jest Lou. Jednak zdarzają się również rozdziały, w których narratorem jest matka Willa, jego ojciec, albo siostra Lou. Dzięki czemu choć przez chwilę możemy widzieć świat ich oczami. 

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jojo Moyes, i po lekturze "Zanim się pojawiłeś" wiem, że z pewnością nie ostatnie. Książka jest tak wspaniale napisane, lekkim piórem, z pięknymi, idealnymi opisami, że czytanie to tona przyjemności. W dodatku książka ta to emocjonalna bomba zegarowa, która wybucha pod koniec. To właśnie ta bomba spowodowała, że płakałam jak bóbr. Dawno nie czytałam książki, która by mną aż tak poruszyła, żebym zanosiła się od płaczu. 

"Zanim się pojawiłeś" to książka o miłości i o przyjaźnie, która w szybki sposób pojawiła się miedzy dwojgiem obcych i różnych ludzi. To powieść o oddaniu i poświęceniu. O wspieraniu w trudnych chwilach, a także o determinacji. To właśnie determinacja Lou sprawiła, że tak bardzo ją polubiłam. Za wszelką cenę starała się zrobić coś, aby Will znowu pokochał życie i chciał żyć. Nie poddawała się, kiedy jej próby odnosiły porażkę.


Muszę przyznać, że w pewnym sensie utożsamiam się z Lou, mamy podobny charakter. Obydwie nie lubimy i boimy się zmian, boimy się spróbować czegoś nowego. I za każdym razem krytykujemy coś, czego nie znamy. A przecież tak nie można... Dlatego moim mottem stają się słowa, które Will skierował do Lou: Nie krytykuj, zanim czegoś nie spróbujesz. To dzięki niemu dziewczyna się zmieniła i zaczęła tak naprawdę żyć.

 "Zanim się pojawiłeś" to nie tylko doprowadzająca do płaczu historyjka. To powieść, która tętni optymizmem i nadzieją. Książka jest pewnego rodzaju walką: walką o siebie i o innych, walką o przetrwanie i o życie.  Na plus zasługuje również czarny humor, który pomimo trudnej tematyki książki, jest na właściwym miejscu. 

Warto również wspomnieć o ciemnej stronie tej książki - chorobie Willa. Dzięki niej dowiadujemy się na czym polega tetraplegia oraz to, jak ciężkie jest życie osoby niepełnosprawnej, biorąc pod uwagę to, że nie zawsze są podjazdy dla takich osób, specjalne parkingi, chodniki w dobrym stanie, czy szerokie przejścia.

"Zanim się pojawiłeś" to książka do bólu nieprzewidywalna. Do samego końca nie wiedziałam co się stanie i za to ogromne brawa dla autorki. Powieść do samego końca trzyma w napięciu i nie pozwala się odłożyć na później.

Podsumowując, jeśli macie ochotę na kilkaset stron mądrej, wzruszającej i niebanalnej powieści dającej do myślenia, to musicie sięgnąć po "Zanim się pojawiłeś". To nie jest zwyczajna historia z kategorii "zakup paczkę chusteczek". To powieść, która dostarcza nam cały wachlarz emocji: od śmiechu po łzy. To sugestywna powieść, która jest wspaniale rozegrana psychologicznie, powieść o sile uczuć i o magicznym wpływie człowieka na człowieka. Zdecydowanie polecam, a sama dodaje książkę do książek ulubionych.


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję księgarni:

BookMaster
 

czwartek, 5 maja 2016

"Bez czci i bez wiary" Elżbiety Wardęszkiewicz


"Bez czci i bez wiary" to kontynuacja debiutu "Klucz" Elżbiety Wardęszkiewicz. Jak tylko skończyłam pierwszą część od razu sięgnęłam po drugą, byłam pewna, że kolejna część będzie utrzymana na poziomie trzeciej. Niestety, jak to często bywa, "Bez czci i bez wiary" nie dorównało "Kluczowi".

 "Bez czci i bez wiary" to kontynuacja losów, dorosłej już Meli - bohaterki "Klucza", w którym zostało opisane dramatyczne i okrutne dzieciństwo i młodość głównej bohaterki. W tej książce spotykamy się z bohaterką we Francji. To właśnie tam Melania odrzuca zaloty bogatego arystokraty Kazimira, bo w Polsce czeka nią miłość jej życia - Marcin, oraz Jola - córka z pierwszego małżeństwa.

Powieść bardzo dokładnie, krok po kroku pokazuje życie Meli, które znowu nie jest usłane różami. Nie jest to spowodowane mężczyzną, ale córką, którą jej nie kocha, nie zwraca na nią uwagi. Pomimo tego Melania znajduje szczęście w udanym związku, czerpie satysfakcję z pracy, która czasami doprowadza ją do rozpaczy. Melania również dużo podróżuje, cieszy się pięknem odwiedzanych podczas licznych podróży miejsc, a my podróżujemy razem z nią.  



 Co do tych podróży - brawa dla autorki za tak dogłębną znajomość miejsc, które Mela odwiedzała. Cóż, nic dziwnego, skoro w nocie biograficznej autorki czytamy, że uwielbia podróże. Niestety to, co dla niektórych było plusem - dużo opisów miejsc, w których była Mela, dla mnie było minusem. Podróże nie ciekawiły mnie, wręcz nudziły. Podczas wprawy bohaterki nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu wróci do kraju. Nie chodzi o to, że opisy podróży, miejsc były złe. Stanowcze nie. Po prostu było ich za dużo w stosunku do całej książki, która przez te wyprawy do innych krajów po części stała się książką podróżniczą, a nie tego oczekiwałam od książki. "Bez czci i bez wiary" to opis co najmniej 5 wypraw. Gdy tylko przeczytałam: "kochanie, jesteśmy zmęczeni, musimy odpocząć" wiedziałam, że czeka mnie kilkanaście stron nudnej lektury. 

W treść książki zostały wplecione opowiadania i liczne wiersze Marcina. Jest to proza i poezja autorstwa Michała K.J. Wardęszkiewicza - męża autorki. Czy taki dodatek zasługuje na plus? Nie wiem, dla mnie były one  zbędne i niezrozumiałe. Choć z drugiej strony wprowadziły one coś innego do lektury, wzbogaciły ją. Niestety, osobiście takiego zabiegu nie lubię,

Oprócz powyższych minusów, nie mam książce nic do zarzucenia. Książka jest bardzo dobrze napisana, bogata w treść i dialogi. W przeważającej części narratorem jest Melania, jednak czasami rolę tę przejmuje Marcin.

Na plus zasługuje kreacja głównej bohaterki - Meli. Tak samo jak w poprzedniej części podziwiałam ją za odwagę i determinację, robię to również teraz. Pomimo tego, że okrutne dzieciństwo zostawiło znamię w psychice Meli, kobieta radzi sobie w dorosłych życiu, choć los nie szczędzi jej problemów. Zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie, jest pomysłowa i kreatywna co procentuje w pracy. 

Bardzo emocjonalna jest relacja Meli z Jolą. Kobiety nie potrafią się dogadać, co Mela by nie zrobiła, Jola i tak jest niezadowolona. W dodatku jej nastawienie do matki jest zmienne jak chorągiewka na wietrze. Raz Jola jest milutka i kochana, angażowała się w pomoc matce, a za chwilę była opryskliwa, wroga, pełna niechęci i pretensji do matki. Jednak Mela też nie była bez winy... 

Podsumowując, "Bez czci i bez wiary" to bardzo dobra powieść, w której wszystko jest do bólu prawdziwe. To książka o radzeniu sobie z traumą jaką wywołało dzieciństwo,  której skutki są widoczne w teraźniejszości. Powieść to świat medycyny i licznych podróży, w który została wpleciona miłość, przyjaźń i wsparcie najbliższych. 



Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu:

Fanpage wydawnictwa: KLIK

środa, 13 kwietnia 2016

"Ósmy kolor tęczy" Martyny Senator

 Zamknij oczy... Ciemność.. Czy dasz radę w takich warunkach funkcjonować normalnie w pokoju? Czy potrafisz wykonywać skomplikowanie obliczenia w pamięci? Czy poradzisz sobie z takimi prostymi rzeczami jak kąpiel? 

Docenisz jak stracisz głosi przysłowie. Sama prawda. Zaczynamy dopiero coś doceniać jak to straciły. Dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę z tego, ile to dla nas znaczyło. To właśnie próbuje nam pokazać Martyna Senator w swojej powieści "Ósmy kolor tęczy". 

Główną bohaterką książki jest niespełna osiemnastoletnia Lilka. W związku z nieszczęśliwym wypadkiem, w którym zginęła jej matka, dziewczyna straciła wzrok. Pomimo tragedii dziewczyna odnalazła się w nowym, pełnym ciemności świecie. Jest szczęśliwa, próbuje żyć normalnie, jednak jej życie jest monotonne ponieważ dziewczyna boi się wyjść do ludzi. Dziewczyna obwinie się o śmierć matki, co nie pozwala jej pójść o krok dalej. Pomimo tego, że ma kochającą babcię, ojca, siostrę i dwójkę przyjaciół, którzy ją wspierają, dziewczyna nadal odczuwa strach bez wyjściem z domu. Wszystko ulega zmianie, kiedy na jej drodze staje pewien Tomek, chłopak czarujący, mądry i przystojny. Początkowo Tomek jest korepetytorem Lilki z fizyki. Chłopak ma kreatywne pomysły na to, aby dziewczyna polubiła ten trudny przedmiot. Z czasem relacja ta zamienia się w coś więcej, dzięki czemu Lilka zmienia swoje zachowanie, zaczyna wychodzić do świata i ludzi, i przekracza swoje własne granice, co do pewnego czasu było niewykonalne. Jednak nie zawsze wszystko jest takie różowe. Nowa rzeczywistość, nowy świat Lilki skrywa w sobie wiele tajemnic, które będą miały wpływ na dalszą przyszłość. Kim tak naprawdę jest Tomek i jaką tajemnicę ze sobą niesie? Czy pojawił się w życiu Lilki przypadkiem? 


Ogromne brawa dla autorki za to, w jak genialny sposób wykreowała bohaterkę. W niezwykły sposób pokazała świat oczami niewidomej dziewczyny, jej strach i lęki. Dzięki bardzo dobrym opisom, możemy choć w niewielkim stopniu dowiedzieć się jak wygląda świat niewidomej osoby. Pierwszy raz czytałam książkę, w której narrator jest niewidomy. To bardzo fajne i potrzebne doświadczenie.  

Warto również zwrócić uwagę na fajne i zaskakujące zakończenie. Tajemnica, jaką niesie ze sobą Tomek to nie jest zwykła, oklepana historyjka. To historia nieszablonowa, która wprowadzi nas w zaskoczenie, a szczególnie w dezorientację. 

Lektura książki wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Autorka ma bardzo lekkie pióro, książkę niewątpliwie czytało się z przyjemnością. W dodatku na plus zasługują opisy autorki, barwne, nieszablonowe i kreatywne. 

Podsumowując, "Ósmy kolor tęczy" to historia miłości, która uzdrawia i zabiera z największej ciemności. To książka wywołująca niebezpieczną burzę emocji, napisana lekkim i barwnym językiem. Zdecydowanie polecam. 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu Videograf 
 
 

niedziela, 10 kwietnia 2016

"Pierwsza na liście" Magdaleny Witkiewicz

"Myślcie pozytywnie. Pozytywne myśli przyciągają dobrych ludzi. I przyciągają szczęście. Złe myśli i słowa tylko pomnażają zło na świecie."

"Pierwsza na liście" to historia przyjaźni, która po wielu latach rodzi się na nowo, a także historia miłości, która pojawia się niespodziewanie. To powieść o podejmowaniu trudnych, życiowych decyzji, o zrozumieniu i przebaczaniu. Ale jest to przede wszystkim apel o zgłoszenie się do bazy dawców szpiku, bo każdy z nam może podarować swojemu bliźniakowi genetycznemu najcenniejszy prezent - życie w postaci szpiku. 

Ina Rybisińska to singielka, dziennikarka, która potrafi zdobyć wszelkie informacje. To wyrachowana kobieta, niechcąca się z nikim wiązać emocjonalnie z powodu wielu cierpień w życiu, ma dosyć strat i śmierci. Nie ma ochoty na żaden związek, ale co nie oznacza, że nie spotyka się z facetami. Oczywiście, że się spotyka, ale gdy facet zastanawia się, w której szufladzie ulokować swoją bieliznę albo zostawia szczoteczkę do zębów - Ina kończy związek. Dlatego też nazywa facetów "herbatnikami" - kiedy ma ochotę na herbatę, to sobie ją bierze. Życie Iny przebiega w końcu tak, jak chce. Jednak pewnego wieczoru w jej drzwiach pojawia się przemoczona dziewczyna - Karola - która burzy jej doskonale poukładany świat. 

Karola to córka byłej przyjaciółki Iny - Patrycji. Dziewczyna ma bardzo ważną misję do spełnienia, a mianowicie odnaleźć "pierwszą na liście", czyli Inę. O co chodzi z listą? Dowiecie się podczas lektury, a ja osobiście podziwiam Karolę za odwagę, walkę i determinację. Nie jedna dziewczyna poddałaby się i powiedziała "niech się dzieje co chce". Ona jednak wzięła sprawy w swoje ręce, aby nie dopuścić do najgorszego. 

"Pierwsza na liście" to kolejna genialna powieść Magdaleny Witkiewicz. To wspaniała, wzruszająca historia, dająca do myślenia. Historia o wybaczaniu, którego tak trudno się nauczyć i o ogromnej sile zwyczajnych kobiet. Jest to powieść, która pomimo smutku, tętni ogromnym optymizmem, bo zawsze jest szansa, zawsze jest nadzieja na lepsze jutro. A każdy dzień jest dobrym dniem, żeby uratować komuś życie, nawet ślimakowi. Witkiewicz po raz kolejny gra nam emocjach. Serwuje nam smutek, płacz i rozpacz, a następnie radość i optymizm. Za to kocham twórczość tej autorki. 

Powieści się nie czyta, powieść się pochłania w ekspresowym tempie. Autorka ma bardzo lekkie pióro, dzięki czemu książkę czyta się z przyjemnością, czasami ze łzą w oku. W mistrzowski sposób Witkiewicz wykreowała bohaterów. Są oni bardzo życiowi i autentyczni. Łączy je podobne doświadczenie, strata bliskich osób. Jednak pomimo smutnej i przygnębiającej przeszłości, kobiety stają się silniejsze i odnajdują się w nowej rzeczywistości, jaką zaoferował im los. 

Po lekturze "Córeczki" Liliany Fabisińskiej muszę również wspomnieć, że książki te są do siebie podobne. Jeśli któraś z Was czytała to wie, o co mi chodzi. W obydwu książkach pojawia się w drzwiach dziewczyna, która zmienia życie głównych bohaterek. Obydwie książki poruszają społeczne tematy: "Pierwsza na liście" temat dawców szpiku, natomiast "Córeczka" - HIV.  Ponadto, w powieści Witkiewicz znajdziemy fragment "Córeczki", co dla mnie jest bardzo fajnym pomysłem.  

"Pierwsza na liście" to powieść uświadamiająca osobom o odpowiedzialności, jaka wiążę się ze zgłoszeniem do bazy dawców szpiku. Dzięki powieści możemy bardzo  dużo dowiedzieć się o przeszczepach szpiku kostnego prostym, niemedycznym językiem.
      
Podsumowując, "Pierwsza na liście" to wspaniała powieść o wybaczaniu, przyjaźni i miłości. Książka o walce, determinacji i życiowych decyzjach, które mogą zmienić życie obcych ludzi. Jest to powieść, o której się nie zapomina! Nie można przejść koło niej obojętnie. Z całego serca polecam! 

sobota, 26 marca 2016

"Córeczka" Liliany Fabisińskiej


"Nie zgniótł cię... ale i tak cię straciłam. Do dziś nie wiem, dlaczego.."

To moje drugie spotkanie z twórczością Liliany Fabisińskiej. Po lekturze "Śnieżynek" oczekiwałam efektu wow i... troszeczkę się zawiodłam. "Córeczka" to rewelacyjna powieść poruszająca bardzo trudny i ważny temat, jednak zbiegi okoliczności a także bezmyślność głównej bohaterki wywarła na mnie negatywne wrażenie. 

      Główną bohaterką książki jest Agata Marks - znana terapeutka, psycholog,  wykładowca i ekspert od wychowywania dzieci. Jest szczęśliwą żoną i matką. Z mężem Marcinem i synem Filipem wiedzie wspaniałe życie, bez niespodzianek. Wszystko się zmienia, kiedy otwiera drzwi pewnej dziewczynie - Zuzi, która prosi o pomoc. Kim jest Zuza? To córka mężczyzny - Grzegorza, z którym kobieta miała 8 lat wcześniej burzliwy romans. To właśnie wtedy, złożyła Zuzi pochopną obietnicę, że zostanie jej mamą, gdyż matka dziewczynki zostawiła i ją i Grzegorza. Zuza pojawia się i znika, i tak kilka razy, jakby grała z Agatą w jakąś grę. Dziewczyna jest tajemnicza, nie chce rozmawiać. Jednak po pewnym czasie wszystko wychodzi na jaw - Zuza mówi o wszystkim Agacie. Wyjawia jej tajemnicę, która może zmienić życie nie tylko Agaty, ale także jej rodziny. Odtąd już nic nie było takie samo... Co zrobi Agata, żeby uzyskać utracony spokój?
      "Córeczka" pokazuje różne oblicza miłości. Po pierwsze namiętną, szaloną i burzliwą miłość, która spotkała Grzegorza i Agatę - jak dla mnie strasznie oderwaną od rzeczywistości. Bo kto zgadza się wyjść za mąż za mężczyznę, którego nigdy nie widziało się na oczy ani nie słyszało jego głosu? Absurd. Po drugie, Fabisińka opisuje miłość spokojną, ustabilizowaną, zwyczajną, prawdziwą miłość jaka jest między Agatą i Marcinem, miłość mądrą jednak czasami może trudną. Natomiast po trzecie - miłość rodzicielską, jak dla mnie najpiękniejszą, w najczystszej postaci, a także taką bez więzów krwi, bardzo skomplikowaną. 
      W swojej powieści Fabisińska porusza bardzo ważny, trudny i życiowy temat, o którym wszyscy myślimy, że nas nie dotyczy. Jest to temat HIV. W Polsce nawet 50% osób zakażonych wirusem HIV nie ma o tym pojęcia. Dla porównania, w innych krajach europejskich jest to mniej niż 30%. Autorka stara się nam pokazać, żeby wirus ten może dotyczyć nas wszystkich, nie tylko homoseksualistów i narkomanów, a także to, że w dzisiejszych czasach z tym wirusem można normalnie żyć, oczywiście biorąc odpowiednie leki. Należy pamiętać, że test nie jest wyrokiem. To nieświadomość jest wyrokiem - jak pisze sama autorka. Dzięki tej książce naprawdę dużo dowiedziałam o tym problemie. Wcześniej myślałam, że ten temat jest bardzo odległy ode mnie...
       

      "Córeczka" to powieść nieszablonowa, odbiegająca od schematów, bardzo intrygująca i niebanalna. Książka wciąga już od pierwszych stron, trudno jest się od niej oderwać, a jeśli już tego dokonamy to chcemy do niej jak najszybciej wrócić. Książka zdecydowanie skłania do przemyśleń i refleksji, o takiej książce się nie zapomina. 
       Książka została napisana bardzo prostym, lekkim i przyjemnym językiem. Strasznie szybko się ją czyta, jednym tchem. Jest to powieść pełna emocji, w której autorka perfekcyjnie połączyła trudny temat i przesłanie, ze swoim lekkim, przyjemnym piórem. 
      "Córeczka" to gwarancja bardzo dobrze skonstruowanej powieści, z niebanalną fabułą, dobrymi dialogami i dobrze wykreowanymi bohaterami. Krótko mówiąc, książka zawiera wszystko, czego wymagam od dobrej książki.
      Podsumowując, "Córeczka" to rewelacyjna, nieszablonowa powieść, pokazująca współczesny problem z HIV. To także powieść o miłości, sile jaką może znaleźć w sobie kobieta, kiedy chce ratować najbliższych oraz o przeszłości, która z dnia na dzień staje się teraźniejszością. Z całego serca polecam! 


Z racji tego, że za chwilę Wielkanoc pragnę Wam życzyć zdrowych i wesołych świąt, niekoniecznie zaczytanych, spędźcie je rodzinnie, bo rodzina jest najważniejsza! Wszystkiego dobrego :)



czwartek, 11 lutego 2016

"Jesienna miłość" Nicholas Sparks

"Człowiek wie, że to miłość, kiedy chce przebywać z druga osobą i czuje, że ta druga osoba chce tego samego"



"Jesienna miłość" to pierwsza przeczytana przeze mnie książka Nicholasa Sparksa. Pierwszy raz przeczytałam ją jakieś 5-6 lat temu i od razu zakochałam się w twórczości tego autora i nadrobiłam czytelnicze zaległości. 
Przyznam się, że najpierw oglądałam film nie wiedząc, że jest książka. Nie zmieniło to faktu, że prawie wypłakałam oczy podczas lektury.



"Jesienna miłość" to poruszająca powieść o pierwszej miłości. Akcja powieści toczy się w latach 60. dwudziestego wieku. Na początku wydaje się to być zwykłą historią o nastolatkach, jednak później okazuje się, że to dojrzała powieść, o prawdziwej miłości. Już na samym początku poznajemy siedemnastoletniego Landona Cartera, który to wiedzie beztroskie życie, rozpoczynając ostatnią klasę szkoły średniej w Beaufort. Ojcem Landona jest kongresmanem, który pragnie, aby syn odniósł sukces w życiu, zrobił karierę. Jednak młody Carter jeszcze nie wiem co zrobić z dorosłym życiem i żyje w swoim bezproblemowym i "cwaniackim" świecie. 


Inne życie prowadzi koleżanka z klasy Landona - Jamie Sullivan - cicha, spokojna dziewczyna, opiekująca się owdowiałym ojcem, pastorem. Jamie jest bardzo religijna, nie rozstaje się z Biblią. Cały czas się uśmiecha, wszystkim bezinteresownie pomaga, bo dzień bez dobrego uczynku uważa za stracony. Nie chodzi na żadne prywatki i generalnie jest uważana przez rówieśników, także przez Landona, za dziwaczkę, z którą wstyd rozmawiać.
Dlatego też dla wszystkich jest zaskoczeniem, kiedy to Landon w odruchu desperacji zaprasza Jamie na doroczny bal. I tak zaczęła rozwijać się ich znajomość... Landon jest wyśmiewany przez kolegów,  zaczyna unikać dziewczyny, ale po pewnym czasie ich znajomość zaczyna się przeradzać w przyjaźń, a potem w głęboką miłość... Jednak czy to będzie miłość szczęśliwa? Czy Bóg przygotował dla nich taki sam plan na życie, jaki przygotowali sobie sami? Przeczytajcie!


"Jesienna miłość" to piękna historia o miłości, rozrywająca serce na miliony kawałków. Pokazuje jakie życie jest niesprawiedliwe krzywdząc niewinne osoby, ale również to, że pierwsza młodzieńcza miłość również może być prawdziwą miłością aż po grób. 
Nicholas Sparks nie kombinował w powieści z wyrafinowanym językiem. Książka jest napisana do bólu prostym językiem, dzięki czemu strony mijają w mgnieniu oka. Sparks starał się pokazać, jak ważne jest to, żebyśmy cieszyli się każdym dniem, każdą chwilą, a również to, że zawsze powinniśmy zostać sobą, nieważne czy to się komuś podoba czy nie. 



Podsumowując, "Jesienna miłość" to powieść, którą powinna przeczytać każda romantyczna duszyczka. Jest to piękna, wzruszająca, pełna emocji historia. Zdecydowania jest warta przeczytania chociaż jestem pewna, że większość z Was zna już tę historię na wylot. 







Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 208
Kategoria: Literatura współczesna
Moja ocena: 8/10